Strony

Mój ulubiony krem do twarzy na dzień z dobrym i naturalnym składem - Soraya Plante naturalnie nawilżający krem na dzień, biała herbata, aloes, olej makadamia

Sama natura - Mój wybór numer 1



Hejka Kochani, mam Wam dzisiaj do pokazania mój ulubiony, w ostatnim czasie, krem do twarzy. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w końcu znalazłam krem na dzień, który mnie nie podrażnia, nie uczula i nie zapycha. Już po tytule i zdjęciu wiecie, że chodzi o naturalnie nawilżający krem do twarzy Soraya Plante. A po więcej szczegółów zapraszam w dalszą część posta. 



Kosmetyk mieści się w szklanym słoiczku z nakrętką o pojemności 50 ml, który z kolei zamknięty jest w tekturowym pudełeczku. Szata graficzna jest niezwykle urocza. Każdy produkt z tej linii posiada swój własny kwiatowy motyw. Trzeba przyznać, że to małe arcydzieło przepięknie zdobi łazienkową półkę. Konsystencja kremu jest gęsta i przypomina mi zbite masełko. 



Krem stosuję regularnie od 5 miesięcy. Rozprowadzam produkt na twarz, szyję i czasem nawet dekolt codziennie rano po uprzednim umyciu twarzy. Gęsta, ale plastyczna konsystencja pozwala na miłą aplikację. Kosmetyk nie wchłania się całkowicie i pozostawia na skórze lekką powłoczkę. Należy uważać z ilością, bo zbyt obfita aplikacja kończy się niekiedy rolowaniem produktu.




Skóra przy dłuższym stosowaniu jest napięta, gładka, miękka, elastyczna i nawilżona na bardzo dobrym poziomie. Jednak krem nie działa jak opatrunek, więc takich typowo regeneracyjnych właściwości nie spodziewałabym się po nim. 




Kosmetyk nadaje się pod makijaż, choć mam wrażenie, że nieco skraca jego świeżość przez to, że nie posiada właściwości matujących. Moja skóra w strefie T wyświeca się po kilku godzinach od aplikacji podkładu. Przy podkładach rozświetlających nieco szybciej. 




Tak jak wspomniałam na początku krem Soraya Plante mnie nie uczulił ani nie podrażnił. Od kiedy zaczęłam go stosować to jedyny wysyp wyprysków miałam na brodzie. Podejrzewam, że jest to spowodowane noszeniem maseczki z powodu koronawirusa. Środowisko jakie się wytwarza pod maseczką sprzyja namnażaniu się bakterii. Nawroty niedoskonałości na brodzie niestety towarzyszą mi dość często, mniej więcej od początku pandemii.




Jeśli chodzi o skład to na prawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Kosmetyk zawiera roślinne ekstrakty i olejki m. in. tytułowy olej makadamia (już na 3 miejscu w składzie), masło shea, olej sojowy, a także aloes. Z Soraya Plante testowałam także tonik do twarzy - tutaj o nim pisałam. Również spisał się świetnie. Z tej linii mam także płyn do demakijażu, o którym przeczytacie już wkrótce. Z tego co zdążyłam zaobserwować to cała seria Plante charakteryzuje się dobrym składem 💪. Oby tak dalej :D



Czytaj dalej

Domowe SPA z produktami Efektima - W akcji maseczki Peel Off Diamond, Gold i Rose oraz płatki pod oczy z retinolem i witaminami

Chwila relaksu z Efektima



Hejka Kochani ! Zapraszam Was dzisiaj na przegląd produktów do pielęgnacji twarzy od Efektima. Najbardziej z całej kolekcji ciekawiły mnie maski peel off, bo wstyd się przyznać, ale do tej pory nie miałam okazji żadnej stosować ! Także właśnie od nich zaczęłam testowanie. 




Diamentowa maseczka ma sprawić, że skóra będzie nawilżona, wypielęgnowana i zadbana za sprawą drobinek diamentów i kwasu hialuronowego.




Nałożyłam produkt zgodnie z zaleceniem producenta za pomocą dłoni i pozostawiłam na twarzy ok. 25 min. Maseczka ma srebrzysto niebieski kolor i przepięknie się mieni. Po upływie czasu produkt zastygł na skórze i mogłam go bez problemu ściągnąć. 




