Najlepszy płyn micelarny - Tołpa Dermo face, physio

Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - hipoalergiczny. Skóra wrażliwa i bardzo wrażliwa.




Opis produktu: 

Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu. Łagodzi podrażnienia przywraca komfort. Hypoalergizny. Skóra: wrażliwa i bardzo wrażliwa. 

Wiemy, że podrażnienie to sygnał. W ten właśnie sposób skóra informuje, że potrzebuje pomocy. Nam nie pozostaje nic innego jak tylko zapewnić jej pielęgnację, która: łagodzi podrażnienia, regeneruje skórę oraz posiada fizjologiczne pH. Nasz dermokosmetyk usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Jest delikatny i ma fizjologiczne pH, dzięki czemu można go używać również do demakijażu oczu. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia uczucie komfortu. Jest przeznaczony do stosowania bez użycia wody. 





Małe wielkie składniki: torf tołpa.®, hialuronian sodu. Może być tak, że niektóre nasze składniki posiadają zagadkowe nazwy. Ale prawda jest taka, że żaden z nich nie znalazł się tutaj przypadkowo. I z tego jesteśmy dumni. 0%: alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów, SLS-u, donorów formaldehydu. 

Tak: łagodne substancje myjące, naturalny kolor, roślinne składniki aktywne, fizjologiczne pH, konserwanty, opakowanie bezpieczne dla środowiska – poddawane recyklingowi. Przebadany w Klinice Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Akademii Medycznej.


Skład: 

Aqua (woda), Poloxamer 184 (substancja myjąca - bardzo łagodna dla skóry), Polysorbate 20 (detergent pochodzenia naturalnego, otrzymywany z oleju kokosowego - usuwa zanieczyszczenia, nie podrażnia skóry), Disodium Cocoamphodiacetate (bardzo delikatna substancja myjąca, otrzymywana z kokosa - nie powoduje podrażnień), Propylene Glycol (glikol propylenowy - nawilża, ułatwia penetrację składników w głąb skóry), Peat Extract (ekstrakt z torfu - działa przeciwzapalnie, bakteriobójczo, ściągająco, łagodzi podrażnienia), Sodium Hyaluronate (pochodna kwasu hialuronowego - intensywnie nawilża, tworzy film, zmiękcza, wygładza), Sodium Chloride (substancja polerująca, ściągająca, redukująca nieprzyjemny zapach), Disodium EDTA (reguluje lepkość, zwiększa trwałość kosmetyku), Sodium Citrate (regulator pH), Sodium Hydroxide (utrzymuje odpowiednie pH), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant, rozjaśnia, działa ściągająco), Parfum (zapach), Methylparaben (naturalny paraben, występuje w borówce amerykańskiej - konserwant), Propylparaben (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).




Cena: 28 zł za 200 ml w Rossmann lub na stronie Tołpa


Opakowanie i konsystencja: 

Płyn micelarny znajduje się w plastikowej, przezroczystej buteleczce z zamknięciem o pojemności 200 ml. Zamknięcie jest sprawne, butelka poręczna i odporna na upadki. Płyn - przezroczysty. 


Moja opinia: 

Pierwsza rzecz, o której po prostu muszę wspomnieć to ZAPACH. Jak do tej pory nie spotkałam się z płynem micelarnym, który by tak pięknie pachniał... Wyczuwam słodycz, kwiaty i orzeźwienie ! Cudowny, cudowny i jeszcze raz cudowny !





Od dwóch miesięcy używam tego płyny do zmywania makijażu twarzy i oczy. Po tym czasie mogę z czystym sumieniem napisać, że to pierwszy płyn micelarny, z którego jestem w 100 % zadowolona. Kosmetyk dokładnie usuwa z twarzy zanieczyszczenia, podkład, puder, róż czy bronzer. Skóra po użyciu jest odświeżona, oczyszczona i nawilżona. Na twarzy wyczuwalna jest lepka warstwa, która mi osobiście nie przeszkadza, bo dzięki niej skóra jest bardzo elastyczna i sprężysta. 

