Strony

Poradnik Blondynki - A Ty jak pielęgnujesz swoje ciało zimą ? Przegląd balsamów do ciała

Ranking najlepszych balsamów do ciała na zimę



Zima to intensywny czas dla mojej skóry. W tym okresie sięgam po bardziej treściwe i wręcz tłuste kremy do twarzy, bo moja mieszana cera bardzo źle reaguje na niskie temperatury, siarczysty mróz i lodowaty wiatr. Jednak nie tylko buzia wymaga większej uwagi.

Cały okres zimowy zmagam się z bardzo suchą skórą ciała. Bez odpowiedniej pielęgnacji jest ściągnięta, szorstka i niekiedy popękana, szczególnie na dłoniach. Często swędzi, piecze, jest zaczerwieniona i podrażniona.




Po wielu próbach znalazłam swój system pielęgnacji, który pozwala mi przetrwać mrozy. Odkryłam, że najbardziej sprzyjają mi balsamy i regularne złuszczanie.

Dlatego dzisiaj mam dla Was przegląd balsamów do ciała. Swój ranking zacznę od najlepszych, a skończę na pośrednim, bo na najgorsze póki co nie trafiłam 😊.


💖 Mój numer 1 💖



Zdecydowany faworyt do zadań specjalnych - Neutrogena intensywnie regenerująca emulsja do ciała (wersja czerwona - bezzapachowa). Jeśli ktoś ma podobne do moich problemy skórne to z całego serca polecam ten balsam. Ma aksamitną konsystencję i świetnie się rozprowadza. Nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Po prostu konsystencja idealna. Jego dużym atutem jest brak zapachu. Dla mnie to duży plus, bo wolę kosmetyk, którego woń jest niewyczuwalna na skórze niż "teoretycznie piękny zapach", który mnie męczy.

Balsamuje nim ciało rano i wieczorem. Rewelacyjnie nawilża i natłuszcza skórę. Po nałożeniu ciałko jest sprężyste, napięte, a poziom nawodnienia utrzymuje się od aplikacji do aplikacji ! Czyli czasem ponad 14 h ! Przez cały ten czas skóra jest jedwabiście gładka i pokryta delikatną warstwą nawilżenia. Uwielbiam ten efekt "opatrunku", dzięki któremu skóra jest ukojona.

Rossmann - 23,99 zł za 400 ml


💖 Mój numer 2 💖



Moja propozycja numer 2 to niepozorne mleczko do ciała Isana Body Milk - skóra sucha. Kupując tą niebieską flachę byłam dość sceptycznie nastawiona. Dlaczego ? Raczej nie mam dobrych doświadczeń z balsamami z dolnej półki cenowej. Ale jak się okazało ten jest wyjątkiem !

Produkt ma gęstą i tłustą konsystencję. Rozprowadza się bardzo ciężko i to jego chyba jedyny minus. Trzeba się mocno napracować i omachać, żeby równomiernie rozsmarować tłusty krem. Na szczęście aplikacje umila piękny lekko pudrowy i bardzo subtelny zapach.

Po aplikacji na skórze można wyczuć tłustą warstwę, ale bez obaw - po około 30 minutach tłusta warstwa zmienia się w miłą aksamitną i gdyby nie zapach zupełnie niewyczuwalna na skórze otoczkę. Balsam utrzymuje się na ciele około 8 h.

Mleczko świetnie nawilża ale i natłuszcza skórę. W zasadzie jest to jedyny produkt w moim rankingu, który tak mocno natłuszcza.

Rossmann - 9,59 zł za 400 ml


💖 Mój numer 3 💖



Mój numer trzy to Vis Plantis Helix Vital Care nawilżający balsam do ciała ze śluzem ślimaka. Producent zapewnia, że zapach produktu jest elegancki, ale niestety mnie on trochę drażni. Absolutnie nie jest brzydki, ale w moim odczuciu niezbyt zachęcający. Woń utrzymuje się na skórze przez kilka godzin.

Balsam rozprowadza się bardzo łatwo, bo ma dość lejącą konsystencję. Pozostawia na skórze lepką i tłustą warstwę, która mniej więcej po kilkunastu minutach się wchłania. Po czym lepka warstwa zmienia się w jedwabną otoczkę, która maksymalnie utrzymuje się jakieś 4-5 h. Zatem niezbyt długo w porównaniu do innych balsamów, o których dziś pisze.