Skóra po użycia była gładka i odświeżona. Buzia wyglądała jak po peelingu, martwy naskórek został usunięty, a pory odblokowane. 




Złota maseczka ma za zadanie odświeżyć i wygładzić cerę oraz usunąć martwy naskórek za pomocą złota i kwasu hialuronowego. 




Produkt zaaplikowałam identycznie jak w przypadku maski diamentowej. Konsystencja produktu jest taka sama, o średniej gęstości, więc aplikacja jest bardzo przyjemna. Maska ma złoty kolor i zastyga dość szybko. Jest łatwa do usunięcia poprzez lekkie zrolowanie i ściągnięcie z twarzy. 

Po użyciu produktu skóra jest niezwykle gładka, miękka i napięta. Buzia wyglądała  świeżo i promienie. 




Różna maska do twarzy ma zmiękczyć i wygładzić cerę oraz nadać jej promienny wygląd za sprawą ekstraktu z kwiatów róży i d-panthenolu. 

Maskę aplikuje się i ściąga analogicznie jak w przypadku poprzednich. Produkt ma śliczny różowy kolor i przyjemny zapach. Maski typu peel off stały się ostatnio moimi ulubionymi, bo wystarczy jeden ruch, aby ściągnąć maskę z twarzy. To zdecydowanie wygodne rozwiązanie. 




Po użyciu różanej maski skóra jest nawilżona i miękka. Mam wrażenie, że ta maska jest bardziej delikatna dla skóry niż pozostałe dwie opisane powyżej. Buzia jest elastyczna i przyjemna w dotyku. 

Pozwalam sobie stosować te maseczki raz na jakiś czas z uwagi na fakt, że w składzie jest alkohol denat, na który moja skóra reaguje wysypem niedoskonałości. Przy racjonalnym użytkowaniu z pewnością maski peel off z Efektimy nie zrobią nam krzywdy. 




Hydrożelowe płatki pod oczy to zdecydowanie moje ulubione produkty z Efektima. Miałam już okazję testować Shiny Look, Snail witamin C, Back detox, które wypadły bardzo ciekawie. Dlatego miałam przekonanie, że i tym razem się nie zawiodę. 

Hydrożelowe płatki (retinol i witaminy) przed użyciem schłodziłam w lodówce, jak radzi producent. Nigdy nie pomijam tego elementu. Schłodzone płatki zawsze działają u mnie lepiej i dają mocniejszy efekt. 




Płatki nakładam na oczyszczona skórę pod oczami i pozostawiam na 20-30 minut. Z reguły spędzam ten czas na siedząco lub leżąc, bo przy gwałtowniejszych ruchach płatki lubią migrować po twarzy. 

Po użyciu widzę natychmiastowe efekty. Skóra pod oczami jest zdecydowanie jaśniejsza, a cienie pod oczami zniwelowane. Korektor trzyma się znacznie dłużej  i cały makijaż wygląda o niebo lepiej, kiedy przestrzeń pod okiem jest nawilżona, wygładzona i odświeżona. 




Podobnie jak w przypadku masek mam pewien zarzut odnośnie składu, ale kierując się umiarem nie widzę żadnych skutków ubocznych. 

Ceny są bardzo przystępne, więc myślę, że każdy może sobie pozwolić na chwilę relaksu z kosmetykami Efektima. Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę TUTAJ.




Jeśli chodzi o peelingi do ciała to z pewnością musicie wypróbować ! Pisałam o nich już w tym poście. To zdecydowanie jedne z lepszych peelingów do ciała jakie miałam 😊. 

Trzymajcie się ciepło i do następnego wpisu 😁.... nie wiem czy ciepło to akurat będzie odpowiednie określenie, bo u mnie jest 27 stopni i właśnie się rozpływam... nie przedłużam... buziaki !


Czytaj dalej

Sposób na włosy odbite od nasady i pełne objętości - Schwarzkopf Schauma szampon Fito-Kofeina

Wielki powrót Schaumy w pielęgnacji moich włosów



Hejka kochani :) dzisiaj chcę poruszyć temat produktu marki Schwarzkopf Schauma, a dokładnie szamponu aktywującego Fito - Kofeina przeznaczonego do pielęgnacji włosów słabych, cienkich i przerzedzających się. Myślę, że każda z Was miała w życiu przynajmniej jeden kosmetyk Schaumy. Ja swego czasu kupowałam je dość często, aż do momentu, gdy na rynek weszły "bardziej profesjonalne" produkty, które wypchnęły Schaume gdzieś na koniec listy "produktów pożądanych". Ale czy rzeczywiście bardzo przystępne cenowo produkty Schauma są w dzisiejszych czasach pomijane ? Czy zawsze tani równa się gorszy ? Sprawdźmy to !