Demakijaż oczu odbywa się równie szybko i komfortowo. Wystarczy nasączony płynem wacik przyłożyć na klika sekund do zamkniętego oka i delikatnie usunąć tusz, cienie, eyeliner. Płyn nigdy nie podrażnił mi wrażliwej skóry wokół oczu. Nawet gdy nieopatrznie dostał się do oka nie czułam pieczenia czy dyskomfortu. 





Rzeczywiście przyznaję - łagodzi podrażnienia. Niejednokrotnie przekonałam się, że skóra zaczerwieniona i potrzebująca ukojenia znajdzie go po użyciu płynu micelarnego Topła. Dla mnie to dużo, a nawet bardzo dużo !

Te obietnice producentów co do idealnego składu pozbawionego alergenów, sztucznych barwników, PEGów, SLS i formaldehydu zawsze mnie trochę śmieszą. Bo ilekroć czytam takie opisy, a potem patrzę na skład przeważnie spotykam się z czymś zupełnie przeciwnym. Producenci piszą nie ma SLS to znajduję SLES lub ALES. Piszą, że produkt nie ma konserwantów to znajduje alkohol (działa tak samo). Dlatego też nie dowierzałam i tym razem. A zatem spójrzcie na skład. Jest IDEALNY. :D


Czy polecam? 
Oczywiście !
Szmaragdowy Deszcz




Czytaj dalej

Lirene mgiełka utrwalająca makijaż - czy warto ?

Fix Up ! Make up ! Lirene




Opis produktu: 

Utrwala makijaż na wiele godzin i odświeża skórę! Ultralekka mgiełka pozostawia na twarzy delikatny, transparentny film, który chroni makijaż twarzy, oczu i ust przed czynnikami zewnętrznymi, takimi jak upał, deszcz czy zanieczyszczenia. W ten sposób przedłuża trwałość makijażu nawet o 10 h, a kolory pozostają żywe i nie blakną w ciągu dnia. Formuła mgiełki wzbogacona została o składniki aktywne, które nawilżają skórę i sprawiają, że jest odprężona. Mgiełka doskonale sprawdza się również jako produkt odświeżający skórę w ciągu dnia lub jako baza nawilżająca pod makijaż. Nie zawiera alkoholu.


Cena: ok. 25 zł za 70 ml w Rossmann


Skład: 




Aqua (Water) woda, Pentylene Glycol (glikol propylenowy - odpowiada za nawilżanie), Propanediol (substancja naturalna otrzymywana z kukurydzy - nawilża, jest świetną bazą dla kosmetyków, emulgatorem i naturalnym konserwantem), AMP-Acrylates/Allyl Methacrylate Copolymer (utrwalacz), PPG-26-Buteth-26 (zapach/emulgator), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (pochodna oleju rycynowego, emulator, nośnik substancji aktywnych), Ethylhexylglycerin (łagodny humektant, naturalny konserwant), Butylene Glycol (nawilża, nie zatyka porów), Laminaria Saccharina Extract (wyciąg z brunatnicy - nawilża, działa ochronnie), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (Fragrance) zapach.


Opakowanie i konsystencja:




Mgiełka mieści się w plastikowej, czarnej buteleczce z atomizerem o pojemności 70 ml. Butelka posiada przezroczysta osłonkę na rozpylacz. Atomizer działa sprawnie i rozpyla dużą i przyjemną mgiełkę. Zapach jest subtelny, ale ciężko go opisać. Podejrzewam, że nie każdemu przypadnie do gustu. 


Działanie: 

Mgiełkę posiadam od 6 miesięcy i od tego czasu regularnie utrwalam nią makijaż. Wystarczają mi maksymalnie 2 mgiełki rozpylone w odległości ok. 30 cm od twarzy. Jest zupełnie niewyczuwalna na twarzy, nie ogranicza mimiki, a nawet powiedziałabym, że ją ułatwia. Gdy po nałożeniu podkładu czuję, że skóra jest ściągnięta wystarczy użyć mgiełki, aby to nieprzyjemne uczucie minęło.