Skóra po użyciu jest gładka, nawilżona i miękka. Natłuszczona tylko minimalnie w tej pierwszej fazie tuż po aplikacji.

Myślę, że gdyby nie zapach usytuowałabym go nieco wyżej.

Rossmann - teraz promocja 8,39 zł za 400 ml


💖 Mój numer 4 💖



Mój numer 4 to dobrze zapowiadający się produkt z Evree BodyBalm Ocean Velvet balsam do ciała aksamitnie wygładzający. Ma gęstą konsystencję, ale nie aż tak bardzo jak ten z Isany. Zatem rozprowadza się całkiem przyjemnie. Otula skórę lepką, lekko tłustą warstwą, która niestety bardzo szybko się wchłania.

Posiada bardzo przyjemny zapach, który porównałabym do morskiej bryzy. Szkoda, że nie wyczuwa się go zbyt długo.

Produkt utrzymuje się na skórze, moim zdaniem, za krótko, bo tylko 4 h. A w dni bardziej intensywne niestety jeszcze szybciej się "ulatnia". To jego jedyny minus, ale dla mnie najbardziej istotny, bo właśnie tym kieruję się przy zakupie.

Po użyciu skóra jest miękka, mocno nawilżona i jedwabista. 

Rossmann - 14,99 zł za 400 ml




Tym produktem zamykam swój ranking balsamów do zadań specjalnych ! Zdecydowanie dla osób z wymagającą skorą i przy obecnych warunkach pogodnych polecam z czystym sumieniem intensywnie regenerującą emulsję do ciała od Neutrogena. Mój zdecydowany faworyt 😻


Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Jak poprawnie olejować włosy ? - Mój sprawdzony sposób olejowania włosów

6 kroków do pięknych włosów

Źródło

Nie spodziewałam się, że jest takie zapotrzebowanie na wpis wyjaśniający jak krok po kroku olejować włosy ! Napływające do mnie zewsząd pytania zmobilizowały mnie do stworzenia tego krótkiego poradnika ❣ Już kiedyś napisałam post o olejowaniu TU jednak mam wrażenie, że jest on mocno nieaktualny i zdecydowanie za mało w nim szczegółów. Dobór olejków i metody olejowania zostawiam Waszej inwencji twórczej. Jeśli jeszcze nie znalazłyście idealnej metody dla siebie, albo wciąż szukacie odpowiedniego oleju to zerknijcie w link powyżej (tam pokrótce wyjaśniam te kwestie). 

Dziś chcę Wam przedstawić mój niezawodny, stosowany od lat i moim zdaniem jeden z szybszych i łatwiejszych sposobów olejowania.

Zatem ! Bierzmy się do pracy !




1. Zaczynam od rozczesania włosów. Następnie wyciskam na dłoń pompkę mojego ulubionego olejku makadamia, czyli dostępnego w Rossmannie Loton Spa & Beauty Oil Therapy. Rozsmarowuje w dłoniach i nakładam na włosy począwszy od końcówek. Stopniowo w górę - mniej więcej do połowy włosów lub aż do ucha. Dokładam kolejną pompkę oleju do momentu, aż uzyskam porządny efekt. Zazwyczaj zużywam około 4 pompki. Włosy odpowiednio naolejowane powinny być lekko tłuste, ale nie takie opływające olejem. Czas trwania zabiegu to w moim przypadku 1-2 h.




2. Po upływie wyznaczonego czasu całe włosy łącznie ze skórą głowy mocze letnio-ciepłą wodą. Odciskam z wody i w miejsce gdzie znajdował się olej nakładam łyżkę maski do włosów. Zazwyczaj używam Kallosów, bo są idealne do emulgowania oleju. Jedna wskazówka dla Was przy wyborze maski - do zmywania oleju najlepiej wybrać maskę, która po nałożeniu na włosy i pocieraniu nadaje poślizg i nawet delikatnie się pieni. Jeśli maska jest tępa po nałożeniu na włosy raczej nie uda się nią wymyć oleju. Narobi więcej szkód niż pożytku, bo dodatkowo splącze włosy przy pocieraniu.




3. Kiedy maska jest już na włosach zaczynam pocierać włosy, żeby dokładnie ją rozprowadzić. Wygląda to mniej więcej tak jakby pocierało się ręce na mrozie, z tą różnicą, że pomiędzy dłońmi są włosy. Takie wprasowywanie maski trwa u mnie jakieś 2-3 minutki. Po wprasowaniu od razu płukam włosy i skórę głowy letnio-ciepłą wodą. Olej został już zmyty.




