Idealnie matowa cera na dłużej? - Selfie Project lekki krem matująco-nawilżający - jak się sprawdził?

Węgiel bioaktywny, fotoczułe pigmenty, blue daisy




Opis produktu:

Lekki Krem matująco-nawilżający redukuje nadmierne błyszczenie się twarzy i jednocześnie nawilża skórę i zapobiega przesuszeniu, które wywołuje nadprodukcję sebum. Krem przywraca skórze stan równowagi i działa przeciw niedoskonałościom. Lekka formuła, 0% lepkości. Innowacja! FotoCzułe Pigmenty natychmiast wizualnie upiększą skórę. Zapewniają Efekt Glamour! – błyskawiczny optyczny efekt doskonałej, gładkiej skóry. 




Węgiel BioAktywny – odkrycie w walce z niedoskonałościami! Oczyszcza i działa antybakteryjnie. Pochłania zanieczyszczenia, pozostawia pory czyste i zwężone. Wyciąg z Blue Daisy działa na skórę nawilżająco i łagodząco, przeciwdziała podrażnieniom i zaczerwienieniom.


Skład:

Aqua (woda), Caprylic/Capric Triglyceride (olej neutralny - naturalna substancja otrzymywana kwasu tłuszczowego, natłuszcza, nawilża, zmiękcza, wygładza, może zapychać pory), Glycerin (gliceryna - nawilża, ułatwia penetracje substancji aktywnych w głąb skóry), Isododecane (pochodna parafiny - nawilża, może zapychać pory), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator pochodzenia roślinnego - środek zmiękczający i zapachowy), Hydrogenated Didecene (olej ropopochodny - nadaje skórze jedwabistość, szybko się wchłania), C.I. 77891 (barwnik), Glyceryl Stearate (emolient pochodzenia naturalnego - natłuszcza, wygładza, zmiękcza), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea - koi podrażnienia, nawilża, zmiękcza), Isostearyl Isostearate (ciekły wosk - zmiękcza, wygładza, kondycjonuje, może zapychać pory), Hydrogenated Tetradecenyl / Methylpentadecene (środek biodegradowalny - wpływa na konsystencje), Dimethicone (silikon - nawilża, wygładza, nabłyszcza, nie zatyka porów), Pentaerythrityl Tetraisostearate (zagęstnik), Charcoal Powder (węgiel bio aktywny - usuwa zanieczyszczenia i toksyny, działa antybakteryjnie), Globularia Alypum Extract (ekstrakt z kulnika - blue daisy, roślina ozdobna, przeciwutleniacz, nawilża, łagodzi podrażnienia), 




Capryloyl Glycine (substancja o działaniu złuszczającym, hamującym wydzielanie łoju i świądu, niszczy bakterie), Allantoin (alantoina - nawilża, ułatwia gojenie, działa przeciwzapalnie i ściągająco), Tocopheryl Acetate (antyoksydant, przeciwutleniacz,  stosowany zamiast witaminy E), Xylitylglucoside (tworzy film, zapobiega odparowywaniu wody, zmiękcza, wygładza), Hexylene Glycol (zmiękczacz, rozpuszczalnik, substancja pochodzenia chemicznego), Dimethicone Crosspolymer (wygładza, absorbuje sebum, matuje, optycznie wygładza zmarszczki), Sodium Potassium Aluminum Silicate (zagęstnik), Silica (krzemionka - matuje), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (wygładza i zmiękcza), Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer (poprawia konsystencję), Mica (wypełniacz mineralny), Tin Oxide (pigment mineralny - działa przeciwzapalnie), Tetrasodium EDTA (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant), Parfum (zapach), Buthylphenyl Methylpropional (zapach), Citronellol (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).


Cena: ok. 16 zł za 50 ml w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:



Krem mieści się w małej, 50 mililitrowej tubce zamykanej na zatrzask. Konsystencja kremu jest gęsta i treściwa, a kolor to przepiękny błękit.


Moja opinia:

Krem stosuje tylko po porannej toalecie. Rozprowadzam cienką warstwę kosmetyku i delikatnie masuje. Krem szybko wynika w skórę i już po minucie od nałożenia jest niewyczuwalny pod palcami.