Aktywujący szampon z kompleksem z Fito-Kofeiną zamknięty jest w czarnej wykonanej z plastiku butelce o pojemności 250 ml. Konsystencja jest średniej gęstości o lekko zielonym zabarwieniu. Kosmetyk wyróżnia się pięknym kwiatowym zapachem. 

Zacznijmy od tego, że nie mam ani wybitnie słabych ani cienkich, a już tym bardziej przerzedzających się włosów. Wybierając ten szampon kierowałam się ciekawością, czy jest on w stanie minimalnie zmniejszyć wypadanie, które mnie dotyczy głównie sezonowo. 




Szampon Schauma używam przy każdym myciu, czyli mniej więcej, co drugi dzień. Kosmetyk świetnie się pieni. Już niewielka ilość wystarczy, aby dokładnie spienić nie tylko skórę głowy, ale także włosy na długości (ale jeśli czytacie mnie dłużej to wiecie, że szampanem myję jedynie skórę głowy). Produkt nie plącze zanadto włosów podczas mycia, więc palce suną bez przeszkód. Mimo to zawsze po myciu nakładam przynajmniej odżywkę na długości włosów, aby ułatwić rozczesywanie. 




Włosy po użyciu są bardzo dobrze oczyszczone i odświeżone. Gdy wyschną są niezwykle miękkie, puszyste i na maksa odbite od nasady... na prawdę. Sama nie dowierzałam na początku, czy to na pewno zasługa szamponu, ale jednak. Rzadko widzę u siebie tak pięknie odbite włosy u nasady. 




Jeśli chodzi o minimalizowanie wypadania to pod tym względem na mojej skórze głowy się nie sprawdził. Nie zauważyłam także szybszego wzrostu włosów. Na plus zaliczam, że szampon nie obciąża włosów, nie powoduje łupieżu, ani podrażnienia. Wpływa pozytywnie na przetłuszczanie się skóry głowy. Utrzymuje świeżość bez zarzutu na dwie doby.




Sam skład nie przedstawia się może bardzo wybitnie, ale też nie nie należy do totalnie beznadziejnych. Szampon zawiera mocny detergent, więc nie każdemu będzie pasował do codziennego stosowania. Poza nim producent dorzucił jeszcze fajne ekstrakty, ale moim zdaniem one nie mają dużej szansy się wykazać w połączeniu z mocny zdzierakiem... A szkoda, bo ekstrakty to między innymi wyciąg z rumianku, z szałwii lekarskiej, melisy, pokrzywy, ze skrzypu polnego, z rozmarynu, czy chmielu. 




Podsumowując szampon sprawdził mi się świetnie do mycia, oczyszczania skóry z zanieczyszczeń. Ponadto okazał się perfekcyjnie odbijać włosy od nasady i nadawać im mega objętość. Jak za tak niską cenę wydaje się być dość przyzwoitym produktem. 


Czytaj dalej

Polka z natury piękna, czyli cała prawda o żelu do mycia twarzy Owies Oczyszczenie i komfort od Polka

Czy produkty Polka mają coś wspólnego z naturą ?



Hejka kochani dzisiaj przychodzę do Was z recenzja żelu do twarzy polskiej marki Polka z natury piękna. Produkty chociażby z nazwy sugerujące, że należą do grupy eko kosmetyków weszły na rynek już jakiś czas temu. Jak tylko je zauważyłam od razu rozpoczęłam polowanie na kilka z nich, ale za każdym razem kiedy miałam już w ręku określoną rzecz, spoglądając na skład, widziałam co najmniej jedną substancję nieadekwatna dla produktów związanych z naturą (wtf? 👎). Tak więc za każdym razem odkładałam na półkę i szukałam czegoś innego. Jednak kiedyś mnie przypiliło i musiałam na szybko kupić nowy żel do twarzy. Padło na owies oczyszczenie i komfort marki Polka. Stwierdziłam, że zaryzykuję i go sprawdzę.  