4. Kolejnym krokiem jest umycie skóry głowy. Po lekkim odciśnięciu włosów z wody nakładam szampon na skórę i masuje kilka chwil starając się nie szorować włosów na długości. Kiedy olejuje włosy unikam szamponów z silnymi detergentami, bo wypłukują olej, który zdążył dopiero co wniknąć. Z produktów o delikatniejszym składzie polecam żel Facelle, ale sprawdźcie też TE szampony. Spłukuję szampon letnią wodą.




5. Następnie na mocno odciśnięte włosy z wody nakładam tą samą maskę, co poprzednio. Użycie po raz drugi maski uważam za nieodłączny element mojej pielęgnacji. Pomaga w rozczesaniu włosów, które po myciu mogą być splatane. Po nałożeniu w zasadzie od razu ją spłukuję.




6. Ostatni krok to spłukanie WŁOSÓW zimną wodą. Podkreśliłam WŁOSÓW, bo nie dotyczy to skóry głowy. Zimna woda zamyka łuski włosów, które dzięki temu są gładsze, bardziej błyszczące i zdecydowanie łatwiejsze w rozczesaniu. Nie należy polewać zimną wodą skóry głowy, bo wiąże się to z szybszym przetłuszczaniem, ale nie tylko. Zbyt zimna, a także zbyt gorąca woda może powodować łupież i inne problemy skórne. Dlatego warto zachować ostrożność.


Moja dawna długość :) aktualnie mam włosy do łopatek


Częstotliwość olejowania w moim przypadku jest bardzo zróżnicowana. Staram się, żeby olej lądował na włosach przynajmniej raz w tygodniu. Są chwile, że czasu mam nieco więcej i mogę sobie pozwolić na olejowanie nawet co drugie mycie.




Pamiętajcie, że włosy przesycone olejem, zatem takie które mają go za dużo i za często będą protestować. Zazwyczaj zwijają się w strąki, są oklapnięte i pomimo mycia wyglądają na tłuste. Warto wtedy na jakiś czas zrezygnować z oleju i oczyścić włosy szamponem z silnym detergentem. Polecam Wam TE, a przede wszystkim peelingujący szampon Anwen 💖




Mój system udoskonalałam długi czas. Kiedy uczyłam się olejować popełniłam wiele błędów, które dopiero po pewnym czasie sobie uświadomiłam. Wiedza, którą dzisiaj się z Wami dzielę wynika z mojego długoletniego doświadczenia. Jak to poważnie zabrzmiało 😆


MAM nadzieję, że mój Poradnik wyjaśnił Wam zawiłości olejowania i będę bardzo szczęśliwa jeśli po tą metodę na piękne włosy będziecie sięgać teraz o wiele częściej !


Dzielcie się swoimi doświadczeniami ! Czekam na Wasze relacje z olejowania na instagramie pod hasztagiem #olejowaniejestfajne 

pozdrawiam Szmaragdowy Deszcz 💋


Czytaj dalej

Kolejny raz coś poszło nie tak ... - Koloryzacja Wellaton 12/1

Kolor miał być chłodny...



Z lekkim poślizgiem, ale jest ! Włosy farbowałam tradycyjnie przed Świętami Bożego Narodzenia, żeby nie straszyć rodziny odrostem - gigantem 😛😲. Trochę mi się zeszło z publikacją, bo szarpałam się z myślą - czy jest sens publikować. Użyłam tej samej farby. Efekt uzyskałam taki sam jak poprzednim razem, czyli niezbyt zadowalający. Więc po co publikować ? Ostatecznie uznałam, że pokazuje Wam wszystko, co dotyczy włosów, więc nie może zabraknąć tego wpisu.




Zaczęłam od nałożenia odrostu na 30 minut. Po upływie tego czasu siostra przeciągnęła farbę na długość włosów na kolejne 10 minut.

Włosy zmoczyłam letnią wodą i spieniłam farbę, po czym ją spłukałam. Następnie nałożyłam szampon i umyłam skórę głowy, a spływającą pianą włosy. Spłukałam i nałożyłam saszetkę z maską dołączoną do farby. Również spłukałam i pozostawiam do naturalnego wyschnięcia.