Skóra jest gładka, aksamitna i matowa bez odstających skórek. Ponadto sprężysta i napięta, ale nieściągnięta. Krem jest właściwie niewyczuwalny na twarzy poza delikatnym uczuciem chłodzenia i komfortu jaki daje.




Specyfik stanowi świetną bazę pod makijaż. Nie roluje podkładu nawet, gdy nałożę grubszą warstwę kremu. Wypróbowałam na nim kilka fluidów i nie miałam kłopotu z żadnym. Krem nie waży podkładu i nie zmienia jego koloru.




Jestem bardzo zadowolona z jego matujących właściwości. Buzia jest dostatecznie nawilżona. Mat utrzymuje się bardzo długo, a o poprawkach makijażu mogę zapomnieć nawet na 6 h. To świetny wynik jak na możliwości mojej cery, która w strefie T zaczyna brylować na salonach już po 2-3 h przy stosowaniu innego kremu.




Gdyby nie skład, na którym trochę się zawiodłam, myślę, że ten krem byłby produktem po który sięgałabym codziennie. Póki co jest dla mnie niezastąpiony, ale z racji kilku wpadek w INCI zostawiam go sobie na ważniejsze wyjścia. Nie zauważyłam, aby krem zapychał pory, czy sprzyjał powstawaniu zaskórników. Nie podrażnił skóry ani nie uczulił.





Kto z Was już testował produkty Selfie Project?? :)



Czytaj dalej

Hybryda - Bling nr 07 silver, Bling nr 29 black

Wersja zimowa




Z pazurkami, które dzisiaj prezentuję pożegnałam się już jakiś czas temu (zmalowałam je pod koniec listopada), ale dopiero teraz udało mi się je opublikować. Przed Świętami Bożego Narodzenia nie robiłam typowo świątecznego mani. Ten z którym zasiadałam do wigilijnej kolacji zobaczycie na blogu już wkrótce, a jeśli chcecie być bardziej na bieżąco to zapraszam na mój Instagram. Tam z pewnością pojawi się wcześniej :). A teraz przedstawiam Wam wersję w zimowym klimacie.

Połączyłam czarnego Blinga nr 29 (2 warstwy) ze srebrnym brokatowy Blingiem nr 07 (3 warstwy). Żeby nie wiało nudą na paznokciach środkowych palców nakleiłam gwiazdki. Na lewym kciuku możecie zobaczyć mój pierwszy i mało perfekcyjny napis :). Napis wykonany białym kolorem został zbyt krótko utwardzony i delikatnie się rozmył, ale jest to mało widoczne. Z kolei na prawym kciuku wykonałam ombre ze wspomnianych wyżej kolorów. Baza i top to jak zawsze i niezmiennie u mnie - Semilac.













Jak Wam się podoba taka zimowa odsłona moich pazurków?  :)


Czytaj dalej

Czy paznokcie po hybrydzie wymagają szczególnej regeneracji? - Kosmed witaminowa odżywka do paznokci z kolagenem i witaminą E

Kuracja kolagenowa do paznokci




Przed kolacją wigilijną zagadnę Was jeszcze na temat paznokci :).

W swoim życiu wypróbowałam bardzo niewiele odżywek do paznokci. Głównie z racji tego, że paznokcie mam zdrowe i bezproblemowe, ale miękkie. Mimo to doceniam ich elastyczność w momencie, gdy uderzę w coś, a płytka tylko ugnie się pod naciskiem, ale nie pęka. 

Odżywki, które wpadły w moje ręce do tej pory były raczej czymś w stylu "pogoni za modą" - każdy namiętnie używał odżywek to chyba i ja powinnam...? Tak, tak to było :D nie mniej jednak uważam, że na pewno nie poszło mi to na złe i paznokcie w tamtym czasie regenerowały się i wzmacniały po ciągłym noszeniu zwykłych lakierów. 





Czy stan moim paznokci zmienił się od czasu kiedy zaczęłam samodzielnie wykonywać hybrydę? Myślę, że inwestując w odpowiednie lakiery wykonanie hybrydy nie stanowi zagrożenia, lecz jej nieumiejętne zdejmowanie - już tak. Po takich zabiegach płytka staje się matowa, traci blask, jest nierówna, rozwarstwia się, kruszy i łamie. 