Dzisiaj jestem po około 2 miesiącach stosowania i chcę Wam powiedzieć o nim kilka słów. 

Zacznę od opakowania, które jest plastikową tubą o pojemności 150 ml utrzymaną w pięknej szacie graficznej nawiązującej do kosmetyków bliskich natury. Konsystencja jest dość ciekawa - żelowa (wręcz przywodzi mi na myśl galaretkę), ale jednocześnie dość luźna.




Żel stosuję raz dziennie przy porannej toalecie (wieczorem używam innego produktu). Kosmetyk świetnie się pieni i doskonale rozprowadza się na lekko zwilżonej twarzy. Należy uważać na okolice oczu, bo dostanie się do nich piany powoduje szczypanie (mam tak też przy użyciu innych produktów). Producent sugeruje, że można tym kosmetykiem zmywać makijaż... Czy ktoś słyszał coś bardziej absurdalnego ? Jestem co najmniej zaskoczona. 





Podczas zwykłej, szybkiej aplikacji zachowuje się bardzo poprawnie i nie zauważyłam podrażnienia. Inaczej sprawa się ma kiedy używam szczoteczki typu Foreo. Wtedy da się odczuć lekkie pieczenie, ale wydaje się mi się, że jest to też uwarunkowane wydłużonym czasem aplikacji. Kiedy myje twarz standardowo dłońmi kosmetyk nie ma zbyt wiele czasu na reakcję ze skórą. Z kolei przy użyciu szczoteczki, kiedy ten czas jest znacznie dłuższy może dojść do reakcji alergicznej.




Po niespełna dwóch miesiącach stosowania nie zauważyłam by żel Polka owies wpłynął źle na moją cerę. Produkt dokładnie oczyszcza twarz pozostawiając uczucie świeżości, wygładzenia i napięcia. Niekiedy mam wrażenie, że napięcie ustępuje miejsca ściągnięciu, także po myciu obowiązkowy jest (przynajmniej) krem.




Jeśli chodzi o sam skład no to moim zdaniem porażka. Zerknijcie na kilka pierwszych substancji - mocne detergenty, silnie alergizujące. Oczywiście producent umieścił w składzie także kilka ekstraktów i olejków, ale niestety już po substancjach zdzierających. Jak wspomniałam wyżej nie zauważyłam, aby moja cera uległa pogorszeniu, ale gdy skończę opakowanie nie mam zamiaru więcej powracać do tego produktu. 


Testowaliście coś z tej firmy ? Co polecacie ? :)


Czytaj dalej

Szukasz roślinnego toniku, który ma dobry skład ? Polecam Soraya Plante Roślinna Esencja Tonizująca

Naturalna pielęgnacja twarzy



Hejka kochani 😁 wspomniałam Wam jakoś na początku lutego, że staram się zminimalizować swoje zapasy kosmetyczne, więc nie kupuje nowych produktów, a usiłuje zużyć to co mi zalega nawet od miesięcy... I tym sposobem już mniej więcej uporałam się z zapasami kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać produkt, który stosuję aktualnie i który ma przejrzysty i bardzo dobry skład. Ale zanim to to nawiązując jeszcze do tych zapasów kosmetycznych muszę się Wam przyznać, że totalnie nie radzę sobie ze zużyciem kosmetyków do włosów... Moja włosomania, która swoją świetność miała kilka lat temu tak mocno utarła we mnie nabywanie nowych produktów, że do dziś jestem obładowana nimi na najbliższy rok. Poważnie. Więc nawet kwarantanna nie jest mi straszna, jeśli chodzi o tę kategorię kosmetyków 😂. Ale wracając do rzeczy...




Roślinna esencja tonizująca zamknięta jest w plastikowej, bezbarwnej buteleczce z zamknięciem na klik o pojemności 200 ml. Produkt ma konsystencje wody i jest bezbarwny. Zapach raczej ciężki do zdefiniowana. 




Esencję Soraya Plante stosuję dwa razy dziennie. Rano po umyciu twarzy żelem, a wieczorem po uprzednim demakijażu i zmyciu pozostałości żelem do twarzy. 