Nie mam zdjęcia tuż po koloryzacji, ale może to i lepiej. Po pierwszym myciu kolor był całkiem ładny - chłodny i zgaszony. Niestety po kilku myciach odrost totalnie zżółkł... Poza tym dopiero na zdjęciach widzę, że końcówki nie rozjaśniły się na tyle by zrównać tonem z włosami na długości. Załączam zdjęcia mniej więcej 2 tygodnie po farbowaniu. Wybaczcie kiepską jakość, ale wciąż walczę o odrobinę naturalnego światła.


Jakoś mocno mnie to nie dołuje i nie będę dramatyzować. Nie jestem jednak do końca zadowolona. Wciąż poszukuję farby, która nieco bardziej zneutralizuje żółty odcień. Może ktoś z Was poleci dobrą chłodną farbę w kolorze blond ? A może dobry salon fryzjerski w Puławach ? 😉



Czytaj dalej

Instagram Mix grudzień

Koniec 2018 roku


Wybaczcie, że nie robię wielkiego podsumowania roku 2018... zwyczajnie mi się nie chce 😫 i żeby się nie powielać (tak - wszyscy o tym piszą) ja sobie daruję. A poza tym to co się u mnie dzieje na bieżąco widzicie na insta także zachęcam do podglądania. 




Podsumowanie instagramu zacznę od kosmetyków, bo i tym razem było ich całkiem sporo 😃. Zapewne zwróciliście uwagę na moją nową serię na blogu. Kosmetyki Drogeryjne - Mówię Jak Jest cieszy się sporym zainteresowaniem ! Miałam okazję przestawić Wam już dwa produkty, a mianowicie odżywkę Garnier Fructis Oil Repair, która u mnie sprawdziła się całkiem nieźle. Na dokładny wpis zapraszam TU.




Drugi produkt to olejek do włosów z pestek moreli Alterra, który już nie wypadł tak obiecująco jak się zapowiadał. Liczyłam, że będzie dobrym kosmetykiem do zabezpieczania końcówek, ale niestety się zawiodłam. Mimo wszystko dałam mu szansę. Jeśli jesteście ciekawi do czego się sprawdził to zapraszam na wpis TU.




Na blogu pojawiła się także recenzja mgiełki oczarowej od Fitomed. Pomimo zniechęcającego zapachu okazała się na prawdę godnym uwagi produktem. Tutaj znajdziecie dokładną recenzję.




Okres przedświąteczny oraz same Święta minęły mi niczym pstryknięcie palcami 😲. Zdecydowanie za szybko... nawet nie zdążyłam pokazać Wam naszej udekorowanej w całości choinki, która w tym roku była zupełnie inna niż w poprzednich latach 😟. Tutaj możecie zobaczyć jedynie skrawek.




Moje wypieki świąteczne okazały się na prawdę pyszne w tym roku ! Zdecydowanie największym zainteresowaniem cieszyły się kruche ciasteczka, w które włożyłam najwięcej wysiłku... miałam już w głowie wizję jak wyrzucam pełną blachę przez balkon z 3 piętra.... 😠 jednak opanowałam się !




Hybryda mojej siostry stworzona jakiś czas temu zupełnie nie wpasowała się w świąteczny klimat... No cóż... ale przecież jest piękna 💓. Ja nie zdążyłam zrobić swojego mani na święta... to pewnie przez te ciastka... Nadrobiłam na Nowy Rok jednak chyba nie było mi pisane to mani, bo nastąpiła katastrofa, o czym przeczytacie w następnym poście.




Grudzień za to bardzo sprzyjał moim włosom i ich dobrej kondycji. Mocno przyłożyłam się do olejowania i takim oto sposobem możecie zobaczyć efekty tej ciężkiej pracy. Uwielbiam włosy po olejowaniu ! Są takie miękkie, błyszczące i sprężyste !





Praktycznie w ostatniej chwili przed końcem roku udało mi się pokazać Wam mój hit roku 2018 w dziedzinie tuszy do rzęs ! Delia stworzyła na prawdę świetny kosmetyk. Dokładna recenzja TU.




Na koniec zostawiam Was z instagramowym podsumowaniem najbardziej lubianych zdjęć.


Szczęśliwego Nowego Roku Kochani ! 💖😻❣





Czytaj dalej

Sztuczne rzęsy zamknięte w tuszu do rzęs ? Niemożliwe ? A jednak ! - DELIA New Look 3D Lashes Mascara - Tusz do rzęs o efekcie 3D

Nieziemsko prosta aplikacja i efekt jak z reklamy...