Fixer sprawa, że warstwy makijażu scalają się i wyrównują. Nie ma nic bardziej denerwującego jak nałożenie zbyt dużej ilości pudru... I zamiast cieszyć się subtelnym make upem mamy na twarzy coś co można zeskrobać szpachelka. I co wtedy? Mi wystarcza rozpylenie kilku mgiełek tego specyfiku. Fixer scala warstwy, a nadmiar pudru zostaje zredukowany. Makijaż wygląda naturalnie, a skóra promiennie i świeżo.




Ciężko jest mi się odnieść do przedłużenia trwałości makijażu. Mam cerą mieszaną skłonną do błyszczenia w strefie T. Twarz po zastosowaniu mgiełki zaczyna się świecić po 3-4 h, czyli w standardowym tempie. Mgiełka pod tym względem nie spełnia moich oczekiwań, ale przynajmniej mam pewność, że produkt w żaden sposób nie blokuje skóry i nie ogranicza jej oddychania. Dowodem na to może być skład, który jest na prawdę przyjazny dla skóry. 

Kolejna sprawa to trwałość kolorówki, która też pozostawia wiele do życzenia. Cienie i tusz można z łatwością rozetrzeć mimo utrwalenia ich mgiełką Lirene. Jednakże zaznaczę, że nie używam wodoodpornych tuszy ani eyelinerów.

Do plusów mogę śmiało zaliczyć fakt, że mgiełka idealnie nawilża skórę i świetnie nadaje się do odświeżenia jej w ciągu dnia. Buzia po zastosowaniu jest sprężysta i miękka jak aksamit. Dodatkowo nie podrażnia ani nie uczula, a także nie zatyka porów. 




Ktoś z Was testował mgiełkę Lirene?? :) jakie są Wasze odczucia ?? :)




Czytaj dalej

Co chciałabym z Yoins?

Mały przegląd zimowych fatałaszków


Źródło

Nie wiem jak Wy, ale ja w tym sezonie całkiem przepadłam w swetrach. Każde moje wyjście z domu wiąże się z tym, że otulam się milutkim i ciepłym sweterkiem. W mojej szafie brakuje już miejsca, a ja wciąż sprowadzam do domu nowe egzemplarze. Nie zniechęcam mnie nawet fakt, że już czas robić miejsce na nowe wczesnowiosenne ciuszki. To chyba miłość ;) A może już uzależnienie? Ciężko powiedzieć!




Przeglądałam i przeglądałam aż w końcu upatrzyłam kilka fajnych i nie takich oczywistych swetrów na stronach internetowych. Ten pierwszy ma nietypowy krój i śliczny, pudrowy, brudny róż. Wiązanie na dekolcie dodaje uroku, a nieco dłuższy fason podkreśla figurę. Tył pozbawiony zbędnych bajerów.




Moja druga propozycja to opadający z ramion sweter o grubych splotach. Chyba będzie bardziej efektowny niż ciepły, ale wcale mnie to nie zniechęca. Kolor to jakiś odcień brązu. Trzeba przyznać, że na zdjęciu tutaj prezentuje się po prostu świetnie.




Kolejny, który wybrałam również  występuje w brązowym kolorze. Już widzę go w zestawieniu do czarnych połyskujących legionów lub skórkowych rurek. Oczywiście w towarzystwie długich kozaków za kolano <3. Golf wpasowuje się idealnie w ciągle jeszcze panującą zimową aurę.




Moja kolejna miłość, oczywiście zaraz po swetrach, to płaszcze. Długie - najlepiej do kolana. Do niedawna taki płaszcz kojarzył mi się tylko z nienagannym grubym lecz świetnie skrojonym płaszczem w kolorze karmelowym. Ta wizja zmieniła się gdy zobaczyłam ten o szarym odcieniu. Cudeńko prawda ? Nawet cena nie zwala z nóg.

