Hybryda - Color Vishine nr 124 sweet pink, Bling nr 22 white, srebrny pyłek

Srebrny pyłek po raz pierwszy 




Moje zamiłowanie do pastelowych kolorków na paznokciach chyba szybko nie minie :D. Gdy mowa o nowym mani to w głowie już łączę pastelowe barwy. Dzisiaj padło na róż (robię się przewidywalna!) i po raz pierwszy na srebrny pyłek.

Jako bazy użyłam produktu Semilaca. Lakier podstawowy to Color Vishine nr 124, czyli niezwykle piękny, pastelowy, chłodny róż. Tym kolorem pokryłam wszystkie paznokcie. Do pełnego krycia potrzebował trzech warstw. Konsystencja lakieru jest świetna, nie za gęsta, ale też nie za rzadka, więc współpracuje się z nim bez problemu.




Kolejnym krokiem był pyłek, który mam już od bardzo dawna, ale do pełni szczęścia brakowało mi topu no wipe, więc byłam zmuszona poczekać z jego pierwszym użyciem. Gdy dotarł mój top no wipe firmy Elite 99 prosto z Aliexpress od razu wypróbowałam go w połączeniu ze srebrnym pyłkiem również pochodzącym z chińskiej strony. 

Jako podkładu użyłam wspomnianego wyżej chłodnego różu. Następnie za pomocą patyczka z gąbką wtarłam pyłek w warstwę dypresyjną utwardzonego lakiery. Paznokcie środkowych palców ozdobiłam białymi kropeczkami wykonanymi Blingiem nr 22. A kciuki urozmaiciłam "szałowym" ombre wykonanym za pomocą pyłku. 




Na zakończenie pociągnęłam wszystkie paznokcie topem no wipe i już nie przecierałam cleanerem. Paznokcie były suchutkie, bez lepkiej warstwy, do której już przywykłam. Po skończeniu mani miałam pewne obawy, czy aby pyłek nie spłynie choćby po umyciu rąk :) ale ku mojemu zdziwieniu trwał nienaruszonym nawet po myciu naczyń ! Heh także pozytywnie nastawiona dalej testowałam jego wytrzymałość. 

Po dwóch tygodniach przy skórkach zauważyłam, że lakier na paznokciach z pyłkiem "wstaje". Na pozostałych paznokciach, które również były pociągnięte topem no wipe nic się nie działo do niespełna trzech tygodni. Nic nie odprysło, nie starło się i nie porysowało. Także top sam w sobie jest bardzo przyzwoity. Mam tylko mały żal, że nie dał do końca rady z pyłkiem.





Jak Wam się podoba ? :)


Czytaj dalej

Nowy ulubieniec w wieczornej pielęgnacji twarzy - Marion Eco olejek marakuja

Dobroczynna moc natury




Opis produktu: 

Linia olejków zainspirowana ekologiczną pielęgnacją. Olejki są wielozadaniowe, 100% naturalne przeznaczone do pielęgnacji włosów, twarzy i ciała.

Olejek z marakui (passiflora) z nasion owoców tropikalnych.

Zawiera duże ilości owocowych kwasów tłuszczowych, wapń, fosfor i potas. Posiada ogromny potencjał antyutleniający, co czyni go niezastąpionym olejem w walce z objawami starzenia.




Idealny do cery naczynkowej, ze skłonnością do przebarwień oraz suchej i wrażliwej skóry. Olejek skutecznie oczyszcza z martwych komórek rogową warstwę skóry i przyspiesza proces regeneracji. Odżywia i nawilża włosy przesuszone i zniszczone. Zapobiega utracie wody i nadaje im naturalny połysk. Produkt wzbogacony został o olejek słonecznikowy zawierający odmładzającą witaminę E i odżywcze kwasy tłuszczowe.


Skład: 



Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika - nie zatyka porów, działa przeciwzapalnie, wygładza, regeneruje), Passiflora Edulis Seed Oil (olej marakuja - działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, zmiękcza, chroni, działa relaksacyjne, regeneruje, odżywia, nawilża).