Dzisiaj zostaniemy na dłużej w tym temacie i postaram się przybliżyć Wam nieco temat preparatu ratującego tak zniszczoną płytkę, a mowa tutaj o witaminowej odżywce z kolagenem i witaminą E od Kosmed. Zacznę od obietnic producenta, który zapewnia nas, że ta odżywka to aż 10 w 1 !


Opis produktu: 

"Dbając o jak najlepszą pielęgnację Twoich paznokci sięgnęliśmy po kolagen - ich podstawowy budulec. Wzbogacony witaminą E i filtrem UV wzmacnia i odbudowuje strukturę paznokcia. Czyni ją odporną na pękanie, łamanie i rozdwajanie. Naturalnie regeneruje i pielęgnuje. Redukuje przebarwienia. Pogrubione i wzmocnione paznokcie stają się bardziej odporne na uszkodzenia, odzyskują naturalny, zdrowy wygląd. W połączeniu z naturalnym olejem z pestek moreli, kolagen intensywnie nawilża i wygładza skórki wokół paznokci przywracając im naturalny, zdrowy wygląd.





Colagen Nail Protection 10w1

+ Regeneruje
+ Wzmacnia płytkę i zapobiega łamaniu
+ Wspomaga szybszy wzrost paznokci
+ Zapobiega rozdwajaniu
+ Pielęgnuje i nawilża skórki
+ Redukuje przebarwienia
+ Wygładza paznokcie
+ Poprawia wygląd
+ Zawiera witaminę E
+ Wygodnie się rozprowadza"

Więcej informacji znajdziecie na stronie Kosmed


Skład: 




Ethyl Acetate (rozpuszczalnik - przyspiesza wysychanie lakieru), Butyl Acetate (rozpuszczalnik), Alcohol (rozpuszczalnik, konserwant, nośnik substancji aktywnych), Nitrocellulose (wzmacniacz koloru), Tosylamide/Epoxy Resin (tworzy film), Isopropyl Alcohol (rozpuszczalnik, konserwant), 2Mathylpropanal (rozpuszczalnik), Trimethyl Pentanyl Diisobutyrate (plastyfikator), Adipic Acid/ Neopentyl Glycol/ Trimellitic Anhydride Copolymer (tworzy film), Stearalkonium Hectorite (poprawia lepkość), Diacetone Alcohol (rozpuszczalnik), Etocrylene (absorbuje promienie UV, konserwant), Isostearoyl Hydrolyzed Collagen (kolagen - nawilża, wygładza, zmiękcza), Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil (olej z pestek moreli - nawilża, zmiękcza, wygładza), Tocopheryl Acetate (witamina E - antyoksydant, hamuje procesy starzenia), CI 60725 (barwnik)


Cena: ok. 8 zł za 9 ml w aptekach


Opakowanie i konsystencja: 




Odżywka zamknięta jest w szklanym, kwadratowym słoiczku z plastikową nakrętką. Pojemność to 9 ml, buteleczka jest dość spora i poręczna. Pędzelek zaliczam do tych z długim włosem, ale niezwykle przyjemnie sunie się nim po płytce. 

Konsystencję odżywki oceniam jako rzadką, ale łatwo nad nią zapanować i dla bardziej wprawionych w malowaniu paznokci nie będzie stanowiła najmniejszego problemu. Ja osobiście bardzo szybko przyzwyczaiłam się do jej wodnistej konsystencji i podczas aplikacji uniknęłam rozlania na skórki.


Moja opinia: 

Instrukcja obsługi jaka widnieje na opakowaniu i na stronie producenta jest trochę uboga :D ja rozumiem, że to może mało skomplikowany produkt i odżywką należy pomalować paznokcie tak jak lakierem, ale w opisie mam dodane "regularnie" - czyli jak często? :D. Chyba przemawia przeze mnie mój brak doświadczenia w tym temacie, ale spotkałam się z odżywkami, które należy nakładać codziennie po jednej warstwie po czym po kilku dniach zmyć i od nowa powtórzyć proces. Wydedukowałam, że TA chyba do nich nie należy. Cóż... Uznałam, że nałożę jedną warstwę i tak będę sobie ją nosiła, aż do momentu małych odprysków, po czym zmyje i nałożę kolejną i tak w kółko. Nie wiem czy taka "regularność" jest wystarczająca, ale jak pomyślałam tak zrobiłam.