W tych nowościach nie mogłoby zabraknąć torebek. Choć bardzo chciałabym rozwijać moją manie zbieractwa to jednak mój portfel mocno trzyma mnie w ryzach. Ale co pooglądać nie można?  ;) zatem dzisiaj pokaże tylko trzy !




Pomyślicie, znowu ten brudny róż? - no nie inaczej, odpowiem. Kolor bardzo przypadł mi do gustu nie tylko w zimowych stylizacjach, ale także z chęcią widzę go u siebie wiosną i latem. Ale wracając do torebki. Mamy tutaj zwyczajny lecz niezwykle uroczy niewielki kuferek. Zarówno na ramię jak i do ręki z ozdobną klapą.




Druga opcja już bardziej stonowana, bo w czarnym kolorze. Zgrabna, elegancka i bardzo klasyczna. Znowu zdecydowałam się na torebkę z możliwością wyboru "ucha" w zależności, co kto bardziej preferuje. Ja zdecydowanie należę do miłośników długiego paska.



Ostatnia już propozycja to torba nadal utrzymana w czarnych barwach, lecz nieco bardziej "wybajerzona" niż poprzednia. Ozdobne metalowe dodatki urozmaicą każdą bardziej rockową stylizacje. Torebka zdecydowanie pasuje na niezobowiązujące i luźne spotkania ze znajomymi.

Jeśli jesteście ciekawi cen możecie je sprawdzić w linkach poniżej. Jak Wam się podobają moje propozycje ? Coś wpadło Wam w oko? Będę dozgonnie wdzięczna, jeśli poklikacie w linki ;)


Pudrowy sweter - TUTAJ
Brązowy krótki sweter - TUTAJ
Brązowy golf - TUTAJ
Karmelowy płaszcz - TUTAJ
Szary płaszcz TUTAJ
Pudrowy kuferek - TUTAJ
Czarna torba - TUTAJ
Czarna torba z ozdobami - TUTAJ


Czytaj dalej

Lovely Extra Lasting - trwała matowa pomadka do ust. Czy warto? Swatche

Idealny mat na ustach? Dwa super kolory matowego szaleństwa !





W ten mroźny, styczniowy dzień korzystam z chwili wolnego czasu i zawinięta w koc pisze dla Was recenzje matowych pomadek Lovely. Jestem dziś w wyśmienitym nastroju i jakoś tak z optymizmem patrzę w przyszłość :-), a co Was? Humor dopisuje? ;)


Opis produktu: 






Trwała matowa pomadka do ust z aplikatorem Lovely Extra Lasting. Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne są trzy odcienie: lekkiego różu, przyciągającej czerwieni i pastelowego brązu. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację szminki/błyszczyka, a nowoczesna formuła Long Lasting zapewnia makijaż na wiele godzin.


Cena: ok. 10 zł za 6 ml w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:





Obie szminki znajdują się w plastikowych słoiczkach standardowych dla błyszczyków o pojemności 6 ml. Nakrętka zakończona jest aplikatorem z włochatą gąbką. Szpatułka jest całkiem spora i niewygodna. Ciężko obrysowuje się nią granice warg, ponieważ nabiera zbyt dużo produktu. Konsystencja szminki jest płynna, ale zwarta i aksamitna. Ja wybrałam dwa kolory: jasny, pudrowy róż (nr 1) i krwista, intensywna czerwień (nr 3).






Moja opinia:





Zacznę od kolorów. Pudrowy róż najchętniej wybieram na co dzień. Jest dyskretny i subtelny, ale jakże efektowny! Idealnie uzupełnia dzienny makijaż i dodaje dziewczęcego uroku. Z kolei czerwień zdecydowanie zostawiam sobie na większe okazje. Ten kolor zarezerwowany jest dla odważnej i pewnej siebie kobiety. Czerwień jest dopełnieniem precyzyjnego wieczorowego makijażu.



przed całkowitym zaschnięciem


Tak jak wspomniałam wyżej aplikacja jest problemowa. Szpatułka nabiera zbyt dużo produktu i nadmiar trzeba zebrać. Ja wycieram gąbkę o szyjkę słoiczka.