Producent poleca wylanie kosmetyku na wacik i przetarcie twarzy i szyi. Ja preferuję jednak wylać odpowiednią ilość na dłoń, rozetrzeć i zaaplikować na buzię. I polecam również Wam ten sposób, bo oszczędzamy dużo produkt i tym samym zwiększamy wydajność. 




Esencja szybko się wchłaniania i pozostawia skórę odświeżoną, elastyczną, napiętą i gładką, ale niedostatecznie nawilżoną, dlatego potem nakładam kolejne produkty mające na celu zapewnić mi nawilżenie (ale o tym powstanie oddzielny post). 




Celowo Wam wspominam o tym, że produkt nie nawilża na wystarczającym poziomie. Uważam, że nie jest to wielka wada, bo ta esencja to w gruncie rzeczy, moim zdaniem, tonik. Takie esencje z prawdziwego zdarzenia posiadają w swoim składzie więcej substancji nawilżających i aktywnych. Z kolei ten produkt posiada ich mniej, ale za to przywraca naturalne pH skóry, a więc przygotowuje ją na przyjęcie substancji aktywnych, czyli spełnia funkcje tonik. 




Produkt nie podrażnia wrażliwej skóry wokół oczu, nie uczula, nie powoduje zaczerwienienia. Nie wpływa na przetłuszczanie się skóry (nie przyspiesza ani nie opóźnia). 




Uważam, że roślinna esencja tonizująca Soraya Plante zawiera przejrzyste składniki i na prawdę mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić. Oczywiście w formie toniku do twarzy, bo do tego właśnie skłania się skład. Jestem miło zaskoczona całą serią Plante, bo okazuje się, że produkty mają na prawdę wiele wspólnego z naturalną pielęgnacją. Aktualnie poza tonikiem używam też płynu micelarnego z tej serii (o którym przeczytacie już wkrótce) oraz kremu do twarzy. Jestem bardzo ciekawa reszty produktów. Co polecacie ? 😊


Czytaj dalej

Proteiny ? Jasne, ale tylko pod kontrolą ! - Nivea Hairmilk mleczna odżywka do włosów normalnych, suchych i zniszczonych

Jak radzić sobie z przeproteinowaniem włosów?



W ostatnim poście z tuningiem maski Kallos miała swój debiut na blogu mleczna odżywka Nivea Hairmilk. Pokazałam ją pierwszy raz, ale używam ją systematycznie od 2 miesięcy. Zdarzało się, że stosowałam ją prawie przy każdym myciu, rzadko robiąc przerwę i korzystając z innego produktu. Także można powiedzieć, że poznałam ją już wystarczająco by móc podzielić się z Wami moją opinią. Zatem czas start !




Produkt mieści się w plastikowej butelce o pojemności 200 ml zamykanej na zatrzask. Odżywka stoi na korku. Konsystencja jest na prawdę gęsta, przez co trochę ciężko wydobyć ją z opakowania. Odżywka jest biała, o pięknym intensywnie perfumowanym zapachu. Przywodzi mi na myśl właśnie produkty mleczne.




Produkt aplikuje się bardzo przyjemnie, swobodnie sunie po włosach zapewniając poślizg potrzebny przy wcieraniu odżywki we włosy. Tak jak wspomniałam wyżej Hairmilk stosuje przy każdym myciu i od razu Wam powiem, że to za często. Proteiny w nadmiarze chyba nie służą nikomu i ja także nie jestem wyjątkiem. Do pewnego momentu było ok. Włosy po użyciu były sypkie, puszyste, lśniące, mięsiste i elastyczne. Włosy- ideał.




Po pewnym czasie zauważyłam, że kosmyki robią się coraz bardziej spuszone, suche na końcach. Nie chcą się układać i sterczą we wszystkie strony. Mniej więcej wtedy stwierdziłam, że zbyt duża ilość protein nie służy moim włosom. Natychmiast wdrożyłam plan pielęgnacji oparty na oczyszczaniu i solidniej dawce emolientów. Efekty zauważyłam już po drugim myciu, więc stosunkowo szybko. 




