Kubuś Puchatek lubi miodek... :)

... czy Szmaragdowy Deszcz także? :)



Źródło


Znowu natchnęła mnie jedna z dziewczyn i dzisiaj w ruch poszedł słoik z miodem :). Trochę wstyd się przyznać, ale miód w mojej pielęgnacji zagościł po raz pierwszy.

Ten słodki humektant, który zastosowanie ma przeważnie w kuchni, świetnie nawilża i rozjaśnia włosy. - Tak mówią :) zaraz sprawdzimy czy tak jest...


Najpierw przygotowałam maseczkę..




Mleko i miód:

--> 1 czubata łyżeczka maski Crema al latte firmy Serical (proteiny mleka)

--> 5 pompek olejku Wellness & Beauty z sezamem

--> 1/4 łyżeczki miodu rozpuszczona w 1/5 szklanki ciepłej wody




Zaczęłam jak zwykle od wcierki z kozieradki, którą nałożyłam na skórę głowy i delikatnie wmasowałam. Włosy na długości zmoczyłam i odcisnęłam tak aby nie kapały. I wprasowałam maseczkę z miodem. Zawinęłam włosy w koszulkę i tak spędziłam mniej więcej 40 min.

Po tym czasie wzięłam się za mycie. W ruch poszedł szampon Yves Rocher volume, a gdy go spłukałam dołożyłam jeszcze maskę Crema al latte na włosy od ucha w dół. Także spłukałam. Włosy odsączyłam i nałożyłam na końcówki mieszankę olejku orientalnego Marion i olejku Wellness & Beauty z sezamem. Włosy schły naturalnie.




Włosy w dotyku są miękkie i puszyste, nie wydają się być obciążone. Miód wydobył połysk i nabłyszczył taflę.







Jeśli chodzi o działanie rozjaśniające to nie zauważyłam, aby włosy choć w minimalnym stopniu zmieniły odcień.




Włosy na drugi dzień są nadal błyszczące i gładkie, końcówki dociążone :).




Lubicie miód w pielęgnacji włosów? :)




Czytaj dalej

Tuning masek cz. X - Spirulina

Kallos Omega w połączeniu z algami morskimi





Ostatnio w moich zbiorach półproduktów wygrzebałam coś co od nowości leży sobie i czeka aż je w końcu otworzę. Zamówiłam ten produkt z ciekawości, a omijałam go z barku dostatecznej wiedzy jak go używać. Gdy takową wiedzę w końcu zdobyłam to o produkcie zapomniałam. Aż do dzisiaj kiedy to kolejny raz zastanawiałam się co by tu ciekawego zrobić z włosami, natrafiłam na nią przez przypadek - mowa oczywiście o zielonym czymś co zwą SPIRULINA, czyli algi morskie. 




Dzisiejsza pielęgnację zaczęłam od nałożenie na włosy na długości olejku Wellness & Beauty (z olejek sezamowym) ok. 5 pompek na 2 h. W skalp z kolei wtarłam napar z kozieradki. TAK w pojemniczku po olejku orientalnym Marion znajduje się moja kozieradka :). 





Następnie zmoczyłam włosy na długości i nałożyłam na nie:

--> 1 duża, czubata łyżka maski Kallos Omega

--> 1 płaska łyżeczka spiruliny

--> 5 kropli mleczka pszczelego w glicerynie




mieszankę nałożyłam na włosy i wtedy... wtedy zaczął padać deszcz... Byłam w stanie tylko przewrócić oczami... humektanty i taka pogoda? Równa się dno... totalne dno. Ale że już było za późno po prostu uznałam, że co ma być to będzie.

Spędziłam tak ok 40 min. a następnie spłukałam wszystko. Moim oczom ukazała się zielona woda :D nie zniechęcałam się... Spieniłam szampon Yves Rocher Volume w skalp, a pianą przeciągnęłam włosy (p.s. to było moje pierwsze użycie tego szamponu).

Spłukałam i nałożyłam na długość maskę Kallos Omega na chwilkę i także spłukałam. Włosy zabezpieczyłam jak zwykle mieszanką olejku orientalnego Marion i Wellness & Beauty.

Włosy schły naturalnie przez jakieś 30 min aż okazało się że muszę wyjść z domu, więc w wielkim pędzie wysuszyłam włosy, zwinęłam w koka i wyszłam. 