Tusz do rzęs Delia New Look 3D Lashes używam już 10 miesięcy (!!!) i aktualnie dobijam do dna. Czas Wam przedstawić jeden z lepszych jaki dotąd stosowałam tusz do rzęs ! Tak wiem mówiłam to już przy kilku tuszach Eveline. Też je bardzo lubię, ale ten z Delia to jakiś kosmos. Ale o tym za chwilę 😉.


Opis produktu:

Nowość od marki Delia - New Look 3D Lashes Mascara– tusz do rzęs o efekcie trójwymiarowości: ekstremalne pogrubienie, podkręcenie oraz wydłużenie. Produkt nadaje efekt otwartego oka a intensywna czerń podkreśla i przyciąga spojrzenie.





Odpowiednio wyprofilowana w postaci stożka, silikonowa szczoteczka zapewnia precyzyjne i dokładne pokrycie rzęs od nasady po same końce.

Kremowa konsystencja idealnie rozprowadza się po rzęsach, otulając każdą z osobna, nie kruszy się i nie odbija na powiece


Cena: ok. 15 zł za 12 ml.


Opakowanie i konsystencja:



Tusz mieści się w standardowej tubce ze szczoteczką o pojemności 12 ml. Szczotka wykonana jest z silikonu i ma kształt stożka. Konsystencja jest odpowiednia - ani zbyt rzadka ani za gęsta. Kolor - mocna wyraźna czerń.


Moja opinia:



Zacznę od aplikacji. Tusz ma bardzo fajną szczotkę, która nabiera odpowiednią ilość do nałożenia na rzęsy zarówno górne jak i dolne. Bardzo ładnie rozkłada produkt bez grudek. Można budować warstwy bez sklejania. Jednak u mnie jedna w zupełności wystarcza.

Bardzo miło zaskoczył mnie fakt, że produkt się nie osypuje. Nawet teraz, gdy konsystencja zdecydowanie stężała (mam go od 10 miesięcy!) nie znajduje okruchów na policzkach nawet po intensywnym dniu.


Efekt po trzech muśnięciach


Tusz rozczesuje, wydłuża, pogrubia i zagęszcza rzęsy. Daje piękny efekt sztucznych rzęs. Kilka osób zwróciło na niego uwagę, gdy miałam go na rzęsach. Zdecydowanie robi wrażenie, dlatego bardzo martwi mnie, że już właściwie dobiłam do dnia 😢.




Ceny waha się w granicach 15 zł i nie da się jej porównać do jakości. Za takie pieniądze spodziewałam się czegoś ok, ale bez szału, a otrzymałam, moim zdaniem, maskarę wszech czasów. Zerknijcie tylko na opinie na wizażu TU.

Tusz Delia New Look 3D Lashes nie jest produktem wodoodpornym, więc uważajcie w deszczowe dni, żeby nie skończyć z "pandą" 😕. Mi to akurat nie przeszkadza, bo nie przepadam za tuszami wodoodpornymi. Uprzedzę od razu pytania - produkt nie rozpływa się na powiekach pod wpływem ciepła.




Maskara urzekła mnie przede wszystkim niezwykle łatwą aplikacją ! Wystarczą trzy muśnięcia i gotowe. Efekt jak z reklamy. Ponadto trwałość i brak osypywania 👌. 👀


Kto już miał przyjemność poznać się z tuszem Delia New Look 3D Lashes ?? :)


Czytaj dalej

Nie oceniaj produktu po ... zapachu 😏 - MGIEŁKA DO TWARZY OCZAROWA ODŚWIEŻAJĄCO-OCZYSZCZAJĄCA DO CERY TŁUSTEJ I MIESZANEJ

Nie oceniaj produktu po ... zapachu 😏



Pamiętacie mój wychwalający wpis z karotenowym kremem do twarzy od Fitomed ? Jeśli nie to koniecznie nadróbcie zaległości. Mam ogromny sentyment do tej firmy, która co jakiś czas wprowadza na rynek na prawdę świetne kosmetyki o rewelacyjnym naturalnym składzie. Dzisiaj chce poruszyć kolejny temat z ich udziałem. Mgiełka oczarowa odświeżająco-oczyszczająca do cery tłustej i mieszanej. 


Opis produktu:

Najważniejsze składniki: hydrolat oczarowy Ecocert (30%), pantenol, alantoina, olejek „neroli”.