Na tą chwilę odżywkę Nivea Hairmilk stosuję raz (góra 2 razy) w tygodniu i jest to zdecydowanie najbardziej optymalna dla mnie częstotliwość. I sprawdza się na prawdę dobrze, choć gdybym miała wybrać między odżywką mleczną, a regenerującą z Nivea to jednak wybrałam bym tą drugą. Pisałam o niej na blogu w styczniu. Tutaj zostawiam link :)


Czytaj dalej

Tuning masek - Kallos Milk - pokazuję efekty na włosach

Równowaga PEH



Miałam w planie zrobić serum olejowe, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniej butelki z atomizerem, więc poprzestałam na tuningu maski. Jednak nic straconego, bo serum na pewno pojawi się na blogu :) tutaj, tutaj i tu możecie zobaczyć dotychczasowe wpisy z serum olejowym. A tymczasem pokażę Wam przepis na mieszankę, którą ukręciłam wczoraj. 

Przepis 

--> 1 duża łyżka maski Kallos Milk - baza proteinowa 
--> 1 łyżeczka odżywki Nivea Hairmilk - baza proteinowa 
--> 10 kropli gliceryny - humektant 
--> 7 pompek olejku Loton SPA Beauty Oil Therapy - emolient
--> 3 pompki olejku do masażu Wellness & Beauty (olej z pestek brzoskwini i orchidea) - emolient 
--> trochę wody - wlałam na oko





Wszystko wymieszałam i dolałam trochę wody (na oko), żeby nieco rozrzedzić konsystencję. Nie moczyłam uprzednio włosów przed nałożeniem mieszanki, więc z tego powodu zdecydowałam się dodać trochę wody, aby zapewnić sobie poślizg podczas aplikacji.

Mieszankę nałożyłam prawie na całe włosy. Bez pokrycia zostawiłam ok. 5 cm włosów od skóry. Nie nakładałam tym samym oczywiście mieszanki na skórę głowy. Pozostawiłam na półtorej godziny. Tak, wiem, to zbyt długo jak na stuningowaną maskę. Zdecydowanie najlepsze efekty osiąga się przy 30 minutach maksymalnie do 1 h. Ale zajęłam się "życiem" i trochę przeholowałam z czasem :D.




Po upływie półtorej godziny zmoczyłam włosy i spieniłam szampon Schauma na skórze głowy. Spłukałam i powtórzyłam proces. Długość włosów przeciągnęłam pianą. Następnie ponownie spłukałam, lekko odcisnęłam włosy z wody i na długość nałożyłam ponownie maskę Kallos milk. Już tylko po to by domyć ewentualne pozostałości olejków i ułatwić rozczesanie. Zabieg przeprowadziłam wczoraj późnym wieczorem, ale nie suszyłam ich suszarką tylko pozostawiłam do naturalnego wysychania. Zdjęcia wykonałam dzisiaj. Niestety tylko jedno nadawało się do publikacji, bo reszta była rozmyta.




Włosy są lekko pofalowane od koczka. Bezpośrednio po samym rozpuszczeniu wyglądały na prawdę wyjątkowo dobrze! Były miękkie, sprężyste i przy tym puszyste. Jednak po kilku minutach fale się rozprostowały i spuszyły... Totalnie nie da się ich ułożyć, więc nałożyłam sporą ilość serum silikonowego na końcówki i zwinęłam ponownie w kok. Zobaczymy jak będą wyglądały za godzinkę, dwie.

Przeanalizowałam mój przepis, który miał mi zapewnić równowagę PEH. Doszłam do wniosku, że wina prawdopodobnie leży po stronie protein. Zarówno maska jak i odżywka zawierają proteiny. Wydaje mi się, że to zbyt wiele, biorąc pod uwagę fakt, że odżywkę Nivea używam na co dzień. Zapewne przeproteinowałam włosy. Jeśli macie ochotę skorzystać z mojego przepisu polecam zmniejszyć ilość protein powiedzmy do samej maski. Poza tym trzeba mieć na uwadze, czy dotychczasowa pielęgnacja nie jest obciążona zbyt dużą ilością protein. 




Poza tym moje kosmyki nie są ostatnio w dobrej kondycji. Przyczyniła się do tego mocniej chlorowana woda, która od kilku tygodnie płynie mi z kranu. Skutkiem czego nie potrafię sobie dobrać odpowiedniej pielęgnacji.

Pomysł na najbliższe mycie to dogłębne oczyszczanie i mocne emolientowe maski. Ciekawe czy efekt będzie bardziej satysfakcjonujący :). Jak myślicie? :)


Czytaj dalej