Specyfik nakłada się łatwo i bardzo szybko, ponadto jeszcze szybciej schnie. Jak kończę malować jedną rękę to pierwszy malowany paznokieć jest już właściwie suchutki. Pomimo zawartości fioletowego barwnika paznokcie wyglądają jakby były pociągnięte bezbarwnym lakierem. 

Zapach odżywki jest zbliżony do innych tego typu produktów, które miałam do tej pory. Woń jest dość ostra i mało przyjemna, ale tylko podczas aplikacji. Po wyschnięciu jest niewyczuwalna. 





Po kilku użyciach zauważyłam, że produkt, rzeczywiście redukuje przebarwienia. Niektóre lakiery hybrydowe pozostawiły na moich paznokciach przebarwienia, które małymi kroczkami zniknęły po terapii odżywką. 

Co do nawilżenia i pielęgnacji skórek to nie potrafię się wypowiedzieć, bo odżywka nie ma z nimi kontaktu. 





Płytka wygląda na zadbaną, wygładzoną i mocną, nie rozwarstwia się. Paznokcie rosą standardowym tempem i nie łamią się. 

Uważam, że produkt jest godny uwagi, tym bardziej, że zawiera kolagen i witaminę E, które są niezbędne w pielęgnacji paznokci.








Źródło


Kochani z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć Wam najwspanialsze życzenia ! Spełnienia marzeń tych najskrytszych, realizacji planów na nadchodzący rok. Dużo miłości i życzliwości, a przede wszystkim dużo zdrowia i radości ! :)

Szmaragdowy 

Deszcz


Czytaj dalej

Kosmed nafta kosmetyczna z czarną rzodkwią - mój ulubiony sposób na naftę

Płukanka z nafty




Nafta kosmetyczna stanowi nieodłączny element pielęgnacji moich włosów. Nie raz mogliście przeczytać moje zachwyty z nią związane (np. TU i TU). Zdarza się, że o niej zapominam, potem nagle sobie przypominam i namiętnie stosuje, żeby znowu w końcu zapomnieć - z lenistwa. Czy coś się zmieniło od ostatniego użycia, czy moje zachwyty nad płukankami z nafty osłabły? Otóż nie ;). Dzisiaj pokażę Wam efekty płukanki z nafty Kosmed z czarną rzodkwią, czyli mojego ulubionego sposobu na jej użycie.

"Bogata w witaminy i składniki mineralne czarna rzodkiew dogłębnie odżywia oraz wzmacnia włos. Pozwala mu zachować naturalny blask. Wyraźnie ogranicza wypadanie włosów i wspomaga ich wzrost. Jest cenionym składnikiem preparatów przeciwłupieżowych. 

Nafta kosmetyczna regularnie stosowana dodaje włosom elastyczności, zapobiega ich elektryzowaniu, ułatwia rozczesywanie i modelowanie."





Umyłam skórę głowy płynem Facelle, a spływającą pianą przyciągnęłam tylko końcówki. Na długość włosów nałożyłam odżywkę z Bielendy, która jest właśnie w trakcie testów. Następnie spłukałam i odcisnęłam włosy z wody. Zanurzyłam je we wcześniej przygotowanej płukance.


1 litr chłodnej wody

1,5 łyżki nafty z czarną rzodkwią Kosmed


Na wodzie powstały tłuste oka z nafty, które roztrzepałam ręką. Bogatsza o wcześniejsze doświadczenia wiem, że nie stanowią zagrożenia i nie skończę z tłustymi włosami. Zmoczyłam czuprynę i tak przez 2 minutki wisiałam nad wanną z głową w miseczce. Później już tylko odcisnęłam włosy z wody i nie spłukiwałam nafty. Włosy schły naturalnie, a ja roztaczałam po całym domu smrodek nafty ;).