Działanie:

- zmniejsza zaczerwienienie i objawy naczynkowe,
- łagodnie ściąga rozszerzone pory,
- rozjaśnia i tonizuje skórę.

Przeznaczenie: do cery mieszanej, tłustej, naczynkowej. Polecany również do nawilżania twarzy dla osób pracujących przy komputerach oraz w klimatyzowanych pomieszczeniach. Mgiełkę można stosować na makijaż.


Cena: 14 zł za 200 ml Fitoteka 


Skład:

Aqua (woda), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water (hydrolat z liści oczaru - działa ściągająco, antybakteryjnie, łagodząco, regenerująco, odświeża, zmniejsza zaczerwienienie skóry, wzmacnia i zwęża naczynka, reguluję pracę gruczołów łojowych, zmniejsza produkcję sebum), Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, koi), 




Allantoin (alantoina - działa przeciwzapalnie, regenerująco, nawilżająco, łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, odblokowuje pory, wygładza, zmiękcza), Peg-40 Hydrogenated Castor Oil (utwardzony olej rycynowy - substancja odtłuszczająca i oczyszczająca), Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu - regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant) (and) Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, łagodny humektant), Parfum zapach, Linaloole zapach, C.I.19140 barwnik. 


Opakowanie i konsystencja:



Mgiełka zamknięta jest w plastikowej przezroczystej buteleczce z atomizerem o pojemności 200 ml. Atomizer działa sprawnie i rozpyla dużą chmurę. Mgiełka konsystencją przypomina gęstość wody. Barwą przywodzi na myśl lekko zaparzoną herbatę. Woń - dość dyskusyjna.


Moja opinia:



Zacznę od najmniej przyjemnej cechy tego produktu. Zapach 😕. Nie ma co ukrywać jest... intensywny i moim zdaniem niezbyt zachęcający 😟. Wiem, że kierowanie się zapachem w obliczu na prawdę fajnie działającego produktu jest błahe. Jednak dla mnie woń produktu zawsze odgrywa istotną rolę. Nie przepadam za mocnymi zapachami w kosmetykach do twarzy, a najlepiej jeśli są po prostu bezzapachowe. Początkowo woń mgiełki mnie drażniła, ale fakt, że nie utrzymuje się właściwie wcale na skórze motywowało mnie do dalszego testowania. I cieszę się, że nie odrzuciłam jej z powodu męczącego zapachu.




Produkt aplikuję na wcześniej umytą twarz. Wstrzymuję oddech i rozpylam mgiełkę trzy razy naciskając pompkę. Czekam aż produkt się wchłonie. Trwa to powiedzmy około minuty. Następnie nakładam ulubiony krem, czyli ostatnio - Mój Krem nr 9. Buzia gotowa jest na przyjęcie makijażu, bądź na podbój świata z nieumalowaną facjatą 😃🙋😼.

Cera po użyciu mgiełki jest odświeżona, gładka, nawilżona i napięta. Pisząc napięta nie mam na myśli nic złego. Jest po prostu zwarta i sprężysta.




Mgiełka świetnie utrzymuje makijaż i mam wrażenie, że opóźnia błyszczenie w strefie T.

Producent zapewnia, że można stosować ją na makijaż. Ja nigdy tego nie robiłam, więc nie wiem jak się zachowa.

W czasie 4 miesięcznego stosowania produkt mnie nie uczulił ani nie podrażnił. Nie wpłynął na pojawienie się wyprysków. Zwróćcie uwagę na zużytą ilość. Mgiełkę rozpylałam codziennie, a w buteleczce ubyło na prawdę niewiele 😮 😉. 


Co myślicie o tej mgiełce ? Stosujecie takie produkty ? 😏


Czytaj dalej

Hybryda - Color Vishine nr 124 pastel roses, Bling nr 01 nude

Pastelowe




Manicure, który wykonałam mojej siostrze wyjątkowo przypadł mi do gustu 💖. Kolorystyka idealnie do siebie pasuje, a naklejki dodają mu dziewczęcego uroku. Bardzo prosty i niezwykle śliczny mani utrzymany w pastelach.




Użyłam bazy i topu Semilac, z kolei lakiery to Bling nr 01, czyli cielisty nude. Drugi to Color Vishine nr 124, czyli pastelowy jasny róż. Do pełnego krycia oba lakiery potrzebowały czterech warstwy.






Jak Wam się podobają takie dziewczęce pazurki ? 😃


Czytaj dalej