Cena: ok. 8 zł za 25 ml w Drogeria Natura


Opakowanie i konsystencja:



Olejek zamknięty jest w plastikowej buteleczce z pompką o pojemności 25 ml, która z kolei mieści się w tekturowym kartoniku. Szata graficzna jest minimalna i utrzymana w ekologicznym stylu. Konsystencja jest oleista, a barwa słomkowa.


Moja opinia:

Olejek marakuja jest wielofunkcyjny i można go stosować na różne sposoby. Ja upodobałam sobie trzy. Pierwszym z nich jest aplikowanie olejku na twarz. Z uwagi na to, że jest dość tłusty stosuje go na noc po uprzednim demakijażu i umyciu twarzy. Jedna pompka to zdecydowanie za dużo, więc ja zwyczajnie odkręcam olejek i nakładam na dłoń kilka kropelek. Następnie wklepuje go w twarz i szyję.




W takiej formie olejek spisuje się na prawdę dobrze. Natłuszcza, nawilża i odżywia skórę. Co bardzo ważne - nie zapycha porów. Wcześniej spotkałam się z olejkami do twarzy, które mocno zapychały skórę i efektem były niewielkie wypryski. Na szczęście w tym przypadku nic takiego się nie dzieje i bez obaw można aplikować nawet nieco więcej niż kilka kropli.




Produkt wpisuje się świetnie w moją pielęgnację włosów. Co prawda nie używałam go do olejowania, bo 25 ml to trochę mało i było mi zwyczajnie szkoda. Ale sprawdził się do zabezpieczenia końcówek i jako półprodukt dodawany do masek. Wystarczy 4-5 małych kropli rozetrzeć w dłoniach i nałożyć na wilgotne końcówki po uprzednim myciu. Z kolei jeśli zabezpieczam włosy w ciągu dnia nakładam trochę mniej produktu (2-3 krople), aby nie skończyć z tłuszczykiem. Taka ilość jest odpowiednia i moim zdaniem dobrze zabezpiecza końcówki przez uszkodzeniami, ocieraniem o ubrania,  czy warunkami atmosferycznymi. Ponadto dodaję go również do przeróżnych miksów maseczkowych. Powiedzmy ok. 5-7 kropli, w takiej ilości nie wpływa na przetłuszczanie. Po miesiącu użytkowania zauważyłam, że włosy są zadbane, sprężyste i lśniące.




Czasami zdarza mi się także nakładać go na dłonie ze szczególnym uwzględnieniem skórek i paznokci. Przeważnie po zdjęciu hybrydy, gdy płytka nie wygląda za dobrze. Wtedy mogę liczyć na poprawę ich stanu wizualnego i wygładzenie płytki.

Zwrócę tylko uwagę, że tytułowy olejek marakuja znajduje się na drugim miejscu zaraz po olejku słonecznikowym. Nie mniej jednak produkt wpisuje się w ramy ekologicznej pielęgnacji i nie da mu się odmówić dobroczynnych właściwości.


Ktoś z Was już miał okazję testować nową serię Eco olejków Marion? Do wyboru są jeszcze: arganowy, makadamia i awokado :)


Czytaj dalej

Mój ulubiony matowy róż o niesamowitym odcieniu - Lily Lolo Clementine satynowy brzoskwiniowo-różowy róż mineralny

Odrobina matowego szaleństwa na policzkach 




Do niedawna byłam pewna, że róż może dla mnie nie istnieć. Jakoś nie widziałam głębszego sensu uwydatniać dodatkowo moich z natury mocnych rumieńców dopóki nie trafiłam na to subtelne cudo ! Zapraszam do lektury, bo jest o czym poczytać :) a na dole znajdziecie makijaż wykonany moją małą kolekcją Lily Lolo :) 


Opis produktu: 

Brzoskwiniowo-różowy róż do policzków o kremowej konsystencji, dający satynowe wykończenie. Idealny dla wszystkich typów karnacji. Ponieważ Clementine daje bardzo subtelny efekt, doskonale sprawdzi się, gdy będziesz chciała podkreślić kolor swoich naturalnych rumieńców.




- nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów
- naturalny i delikatny
- lekka i jedwabiście gładka konsystencja
- daje subtelne wykończenie; bardziej intensywny efekt można uzyskać nakładając kilka warstw
- 100% naturalny


Skład: 



MICA mika - mineralny pigment, transparentny, perłowy wypełniacz [+/- CI 77491 (IRON OXIDE) czerwono brązowy barwnik pochodzenia naturalnego, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE) biały pigment, filtr UV, CI 75470 (CARMINE) karmina - czerwony barwnik pochodzenia naturalnego]


Cena: 51,20 zł za 3 g w 20 ml słoiczku na stronie Costasy


Opakowanie i konsystencja:



Róż zamknięty jest w plastikowym słoiczku z zakrętką. Pod wieczkiem znajdziemy zabezpieczenie przed wsypywaniem się produktu w postaci plastikowej zasuwki oraz sitko ułatwiające aplikację. Produkt ma postać sypką i niepylącą. Kolor to przepiękny, ciepły róż, bez świecących drobinek. Barwa nie jest do końca taka oczywista, bo odcień jest tylko minimalnie ciepły, ale na pewno nie wpada w chłodne tony.


Moja opinia:

Po róż sięgam na sam koniec makijażu, aby dodać mu subtelnego wdzięku. Po uprzednim nałożeniu pudru matującego, podkładu, bronzera i rozświetlacza, uśmiecham się i minimalnie muskam pędzlem policzki w miejscu, gdzie uwypuklają się w uśmiechu. Używam niewielką ilość produktu, bo róż jest bardzo dobrze napigmentowany.




Produkt wygodnie się rozprowadza i aplikacja nie sprawi trudności nawet początkującym. Można go stopniować, wiec jeśli preferujecie mocniej zaznaczone policzki nic nie stoi na przeszkodzie, by dołożyć kolejną warstwę.

Róż prezentuje się bardzo subtelnie i podkreśla naturalną urodę, zatem idealnie wpasowuje się w mineralny makijaż.




Nie podkreśla zmarszczek, czy suchych skórek. Buzia po aplikacji jest gładka, aksamitna i matowa. Jedyny błysk, który rozpromienia moja twarz zawdzięczam rozświetlaczowi.

Co bardzo ważne zarówno róż jak i wszystkie kosmetyki Lily Lolo, którymi wykonałam powyższy makijaż nie wędrują po twarzy, trzymają się miejsca aplikacji, nie utleniają się, nie zmieniają koloru. Nie zapychają porów, a więc skóra jest swobodna, oddycha, a ja nie mam problemów z wypryskami.




Ponadto trwałość kosmetyków Lily Lolo ciągle mnie zaskakuje. Poza świeceniem się w strefie T, (która po kilku godzinach daje o sobie znać) makijaż nie wymaga żadnych poprawek i wygląda nienagannie.




Do obu powyższych makijaży użyłam:

1. Matujący puder mineralny Lily Lolo Flawless Matte (recenzja)
2. Podkład SPF 15 warm peach Lily Lolo (recenzja)
3. Korektor mineralny PeepO Lily Lolo (recenzja)
4. Bronzer i rozświetlacz Lily Lolo sculpt & glow (recenzja
5. Satynowy róż Lily Lolo Clementine
6. Tusz do rzęs Eveline Extension Volume
7. Cienie do powiek Miss Sporty
8. Szminka Huda Beauty kolor Bombshell


Macie jakieś doświadczenia z kosmetykami Lily Lolo? :) Co możecie mi polecić? :)


Czytaj dalej

Bluzka i torba z Gamiss

Doświadczenia z nowym sklepem




Dzisiaj pokażę Wam dwie rzeczy, które pochodzą z Gamiss. Pierwszy raz zamawiałam cokolwiek w tym sklepie i na co szczególnie zwróciłam uwagę to ceny. Są niezwykle przystępne. Jednak jest w tym mały haczyk. Pod koniec zamówienia podlicza się koszt dostawy i tutaj można popłynąć. Kwota uzależniona jest od wagi produktów, które zmawiamy. A przeważnie w innych chińskich sklepach dostawa jest darmowa. To tyle z technicznych spraw, a teraz kilka słów o moim zamówieniu. 