Pierwsze co można zauważyć, gdy włosy są jeszcze wilgotne to to, że są bardziej podatne na czesanie. Zawsze po myciu rozczesuje włosy dopiero, gdy wyschną. Po nafcie praktycznie same się prostują i rozczesanie ich nie stanowi najmniejszego problemu.





Po zastosowaniu nafty można zaobserwować, że włosy są bardziej sypkie, lśniące, sprężyste i grubsze. Odchodzi w zapomnienie problem z elektryzowaniem się włosów, a zapaszek nafty na szczęście ulatnia się i nie jest wyczuwalny na wysuszonych włosach.







Włosy są bardziej podatne na kręcenie i znacznie łatwiej osiągnąć efekt push up po użyciu nafty. Mimo to pamiętajmy, że z naftą nie można przesadzać i należy regularnie oczyszczać włosy z nagromadzonych substancji. Taka płukanka ląduje na moich włosach przeważnie raz na dwa tygodnie. Choć w ostatnim czasie zauważyłam, że zastosowanie jej nawet raz w tygodniu sprawdza się świetnie. Nafta zabezpiecza włosy przed uszkodzeniami, wiatrem, mrozem i ocieraniem o szaliki i swetry, a o tym powinniśmy szczególnie pamiętać o tej porze roku ;)






Stosujecie naftę kosmetyczną w swojej pielęgnacji?  Macie sprawdzone sposoby?  ;)



Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - A co z pielęgnacją włosów blond w zimie?

Zimowy plan pielęgnacji włosów blond i nie tylko


Źródło


Ciepłe kurtki, wysokie kołnierze, szaliki, grube swetry, czapki, mróz, śnieg i silny wiatr. To wszystko kojarzy nam się z zimą. Dla jednych to bardzo klimatyczna pora roku, a dla innych zmora życia z długimi włosami :-) jak więc sobie radzić z pielęgnacją włosów, gdy zima w pełni? Przedstawię Wam dzisiaj kilka wskazówek.


1. Spinanie włosów.



Myślę, że nie jest to bardzo odkrywcze, ale często o tym zapominamy. Gdy wychodzimy z domu należy upiąć włosy. Nieważne, czy to koczek czy warkocz, ważne żeby włosy były spięte i nie ocierały o szalik i kurtkę. Upięcia powinny być lekkie, żeby nie ciągnęły zanadto skóry głowy. W tym sezonie sama początkowo o tym zapomniałam. Niezbyt korzystnie wyglądam w czapce, jeśli włosy są pod nią schowane. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie za i przeciw zdecydowałam, że po pierwsze nie zrezygnuje z czapki (bo już jestem chora), a po drugie zmobilizuję się i będę upinać włosy. Bo dzięki temu nasze kosmyki mniej się kruszą i rozdwajają, a także są mniej podatne na uszkodzenia mechaniczne. Ponadto przedzieranie się przez śnieg i inne harce zimowe są znacznie wygodniejsze, gdy włosy nie fruwają wokół twarzy :). 





2. Zabezpieczanie końcówek.



Również nie należę do najbardziej systematycznych w zabezpieczaniu końcówek, ale staram się pamiętać o tym przynajmniej po każdym myciu. Na wilgotne włosy należy zaaplikować ulubione serum. Ja ostatnio męczę się z olejkiem Alterra (recenzja wkrótce), ale Wam polecam np. orientalne olejki Marion, serum Stapiz Argan'de, jedwab Natura Silk, czy ten z Green Pharmacy. Jedna pompka wystarczy. Przy tej pogodzie nie zaszkodziłoby stosować serum dwa razy dziennie, ale wiem, że posiadaczki włosów cienkich i rzadkich mogą tą intensywnością łatwo obciążyć swoje kłaczki. Częstotliwość zatem każdy musi dopasować do siebie. O tym jak poprawnie zabezpieczać włosy pisałam TUTAJ.