Moje doświadczenia z matowymi szminkami nie są zbyt duże, bo do tej pory wypróbowałam tylko jedną, a dokładnie tą z Eveline. Extra Lasting z Lovely są zupełnie inne od Eveline, nie tylko pod względem konsystencji i zapachu. Eveline zasycha powoli i mogę w między czasie poprawić jej wygląd bądź zetrzeć, jeśli wyjadę za krawędź ust. Szminki z Lovely zasychają bardzo szybko. Nawet mierzyłam ten czas :-D z moich wyliczeń wynika, że po 10 sekundach od nałożenia cienkiej warstwy szminka matowieje i po tym czasie nie jesteśmy w stanie jej poprawić. Co prawda rozmyte krawędzie da się jeszcze zetrzeć, ale to ostatni dzwonek, bo za chwile zaschnie na amen.





Nie polecam aplikowania jej bez podkładu, mam tutaj na myśli jakaś bazę. Dla mnie idealna do tego zadania jest mocno nawilżająca pomadka. Jeśli pominiemy ten punkt usta w minutkę zrobią się suchutkie jak wiór, ściągnięte i nieestetyczne. Z nawilżającą pomadką nie ma tego efektu. Szminka zaschnie, ale nie ściągnie ust i uzyskamy efekt aksamitnych, pełnych i pudrowych warg.

Problemowe może być zmywanie szminki. Jest dość odporna, więc chusteczka, czy woda to zdecydowanie za mało. Ja znalazłam na nią sposób. Wystarczy, że pociągnę usta pomadką nawilżająca i wtedy szminka schodzi bezproblemowo za pomocą chusteczki.

Kolejna nieciekawa sprawa to to, że szminka zostaje w załamaniach i zmarszczkach ust. Nałożenie zbyt dużej ilości tylko potęguje ten efekt. Dlatego ja używam niewielkiej ilości produktu, a nadmiar ściągam palcem.





Szminka nie ściera się podczas jedzenia i picia, ale gorące posiłki powodują znikanie od wewnętrznej strony ust. Oba egzemplarze mają słodkie i bardzo przyjemne zapachy.

Kolory są śliczne, ale "obsługa" tych szminek jest trochę kłopotliwa, co może zniechęcać. Nie mniej jednak cena jest dość przystępna i (nie)idealny mat można mieć już za 10 zł. Trochę szkoda, że Lovely posiada tylko trzy warianty kolorystyczne tych szminek.

Ogólnie nie jestem na nie, ale szukam dalej idealnej matowej szminki.


A jakie jest Wasze zdanie? Ktoś miał? Testował?



Czytaj dalej

Schauma odżywka odbudowująca z koenzymem Q10

Odżywka do włosów cienkich i osłabionych - złota Schauma





Opis produktu:




Odżywka odbudowująca Q10 do włosów cienkich i osłabionych. Formuła z koenzymem Q10 pobudza produkcje keratyny dla sprężystości i większej objętości. Dla 100% siły i 3 x łatwiejszego rozczesywania. Formuła z intensywnie pielęgnującymi proteinami przywraca włosom utracone proteiny.