Morelowa bluzeczka trafiła do mnie przypadkiem. Nastawiona byłam bardziej na znalezienie fajnej torby (którą pokaże za moment), a bluzkę w ostatniej chwili wrzuciłam do koszyka. Jednak okazała się bardziej trafiona niż torebka. Fason zwiewny i bardzo swobodny. Prześliczny, biały haft na ramionach, który świetnie współgra z kolorem bluzki. Dobrałam do niej czarną, ołówkową spódnicę i pudrowe szpilki. Przydałaby się też jakaś mała torebeczka, może coś z tych tutaj (Leather Bags). Wprost idealna, swobodna stylizacja dla przyszłej mamy.






Jeśli chodzi o torbę to trochę inaczej wyglądała na stronie sklepu, sami zobaczcie TU (chodzi mi o kolorystykę). Jednak mimo wszystko jakoś się do niej przekonałam, bo przede wszystkim jest dość pojemna, funkcjonalna i zamykana na magnesy. Środek wykonany jest w jaskrawym kolorze, więc nie muszę pół godziny szukać telefonu, bo widzę go jak na dłoni :). Ponadto w środku znalazłam małą saszetkę na kosmetyki, które już nie walają mi się po całej torbie. 







Morelowa bluzka - KLIK
Torba - KLIK


Co sądzicie o moich łupach? :)



Czytaj dalej

Efekty kremowania włosów codziennie przez 10 dni - Krem do ciała Isana chia babassu

10 dni kremowania




Pamiętacie moje ostatnie zachwyty nad kremowaniem TUTAJ? Jakiś czas temu na półkach Rossmanna znalazłam to cudeńko z Isany. I oczywiście przepadłam. Pokażę Wam dzisiaj efekty codziennego kremowania włosów przez 10 dni. Zdjęcia podzieliłam na etapy. Zatem zobaczycie moje włosy po jednym zabiegu, czterech, siedmiu i dziesięciu. Zaznaczę, że podczas tego eksperymentu kremowanie włosów odbywa się u mnie przed każdym myciem na minimum jedną godzinę do maksymalnie dwóch. A że myje włosy prawie codziennie całe przedsięwzięcie nie zajęło mi dużo więcej niż dwa tygodnie. Do mycia używam za każdym razem tego samego szamponu - Equilibra. Szamponem myję tylko skórę głowy, a długość maską Kallos Omega. 

Zaczniemy oczywiście od samego kremu. Jak zawsze rozszyfrowałam dla Was skład.




"Krem do ciała z olejem babassu i olejem z nasion Chia (Szałwii Hiszpańskiej) oraz gliceryną stanowi optymalna pielęgnację suchej skóry. Wysoce skuteczny pantenol polepsza zdolność skóry do wiązania wody, chroniąc w ten sposób przed jej utratą i w konsekwencji wysuszeniem. Krem do ciała szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy."

Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - nawilża), Glyceryl Stearate Se (emulgator - tworzy film, zapobiega odparowywaniu wody, zmiękcza, wygładza, nawilża), Ethylhexyl Stearate (emulgator pochodzenia roślinnego - nawilża, natłuszcza, zmiękcza, wygładza), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy - odżywia, nawilża, kondycjonuje, wygładza), Butylene Glycol (nawilża, ułatwia penetrację składników w głąb skóry, rozpuszczalnik), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea - naturalny filtr UV, chroni, nawilża, nadaje połysk, zmiękcza, wygładza i nawilża), Cetyl Alcohol (emolient - tworzy film, nawilża), Phenoxyethanol (konserwant), 




Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe - wygładza, chroni przed przesuszeniem), Salvia Hispanica Seed Oil (olej z nasion chia - poprawia elastyczność, nawilża, regeneruje), Orbignya Oleifera Seed Oil (olej babassu - nawilża, zmiękcza), Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, koi, regeneruje), Sodium Hydroxide (regulator pH), Carbomer (zagęstnik), Parfum (zapach), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator pochodzenia roślinnego), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, łagodny humektant), Tetrasodium Glutamate Diacetate (antyoksydant pochodzenia roślinnego), Tocopherol (witamina E - antyoksydant, wzmacnia, nawilża, hamuje wypadanie włosów), Alpha-Isomethyl Ionone (zapach).