Gdy wróciłam do domu i rozpuściłam włosy okazało się, że miejscami są jeszcze wilgotne, do tego ta deszczowa pogoda i efekt jest taki...









Włosy są miękkie i błyszczą, ale... są delikatnie spuszone, a końcówki niewystarczająco dociążone. Na pewno podoba mi się efekt lekkości, bo włosy nie są obciążone mimo tego, że nałożyłam na nie tak wiele specyfików.

Może przy innych warunkach atmosferycznych było by lepiej? Nie wiem, ale na pewno wypróbuję ten mix jeszcze nie raz i nie dwa, żeby się przekonać ;)


Dziś jest drugi dzień po użyciu spiruliny i jestem już bardziej zadowolona :) puch przeminął, włosy są gładkie, a końcówki dociążyłam olejkiem Wellness & Beauty. Niesamowicie błyszczą :)




Macie inne pomysły na użycie spiruliny? :)




Czytaj dalej

Płukanka z nafty kosmetycznej

Nowy pomysł na płukankę - Nafta Kosmetyczna 






O płukance z nafty kosmetycznej przeczytałam po raz pierwszy na blogu Eulallii. Natchniona i zachwycona efektami jakie uzyskała (w tym poście) po prostu musiałam spróbować :).

Włosy jak zwykle umyłam żelem Facelle. Głównie spieniłam w skalp, a włosy przeciągnęłam tylko pianą. Spłukałam i nałożyłam odżywkę keratynową z Syoss, którą wcierałam metodą Henri. Spłukałam i przyszedł czas na płukankę... 

Odpowiednio wcześniej przygotowałam sobie miseczkę z zimną wodą i nalałam do niej nafty. Wody wlałam na oko powiedzmy ok 1,5 l, a nafty (zaskoczę Was ale...) też na oko :D ---> nie cierpię tego określenia, gdy ktoś podaje mi przepis na jakieś kulinaria, ale jakoś do mnie przywarło i często z niego korzystam, ale wracając do tematu ---> mniej więcej ok 1 łyżkę stołową (lałam prosto z butelki).

Na wodzie pojawiły się oka, więc roztrzepałam je ręką i zanurzyłam włosy. Nie moczyłam skalpu, bałam się, że mi zaszkodzi, bo przecież nie miałam już w planie płukać głowy wodą.

Trochę się stresowałam przez te oka na wodze... byłam prawie pewna, że gdy włosy wyschną będę musiała je umyć jeszcze raz, bo okaże się że są zwyczajnie tłuste... Ale wytrzymałam. Pomoczyłam chwilkę, odsączyłam i zwinęłam w ręcznik. 

Zabezpieczyłam olejkiem orientalnym Marion zmieszanym z olejkiem Wellness & Beauty i czekałam... czekałam i czekałam... Zapach był bardzo drażniący jak to przy nafcie.

Ciągle dotykałam włosów. Były jakieś dziwne... Jakby grubsze, ale miękkie i lśniące. Dodatkowo - zgadzam się z Eulallią, że wydawały się jakby już były rozczesane, a przecież nie były (czeszę dopiero gdy wyschną).

W końcu wyschły... Przeczesałam je moją drewnianą szczotką i moim oczom ukazał się taki widok...



Przeżyłam szok :D włosy rzeczywiście są mega miękkie i gładkie, końcówki w ogóle nie szaleją. Włosy są sypkie i ten ciekawy efekt - jakby grubsze





Najbardziej mnie zaskoczył fakt, że nie muszę myć drugi raz włosów :) nie są przetłuszczone, a tego się obawiałam.





Zapach nafty ulotnił się i nie jest już wyczuwalny





Zdecydowanie płukanka z nafty zagości u mnie na dłużej i będzie nowym ulubieńcem !



Z pewnością polecam !

Wypróbowałam i zachwyciłam się  !

Szmaragdowy Deszcz :)



Czytaj dalej

Czym zabezpieczasz końcówki?

Natura Silk Jedwabna Kuracja





To małe cudeńko jest ze mną od roku, a dopiero teraz sięgnęłam dna. W między czasie co prawda przewinęło się kilka innych "zabezpieczaczy", ale to jednak o tym pragnę Wam dzisiaj napisać. 


Opis produktu: 



Natura Silk - jedwabna kuracja to odżywka regenerująca bez spłukiwania do włosów. Formuła odżywki została opracowana tak, aby lepiej i dłużej chronić kolor włosów farbowanych, zapewniając im zdrowy połysk.