Skład:




Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient tłusty pozyskiwany z oleju kokosowego - nie drażni skóry, tworzy film ochronny), Behentrimonium Chloride (konserwant / antystatyk), Isopropyl Myristate (składnik pochodzenia naturalnego - zmiękcza, wygładza, uelastycznia i nawilża), Panthenol (witamina B5 - nawilża, regeneruje, koi), Hydrolyzed Keratin (keratyna - regeneruje, odbudowuje strukturę włosów), Ubiquinone (koenzym Q10 - działa przeciwstarzeniowo, regeneruje, wygładza; silny przeciwutleniacz), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant, regulator pH, rozjaśnia), Phenoxyethanol (konserwant), Stearamidopropyl Dimethylamine (składnik pozyskiwany z oleju rzepakowego - działa jak silikon; odżywczo, kondycjonująco i antystatycznie), Parfum (zapach), Glyceryl Stearate (emulgator), Sodium Methylparaben (konserwant), Polyquaterium-37 (antystatyk - ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk i elastyczność), Glycerin (gliceryna - humektant, nawilża), Dicaprylyl Carbonate (składnik pochodzenia naturalnego - wpływa na stabilność produktu, emulgator), Linalool (zapach), Citronellol (zapach), Lauryl Glucoside (składnik pochodzenia naturalnego - usuwa zanieczyszczenia)


Cena: ok. 8 zł za 200 ml np. w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:




Odżywka mieści się w spłaszczonej, plastikowej butelce o pojemności 200 ml zamykanej na zatrzask. Złota butelka jest poręczna, a odżywkę wydobywa się bardzo wygodnie. Konsystencja jest gęsta, ale puszysta. Kolor - jasny beż.


Działanie:

Niestety odżywka zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Używałam ją prawie po każdym myciu pomijając dni kiedy stosowałam bardziej wzbogaconą pielęgnację.

Pierwsze na co zwróciłam uwagę i co nie spodobało mi się to fakt, że odżywka znika na włosach. Podczas aplikacji na mokre, lecz porządnie odciśnięte włosy ma się wrażenie, że produkt spływa / znika. Nawet gdy nakładam dodatkową porcję to nic nie zmienia.




Kolejny ważny powód, który ją skreśla spośród moich ulubionych to to, że produkt nawet w małym stopniu nie daje poślizgu. Bardzo lubię masować włosy odżywką - wtedy mam pewność, że dotarła wszędzie. Niestety w tym przypadku możemy o tym zapomnieć. Specyfik nie nadaje się do wprasowywania, a jakiekolwiek pocieranie włosów podczas jej aplikacji kończy się kołtunem. Możemy również zapomnieć o myciu nią włosów, bo produkt się nie pieni nawet w najmniejszym stopniu.

Z pozytywnych aspektów mogę wymienić to, że nadaje lekki połysk i minimalnie ułatwia rozczesywanie pod warunkiem, że zostanie odpowiednio zaaplikowana (czyli niepocierana).

Kiedy miałam już ją wyrzucić odkryłam jeszcze jeden pozytyw. Mianowicie sprawdza się jako odżywka bez spłukiwania. Na spuszone, suche włosy nakładam kropelkę odżywki, która w mgnieniu oka panuje nad burza spuszonych włosów nie obciążając ich. Ale na tym koniec plusów.



Mimo to moim zdaniem to badziew i nie polecam :-)



Czytaj dalej

Hybryda - Bling nr 01 nude/powder, Bling nr 29 black

Cukieraski




Miała swoje pięć minut już jakiś czas temu, ale publikacji doczekała się dopiero teraz. Tej stylizacji nie mogłoby jednak zabraknąć ;) tylko spójrzcie jak słodko wyszła ;D. Nie spodziewałam się, że ten jasny kolor będzie tak zbliżony do nude. Na wzorniku wyglądał bardziej na brzoskwinie. Ale nawet dobrze się złożyło, bo taki pudrowo-cielisty kolor miałam w planach dokupić.

Baza i Top to Semilac, a lakiery to Bling nr 01 (pudrowo cielisty) i Bling nr 29 (czarny). Trójkąciki wykonałam czarnym kolorem własnoręcznie, co zresztą widać :-). Lewa ręka wygląda całkiem niezłe, a na prawej już widać niedociągnięcia. Moje manualne zdolności należą zdecydowanie do prawej ręki :-). Mimo to jak na pierwszy raz to uważam, że całkiem nie najgorzej mi to wyszło. Na kciukach zrobiłam kropeczki.