Kremik przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, co wcale nie zniechęca mnie do użycia go na włosy ;). Skład bogaty jest w substancje natłuszczające i nawilżające zatem idealnie sprawdzi się w pielęgnacji włosów. Moje kosmyki w ostatnim czasie są nieco suche i matowe, brak im nawilżenia i blasku. Czy ten produkt poradzi sobie z takimi problemami? Patrząc na skład -  zdecydowanie tak.


Wrażenia po pierwszym użyciu.



Włosy są niezwykle miękkie i miłe w dotyku. Nabrały blasku. Czuprynka jest lekka i odbita od nasady pomimo tego, że krem nakładałam bardzo wysoko. Włosy nie są spuszone, a puszyste. Nie widać obciążenia. 


Wrażenia po czwartym użyciu. 



Nie mogę wyjść z podziwu ! Włosy prezentują się tak rewelacyjnie, że ciągle chodzę do lustra i je oglądam :). Dzisiaj wystarczyła im tylko godzinka trzymania kremu by osiągnąć ten niesamowity efekt gładkości i miękkości. Zobaczcie na końcówki <3 idealnie dociążone !


Wrażenia po siódmym użyciu.



Dzień przed siódmym kremowaniem musiałam oczyścić włosy, bo były już trochę obciążone. Następnego dnia odbyło się kremowanie i takie mamy efekty ! Idealna tafla, bardzo błyszcząca i miękka. 


Wrażenia po dziesiątym użyciu. 



Tym razem włosy zaprotestowały. Na zdjęciu są trochę niesforne i suche, a w dotyku niezwykle miękkie. Końcówki sterczą, są słabo nawilżone i wyglądają źle. Zatem wnioskuję, że taka częstotliwość jest dla nich zbyt duża.

Z całego eksperymentu wynika, że krem sprawdził się bardzo dobrze, a kluczem do idealnej tafli po kremowaniu jest częstotliwość stosowania kremu. U mnie najlepiej sprawdza się do tygodnia, a później należy zrobić przerwę lub zmienić sposób pielęgnacji. Podejrzewam, że dla każdego będzie to sprawa indywidualna. 


Na którym zdjęciu włosy podobają Wam się najbardziej ? :)


Czytaj dalej

Połysk czy mat ? Na co stawiasz? - Naturalna szminka Lily Lolo Intense Crush

Połyskujący kolor i intensywna pielęgnacja w jednym




Opis produktu: 

Naturalna szminka w odcieniu koralowo-brzoskwiniowym, idealna by dodać codziennemu makijażowi świeżości.

Wyjątkowa, naturalna formuła kremowych szminek Lily Lolo gwarantuje głęboki kolor oraz fantastyczne nawilżenie. Każdy odcień daje piękny, naturalny połysk. Ponadto, dzięki zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu, pomadki Lily Lolo odpowiednio odżywią Twoje usta.




- Zawiera odżywczą witaminę E, woski oraz organiczny olejek jojoba
- Witamina E oraz ekstrakt z rozmarynu to naturalne antyoksydanty
- Jedwabiście kremowa konsystencja gwarantująca łatwą aplikację
- Bez dodatku substancji zapachowych
- 4g


Skład:

RICINUS COMMUNIS SEED OIL (olej rycynowy - odżywia, zmiękcza), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (olej jojoba - nawilża, natłuszcza, odbudowuje, uelastycznia), CANDELILLA CERA (wosk candelilla - pielęgnuje, natłuszcza, nabłyszcza, odżywia, wygładza, nadaje aksamitność), LANOLIN (lanolina - natłuszcza, zmiękcza, wygładza), ISOAMYL LAURATE (pochodzenie naturalne - natłuszcza, zmiękcza, wygładza), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (pochodzenie naturalne - zmiękcza), CERA ALBA (wosk pszczeli - wygładza, natłuszcza, stanowi bazę), COPERNICIA CERIFERA CERA (wosk carnauba - nawilża, zmiękcza, wygładza), MICA (mika - mineralny pigment, wypełniacz, nadaje perłowy efekt), 