Zawarte w odzywce proteiny jedwabiu i prowitamina B5:
- nadają włosom świetlisty połysk już po użyciu 1 kropli,
- regenerują włosy od wewnątrz,
- tworzą na powierzchni włosów filtr ochronny,
- zapobiegają puszeniu i elektryzowaniu się włosów.




Cena: ok. 8 zł za 50 ml w Drogeria Natura


Skład:




Cyclopentasiloxane (and) Dimeticone (silikon), Phenyltrimethicone (silikon), Parfum, Ethyl Ester Of Hydrolized Silk (rozpuszczalnik farb i lakierów, hydrolizowany jedwab), Panthenol (prowitamina B5)


Skład króciutki, typowy dla preparatów na końcówki. Znajdziemy tutaj silikony zmywalne łagodnym detergentem, jedwab (bo w końcu to jedwabna kuracja :)) oraz pantenol.


Opakowanie i konsystencja: 





Serum mieści się w plastikowym pojemniczku z pompką o pojemności 50 ml. Pompka dozuje odpowiednia ilość preparatu, która idealnie pokrywa włosy. Serum jest przezroczyste, gęste, wydaje się być oleiste. Świetnie się rozprowadza, nie obciąża.


Działanie:

Serum nakładam na suche końcówki. W mokre jeszcze włosy wcieram olejek orientalny Marion (zmieszany z olejkiem Wellness & Beauty), więc gdy włosy wyschną i wymagają jeszcze dociążenia (czyli prawie zawsze) dokładam właśnie to jedwabne serum. Kurację jedwabną używam także w dni kiedy włosów nie myje, a potrzebuje nad nimi zapanować. 

Ciężko jest z nim przesadzić. Konsystencja jest oleista, lecz po rozprowadzeniu jednej pompki włosy nie są obciążone. Jedynie serum pozostawia na włosach warstewkę filmu, która je ujarzmia, wygładza i sprawia że błyszczą.

Włosy tak zabezpieczone zdecydowanie mniej się rozdwajają i niszczą. Są jedwabiście gładkie i lśniące

Serum jest w stanie zapanować na MEGA puchem - sprawdzone - potwierdzone. Jest tanie i bardzo wydajne, przy takim stosowaniu jak wspomniałam wyżej wystarczyło mi na rok (?!). 



Serum Natura Silk jedwabna kuracja oceniam: 10/10.




Zdecydowanie polecam

Szmaragdowy Deszcz





Czytaj dalej

Czas na proteiny - Kallos Keratin

Recenzja - maska Kallos Keratin





Nadeszła ta chwila kiedy dobijam do dna wspomnianej wyżej maski. Zapraszam na recenzję :)



Opis produktu:

Keratynowa maska do włosów z proteinami mleka do włosów suchych, łamiących się i poddanych zabiegom chemicznym. Dzięki zawartości keratyny i regenerujących protein mleka odbudowuje naturalną strukturę włosów, wypełniając ubytki w ich włóknach. Odżywia i chroni suche, łamiące się włosy. Po zastosowaniu włosy stają się łatwe do układania, miękkie w dotyku i lśniące. 




Cena: ok 9 zł za 1 litr w Hebe


Skład:




Aqua, Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (zapobiega elektryzowaniu, ułatwia rozczesywanie), Citric Acid (kwas cytrynowy), Propylene Glycol (humektant/nawilżacz), Hydrolized Milk Protein (proteiny mleka), Hydrolized Keratin (keratyna), Cyclopentasilioxane (silikon), Dimenthiconol (emolient suchy), Parfum, Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).


Widzicie skład? Jest idealny. Krótki i treściwy. Zawiera tylko drogocenne substancje takie jak emolienty, humektant, dużo protein i silikony. 






Opakowanie i konsystencja: 







Maska mieści się w plastikowym słoju o pojemności 1 litra. Maska jest gęsta, aksamitna, idealnie się rozprowadza. Sunie po włosach i otula je warstwą filmu. Kolor maski - biały.



Działanie: 



Kallos Keratin to moja pierwsza proteinowa maską jaką świadomie zakupiłam. 

Stosowałam ją na wiele sposób: solo przed myciem i po myciu, wymieszaną z olejami (np TUTAJ), jako baza pod pielęgnację pech (TUTAJ), do serum olejowego, w połączeniu z naftą (TUTAJ), jako baza dla półproduktów (TUTAJ) i na wiele wiele innych sposobów. I z radością muszę stwierdzić, że czego bym do niej nie dodała działa po prostu rewelacyjnie ! Solo także sprawdza się świetnie. 