Zapraszam na więcej paznokciowych stylizacji na mojego...


... fejsa i...

... insta :-)













Czytaj dalej

Maseczki Dermaglin - SPA w domowym zaciszu

Maseczkowy zawrót głowy




Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam mini recenzje maseczek Dermaglin. Szczęśliwym trafem nie będą to tylko opinie o maskach do twarzy, znajdzie się tu również maseczka do skóry głowy, a także maska do stóp ! A więc wszystko czego tylko dusza zapragnie ;) Zapraszam ;)


Maska przeciwzmarszczkowa



Jako pierwszą postanowiłam wypróbować maseczkę przeciwzmarszczkową. Nałożyłam ją na suchą, oczyszczoną skórę twarzy. Taka saszetka zapewne wystarczyłaby mi na dwa użycia, ale postanowiłam zrobić sobie SPA z prawdziwego zdarzenia i nałożyłam całą za jednym razem.

Szczerze mówiąc nie przepadam za maskami, które zasychają na twarzy i tworzą mocno ściągającą skórę skorupkę. Ta właśnie do nich należy. Mimo to wytrzymałam przepisowe 20 minut. Maska tam gdzie była grubej położona delikatnie zastygła i stanowiła lepką lecz niespływającą substancje. Z kolei w miejscach, gdzie była znacznie cieńsza warstwa produkt zasechł.




Po 20 minutach pobiegłam czym prędzej zmyć z twarzy to uwierające i ciągnące coś. Zmywanie trochę trwało, ale ostatecznie udało się usunąć całą maskę. Podczas trzymania produktu nic nie piekło, ani nie szczypało, a po zmyciu moim oczom ukazało się jakieś dziwne zaczerwienienie. Głównie na czole, ale też w okolicy nosa. Nie swędziało i po kilkudziesięciu minutach ustąpiło samoistnie.

Skóra po masce jest nawilża, odżywiona i jędrna. Mam wrażenie, że cera jest oczyszczona i nabrała ładniejszego kolorytu. Ponadto buzia jest bardzo miła w dotyku i promienieje. Ciężko mi się odnieść do jej właściwości przeciwzmarszczkowych, bo nie borykam się z tym problem poza okolicą ust, czyli zmarszczkami mimicznymi.

Rzut oka na skład:



Kaolin Clay (glinka biała/porcelanowa - ściąga pory, matuje; zawiera krzem, gin, żelazo, magnez, cynk i wapń), Aqua (woda), Ginkgo Biloba Leaf Extract (wyciąg z liści miłorzębu japońskiego - wzmacnia naczynia krwionośne, regeneruje komórki, stymuluje ich odnowę, koi podrażnienia), Camellia Sinensis Leaf Extract (olej z zielonej herbaty - działa ściągająco, antybakteryjnie, nawilża, odblokowuje pory), Simmondsia Chinensis (jojoba) Seed Oil (olej jojoba - nawilża, odżywia, zmiękcza, hamuje wydzielanie sebum, regeneruje, łagodzi stany zapalne), Dehydroacetic Acid (konserwant).


Maska do skóry głowy



Otworzyłam saszetkę, a moim oczom ukazała się gęsta maź, którą miałam zaaplikować na skórę głowy. Pomyślałam - to nie może się udać. Ta maska wydała mi się najtrudniejsza w użyciu. Nie rozmyślając zbyt długo zwilżyłam skórę głowy i postarałam się rozprowadzić maseczkę równomiernie. Aplikacja, tak jak się spodziewałam, jest nieco trudna, ale przy odrobinie wysiłku wykonalna. Zapach nie należy do najprzyjemniejszych, ale to produkt naturalny i nieperfumowany, o czym informuje nas producent.

Maseczka dość szybko zasycha i nie spływa z włosów, ale końcówki najlepiej zawinąć w ręcznik, żeby woda ze zwilżonych włosów nie kapała po całym mieszkaniu. Po 30 minutach spłukałam wszystko ciepłą wodą i umyłam włosy i skórę głowy szampanem.