3. Olejowanie włosów.



Nie zapominamy o regularnym olejowaniu. Włosy są osłabione, a olej dostarcza im mnóstwo substancji odżywczych, nawilża i uelastycznia. Nie rezygnujmy z niego ! Ostatnio moim ulubionym jest miks olejków z Wellness & Beauty (Ten i Ten). Mogę Wam również polecić oliwkę Baby Dream fur mama, olej makadamiaolej kokosowy, czy oliwa z oliwek. Macie swoje ulubione oleje? Teraz jest dobry czas by po nie sięgnąć. Przynajmniej raz w tygodniu fundujemy sobie olejowanie na 1-3 h.


4. Maski emolientowe.



W sezonie zimowym można nawet zrezygnować z odżywek i zastąpić je lekkimi maskami. Po myciu nakładamy choćby na krótką chwilkę odrobinę maseczki i spłukujemy. Włosy będą zdecydowanie bardziej zabezpieczone niż po odżywce, łatwiej się rozczeszą i będą pięknie błyszczeć. Najlepiej jednak zostawić maskę po myciu przynajmniej na 30 min dwa razy w tygodniu. Wtedy substancje odżywcze będą miały czas, aby wniknąć we włosy, a efekty będą trwalsze. Oczywiście pamiętamy o regularnym oczyszczaniu włosów z nagromadzonych substancji.

Nie odmawiajmy sobie także miksów masek i ich tuningowania. Polecam Wam tanie i łatwo dostępne emolientowe Kallosy, np. Banana, Blueberry, czy Omega


5. Nawilżanie.




Kiedy grzejnik aż kipi z gorąca, a powietrze jest tak suche, że gardło odmawia posłuszeństwa, a nasza skóra sypie się i łuszczy, sięgamy po balsam nawilżający do ciała czy szklankę wody by ugasić pragnienie. Tak samo jest w przypadku włosów. Nie możemy zapomnieć o ich nawilżaniu. Ja upodobałam sobie kilka produktów, które są proste i szybie w użyciu. 

Pierwszy z nich to aloes i najchętniej robię z niego płukankę. Po umyciu włosów i spłukaniu odżywki / maski zanurzam włosy w płukance, na którą składa się 1 litr wody i 1-2 łyżki stołowe aloesu. Później odciskam włosy z wody i już nie spłukuję aloesu. 





Drugi, trochę bardziej skomplikowany, to siemię lniane. Gotuję wywar z nasion lnu (1 szklanka wody i duża łyżka nasion), następnie przecedzam i czekam aż powstały żel przestygnie. Glutka mieszam z ulubioną maską w proporcji 1:1 i nakładam na umyte włosy na 30 min. Później płukam i gotowe. 

Mam nadzieję, że choć trochę moje pomysły Was zainspirują i tak jak ja przyłożycie się do dbania o włosy, tym bardziej teraz - zimą.

Trzeba jakoś przezimować i przeczekać czas nieprzychylny włosomaniaczkom :-)



Czytaj dalej

Selfie Project 3 w 1 żel myjący, peeling, maseczka - czy ten wielofunkcyjny produkt wart jest uwagi?

Węgiel BioAktywny, mineralna glinka Kaolin, pestki moreli




Aby wykonać perfekcyjne selfie trzeba się napracować ;) wiedzą o tym doskonale posiadaczki cery z problemami. Dzisiaj przedstawiam Wam pierwszy krok do nieskazitelnie pięknej cery, która nie boi się zdradzieckiego aparatu ukazującego jej niedoskonałości! 


Opis produktu:



3w1 Żel myjący + peeling + maseczka to wielofunkcyjny preparat do stosowania 2-3 razy w tygodniu jako intensywny sposób na oczyszczenie i wygładzenie skóry. Głęboko złuszcza i odblokowuje pory, pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową. Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Węgiel Bio-Aktywny - odkrycie w walce z niedoskonałościami! Działa antybakteryjnie. Pochłania zanieczyszczenia, zwęża i oczyszcza pory. Mineralna Glinka Kaolin dogłębnie oczyszcza i reguluje wydzielanie sebum. Wymiata ze skóry toksyny, remineralizuje ją i przynosi odprężenie. Zmielone Pestki Moreli zapewniają skórze naturalny głęboko oczyszczający peeling: usuwają nagromadzone martwe komórki naskórka, odblokowują pory i wygładzają skórę, która staje się aksamitna w dotyku.