Zapach jest przyjemny, nienachalny, raczej krótko utrzymuje się na włosach. 

Skład jest ideałem, jak przystało na proteinowa maskę nie zabraknie keratyny, ani protein mleka, które otoczone są dla równowagi emolientami i humektantami. 





Włosy po zastosowaniu maski są miękkie, jedwabiście gładkie, pięknie błyszczą i mienią się w słońcu. 






Maska Kallos Keratin nie zawiodła mnie pod żadnym względem dlatego też ocenię ją bardzo wysoko: 10/10.




A wy lubicie Kallos Keratin? :)




Czytaj dalej

Jak zahamować wypadania i przyspieszyć porost? ... ODKRYCIE !

Przyspieszanie porostu / walka z wypadaniem --> ciąg dalszy





Moi stali czytelnicy zapewne już dobrze wiedzą, że od 2 miesięcy ciągle walczę z wypadaniem włosów. W ruch poszła ciężka artyleria - kozieradka.


Napar z kozieradki sporządzam w następujący sposób:

--> 1 płaska łyżeczka mielonych ziaren kozieradki
--> 1/3 szklanki wrzątku.





Kozieradkę zalewam wrzątkiem, przykrywam talerzykiem i odstawiam. Parzę ok. 20 min, a czasem nawet dłużej (jak o niej zapomnę :) ). Po tym czasie przelewam do buteleczki z pompką (wykorzystałam do tego buteleczkę po olejku orientalnym Marion). Butelka z pompką jest bardzo wygodna. Kiedyś przelewałam do zwykłej butelki i napar rozprowadzałam na dłoniach, a dopiero potem wcierałam w skalp. Ostatecznie ten sposób miał swoje wady, zbyt mało kozieradki docierało na skórę i efekt był słaby. Przy butelce z pompką aplikacja jest o tyle łatwiejsza, że dozuję odpowiednią ilość naparu bezpośrednio na skórę głowy, delikatnie rozcieram palcami i gotowe.

Taki zabieg fundowałam sobie właściwie przed każdym myciem na mniej więcej 30 min. Tak minęły już prawie 2 miesiące. Wczoraj nie przygotowałam sobie naparu, a dzisiaj nie miałam zbyt wiele czasu, więc stwierdziłam, że trochę odetchnę od kozieradki i zastąpię ją olejkiem łopianowym Green Pharmacy z czerwoną papryką. 




Zabrałam się więc do szykowania miksturki i w ostatniej chwili wygrzebałam jeszcze olejek rozmarynowy. Postanowiłam go użyć, ponieważ ma właściwości rozgrzewające i pobudzające cebulki do wzrostu, więc w połączeniu z olejkiem Green Pharmacy może stworzyć idealną miksturę na porost. Wlałam do miseczki 1 łyżkę Green Pharmacy i wymieszałam go z 10 kropelkami olejku rozmarynowego, delikatnie wtarłam w skalp. 

Podczas nakładania olejku coś mi nie dawało spokoju.... Wykonałam 5 minutowy masaż i byłam już pewna... Coś kłuło mnie w palce ! Odkryłam, że na całej głowie mam mnóstwo krótkich, ostrych i nowych włosów ! Wyobrażacie sobie moją radość :D. Jestem w niebo wzięta :D Włoski są delikatne, ale już wyczuwalne podczas masowania skalpu. Niestety jeszcze nie da się ich sfotografować, więc na dowody musicie trochę poczekać. Czyli jednak kozieradka nadal jest moim cudownym specyfikiem na porost ! Ale wracając do tematu...

Na włosy na długości nałożyłam olejek Baby Dream. Tak spędziłam ok 1,5 h. Po tym czasie zmoczyłam włosy ciepłą wodą i zemulgowałam olejek maską Kallos Color. Następnie spieniłam szampon (Trzy zioła z rumiankiem) w skórę głowy, czynność powtórzyłam drugi raz z tym, że przy drugim myciu przeciągnęłam pianą też włosy. 




Spłukałam i nałożyłam jeszcze raz maskę Kallos Color, wprasowałam przez moment. Wszystko dokładnie spłukałam, a końcówki zabezpieczyłam jedną pompką olejku orientalnego Marion zmieszanego z 2 kropelkami olejku Wellness & Beauty. Włosy schły naturalnie. 