Z tej maseczki jestem najbardziej zadowolona. Przede wszystkim włosy tego dnia miałam cały czas świeże, czyste i odbite od nasady. Na drugi dzień ciągle były świeże i sypkie, a więc nie musiałam myć ich ponownie. Co za rozpusta ! A przypomnę Wam, że moje kosmyki, aby wyglądały znośnie jestem zmuszona myć codziennie.

Skóra głowy po zabiegu była dobrze oczyszczona i nawilżona. Maska nie obciążyła skalpu, czego się początkowo obawiałam. Nie podrażniła i nie wywołała uczulenia. Aby sprawdzić jej regeneracyjne właściwości, z miłą chęcią, będę używać jej częściej.

Skład:


Kaolin Clay (glinka biała/porcelanowa - ściąga pory, matuje; zawiera krzem, gin, żelazo, magnez, cynk i wapń), Aqua (woda), Hydrolyzed Silk (proteiny jedwabiu - nawilża, zmiękcza, wygładza), Dehydroacetic Acid (konserwant).


Maska do stóp ze skłonnością do pocenia



Na sam koniec zostawiłam sobie maseczkę, w której pokładałam największe nadzieje. Nie mam jakiegoś wielkiego problemu z potliwością, jednak w stresowych sytuacjach odczuwam dyskomfort mokrych przede wszystkim dłoni. Niekiedy, głównie latem ta przypadłość dotyczy także stóp. 

Na oczyszczone stopy nałożyłam równomiernie maskę... i nagle odkryłam, że nie mogę już się poruszać i jestem po prostu uziemiona ;D. Nie miałam innego wyjścia, więc resztki maseczki rozprowadziłam na dłoniach i tak całkiem bezbronna spędziłam 30 minut oglądając serial. 




Po wyznaczonym czasie doczołgałam się do łazienki... żartuję ;D byłam na to przygotowana - dwie siateczki i jazda. Najpierw skruszyłam maskę, następnie spłukałam jej resztki i osuszyłam skórę ręcznikiem. 

Po zastosowaniu maski skóra jest bardzo sprężysta i miękka. Nawet zrogowaciały naskórek został znacznie zmiękczony i nawilżony. Stópki i dłonie wyglądają na dobrze oczyszczone i gładkie. Czy zmniejszyła się potliwość stóp? Myślę, że lepsze efekty można zobaczyć po zastosowaniu takiej maski częściej niż tylko raz. Po jednorazowym zabiegu ciężko jest oczekiwać cudu. Jednak mogę z pewnością powiedzieć, że w dniu użycia maski skłonność do pocenia była mniejsza niż kiedyś. 

Skład: 



Kaolin Clay (glinka biała/porcelanowa - ściąga pory, matuje; zawiera krzem, gin, żelazo, magnez, cynk i wapń), Aqua (woda), Camellia Sinensis Leaf Extract (olej z zielonej herbaty - działa ściągająco, antybakteryjnie, nawilża, odblokowuje pory), Mentha Piperita Extract (ekstrakt z mięty pieprzowej  - odświeża, koi, chłodzi), Dehydroacetic Acid (konserwant), Citrus Medica Limonum (wyciąg z cytryny - wygładza, zmiękcza, wybiela, działa antybakteryjnie). 


Wśród tych trzech masek zdecydowaną faworytką jest maska do skóry głowy, którą bardzo polubiłam i już zaopatrzyłam się w kilka następnych egzemplarzy ;)




Jakiś czas temu miałam okazję wypróbować także inne maseczki Dermaglin. O tym jak spisała się u mnie wersja regeneracyjna, przeciwtrądzikowa i oczyszczająco-odżywcza przeczytacie TUTAJ.





Znacie maseczki Dermaglin? Macie swoje ulubione? ;)


Czytaj dalej