Skład:



Aqua (woda), Kaolin (biała glinka - działa antybakteryjnie, ściągająco, kojąco, maturacjo, pochłania nadmiar sebum), Glycerin (gliceryna - nawilża, łagodzi podrażnienia, ułatwia penetracje składników wgłąb skóry), Prunus Armeniaca Seed Powder (puder z pestek moreli - ścierniwo), Pumice (ścierniwo), Methylpropanediol (rozpuszczalnik - działanie nawilżające, ułatwia penetracje substancji), Charcoal Powder (węgiel bioaktywny - usuwa zanieczyszczenia i toksyny, działa antybakteryjnie), Cymbopogon Flexuosus (Lemongrass) Oil (olejek z trawy cytrynowej - działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo, pomaga w otwarciu porów), Menthyl Lactate (substancja odświeżająca i chłodząca), Allantoin (alantoina - działa przeciwzapalnie i ściągająco, nawilża i ułatwia gojenie), Cocamidopropyl Betaine (substancja otrzymywana z oleju kokosowego - działa łagodząco, usuwa zanieczyszczenia), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Xanthan Gum (zagęstnik), PPG-26 Buteth-26 (zapach, emulator), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (emulator), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant), Diazolidinyl Urea (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant, rozjaśnia).


Cena: ok. 14 zł za 150 ml w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:



Produkt mieści się w tubie z zatrzaskiem o pojemności 150 ml. Tuba jest biała, szata graficzna minimalna. Z tylu opakowania znajdziemy niezbędne informacje jak stosować ten wielozadaniowy produkt. Konsystencja jest gęsta Ale bez problemu można ją wydobyć z opakowania. Kolor - kredowy z ciemniejszymi drobinkami.


Moja opinia:

Produkt używam zgodnie z jego funkcjami, czyli jak żel do twarzy, peeling oraz maskę trzy, a nawet 4 razy w tygodniu. Do codziennej pielęgnacji wystarczy jak zwilżę twarz i delikatnie wmasuje żel wielkości orzecha laskowego i spłucze.

Peeling wykonuje co najmniej raz w tygodniu. Zabieg wygląda łudząco podobnie do zwykłego mycia, lecz nabieram nieco więcej produktu i maskuje twarz kolistymi ruchami ciut dłużej. Następnie spłukuje.




Maseczkę nakładam również raz w tygodniu. Równomiernie rozprowadzam cienką warstwę produktu na suchej twarzy i pozostawiam do wchłonięcia / zastygnięcia, czyli ok. 15 min. Następnie zwilżam twarz, masuje i spłukuje produkt.

Stosowany jak żel sprawdza się bardzo dobrze. Używam go zamiennie z żelem Himalaya.  Twarz po użyciu jest dogłębnie oczyszczona, nawilżona, gładka, miękka i ściągnięta. Jeśli ktoś posiada skórę wrażliwą powinien bardzo delikatnie masować twarz, bo drobinki są ostre i mocno ścierają naskórek.




Po peelingu buzia jest odblokowania, pory oczyszczone i zamknięte. Produkt daje efekt chłodzenia, który bardzo umila cały zabieg. Drobinki są mocno oczyszczające i z łatwością  usuwają martwy naskórek.  Dokładając do tego maskę można uzyskać nieco dłuższy mat w ciągu dnia. Lecz tak jak wspomina producent podczas trzymania maski odczuwa się delikatnie pieczenie, które po spłukaniu zupełnie znika.

Bardzo przypadł mi do gustu ten wielozadaniowy produkt. Moja twarz dawno nie była tak dogłębnie oczyszczona, wolna od grudek i niedoskonałości. Nie zauważyłam mocnego podrażnienia poza tym lekkim pieczeniem podczas trzymania maski. Produkt mnie nie uczulił.




Kontynuacją produktu 3 w 1 jest krem do twarzy. O drugim kroku do nieskazitelnej cery przeczytacie już wkrótce ;)





Selfie Project - facebook
Selfie Project - instagram



Czytaj dalej