Efekty olejowania możecie zobaczyć poniżej :)







Jak zwykle Baby Dream nadał moim włosom połysku i sprawił, że są jedwabiście miękkie. Ale i tak najbardziej jestem zachwycona moją nowa kolonią na głowie ;D. Nie rezygnuję z wcierania kozieradki, dalej będę ją aplikować na zmianę z olejkiem łopianowym GP. 




A jakie są Wasze sposoby na przyspieszenie porostu? :)




Czytaj dalej

Szampon i odżywka Gly Skin Care z olejem arganowym

Recenzja próbek - szampon i odżywka Gly Skin Care z olejkiem arganowym






Gdy jakiś czas temu nawiązałam współpracę z Centrum Zdrowego Włosa dostałam od nich w paczce mnóstwo saszetek z próbkami ich produktów, m.in. szampon i odżywkę Gly Skin Care z olejkiem arganowym. Dzisiaj postanowiłam je wypróbować :).

Dzień pielęgnacji zaczęłam od naolejowania włosów od ucha w dół olejkiem Wellness & Beauty (sezam i wanilia) na 1,5 h. Po tym czasie zmoczyłam włosy i nałożyłam maskę Seri Natural Line z olejem arganowym, żeby zemulgować olej. Wprasowałam przez 2-3 min. i spłukałam.

I teraz czas na saszetki. Spieniłam szampon w skalp. Początkowo chciałam saszetkę z szamponem użyć na dwa mycia, więc wycisnęłam jej mniej więcej pół. Wydawać by się mogło, że szampon pieni się całkiem nieźle, ale to wstępna opinia. Po chwili jakby piana znika i nie ma czym dokładnie umyć włosów. Więc spłukałam pozostałości i użyłam drugą (przeznaczoną na jutro) porcję. Już poszło lepiej, choć piana także w zastraszająco szybkim tempie zniknęła.

Spłukałam i nałożyłam odżywkę. Także planowałam użyć ją na dwa razy, bo saszetka jest całkiem spora. I tym razem wcale nie było lepiej. Jestem zwolenniczką odżywek, które suną po włosach, otulając je niczym jedwab. I tutaj także rozczarowanie. Musiałam zużyć całe opakowanie, aby mieć jako takie wrażenie, że włosy zostały pokryte. Odżywka jakby zniknęła z włosów... (?!).

Potrzymałam kilka minut, trochę wprasowałam i spłukałam. Zabezpieczyłam jedną pompką olejku orientalnego Marion zmieszanego z dwoma kropelkami Wellness & Beauty. Pozwoliłam wyschnąć naturalnie i rozczesałam na sucho.




Zapachy, które uwalniają się po otwarciu saszetek są wręcz uzależniające. Mogłabym stać i wąchać je co chwile :D pachnie ekskluzywnie :D zapaszek delikatnie utrzymuje się na włosach co poprawia mi humor ;).






Z kolei co do działania... Miałam ogromny problem z rozczesaniem włosów po tym nieudolnym myciu bez piany. Kosmyki wokół twarzy okazały się największym wyzwaniem, ale chyba bez większych strat udało mi się je rozczesać. Nie mniej jednak właśnie te partie ucierpiały najbardziej - są suche i pogniecione. Brzydkie po prostu. Ale ogólnie efekt nie jest taki zły jakby się można było spodziewać. 





Reszta włosów prezentuje się już o niebo lepiej. Widać piękny połysk, końcówki zostały ujarzmione, tafla lśni.

Co do składu... Szampon zawiera SLS na początku składu, co nie zachwyca. Zaraz za substancjami myjącymi kryje się także gliceryna, olej arganowy, pantenol, hydrolizat protein pszenicy, keratyna i sok z aloesu. Także skład typu PEH proteiny, emolienty i dużooo humektantów :)





Z kolei odżywka... zawiera substancje kondycjonujące ułatwiające rozczesywanie, emolienty, konserwant, olej arganowy, hydrolizat protein pszenicy, pantenol, gliceryna i sok z aloesu, a także silikony. Odżywka ma nieco gorszy skład, bo bardzo wysoko znajduje się isopropyl alkohol, który w dużym stężeniu może wysuszać włosy, a także podrażniać skalp.



Szampon i odżywkę Gly Skin Care z olejem arganowym oceniam: 6/10.




Znacie kosmetyki z Gly Skin Care?? :)




Czytaj dalej