MALTODEXTRIN (pochodzenie naturalne - odżywia, wygładza, wypełniacz, zagęstnik), TOCOPHEROL (witamina E - antyoksydant, spowalnia procesy starzenia, nawilża), HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL (olej z nasion słonecznika - antyoksydant, działa przeciwzapalnie, regeneruje, wygładza), ASCORBYL PALMITATE (witamina C - przeciwutleniacz, spowalnia procesy starzenia, złuszcza, wygładza), ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT (wyciąg z liści rozmarynu - antyoksydant), TIN OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE) (biały pigment), CI 77491 (IRON OXIDE) (czerwony pigment), CI 77499 (IRON OXIDE) (pigment - nawilża, regeneruje), CI 75470 (CARMINE) (czerwony pigment), CI 77492 (IRON OXIDE) (czerwony pigment)]


Cena: 54,90 zł za 4 g na stronie Costasy


Opakowanie i konsystencja:




Szminka mieści się w standardowym sztyfcie, który zamknięty jest w tekturowym kartoniku. Szata graficzna utrzymana jest w czerni i bieli. Pojemność to 4 g. Konsystencja produktu jest dość miękka, aksamitna i delikatnie perłowa. Kolorem przypomina brudny róż, a po nałożeniu wpisuje się w ciepłe odcienie nude.


Moja opinia:

Szminka jest miękka, więc aplikacja przebiega niezwykle prosto. Sunie po ustach bez przeszkód i pozostawia je nawilżone, elastyczne, odżywione, gładkie i lekko błyszczące. Używam ją już od miesiąca i mogę z pewnością potwierdzić jej pielęgnacyjne właściwości. 





Usta są sprężyste i bardzo miękkie, ale nie sklejone. - jak to niekiedy bywa przy innych szminkach pielęgnacyjnych. Co ważne nie można jej także zarzucić wysuszania ust, nie ogranicza mimiki. Po nałożeniu czuję się bardzo swobodnie i mogę zapomnieć, że mam ją na ustach.





Skład jest wyjątkowo bogaty. Znajdziemy tu masę olejków i wosków zatem można liczyć na to, że usta będą dostatecznie nawilżone i odżywione. Praktycznie wszystkie składniki są pochodzenia naturalnego, wiec nie da się ukryć, że mamy do czynienia z produktem ekologicznym. Nie zwiera sztucznych barwników i substancji zapachowych. Co nie znaczy, że w ogóle nie pachnie :) ma swój specyficzny zapach, który zapewne jest wynikiem połączenia wszystkich składników szminki. 





Szminkę Lily Lolo nazwałabym raczej kolorową pomadka pielęgnacyjną. Powód jest prosty - brak trwałości. Pomimo jej świetnego działania i poprawnej aplikacji (patrz TU) to trochę brakuje mi w niej właściwości typowej szminki. Kolor wybierałam sama i liczyłam na typowego stonowanego nudziaka. Barwa faktycznie wpada w nude, ale na ustach nabiera perłowego blasku, co mnie trochę drażni. Poza tym odbija się na szklankach i wszystkim czego dotkną usta, skutkiem czego stopniowo znika. Trwałość pozostawia wiele do życzenia i ciężko nawet ocenić mi ją czasowo. Ponadto zauważyłam, że po pewnym czasie od nałożenia wnika w zagłębienia warg i delikatnie rozpływa się po linii ust, zamazując granice. Aby ją zmyć wystarczy przetrzeć usta chusteczką. Poniżej załączam zdjęcie jak prezentuje się na ustach tuż po nałożeniu.




Nie udało mi się pokazać tego na zdjęciu, ale kolor wygląda bardzo subtelnie i faktycznie wchodzi w tonację cielistą przełamaną delikatnym różem. 

Reasumując jestem zadania, że produkt mieści się w kategorii pomadka pielęgnacyjna pochodzenia naturalnego, a nie szminka. Jednak uważam, że każdy kto jej używał będzie miał na ten temat swoje zdanie. Może zwyczajnie za bardzo przyzwyczaiłam się do matowych szminek, których nie tak łatwo pozbyć się z ust ? :)



Lubicie odrobinę błysku na ustach ? :)


Czytaj dalej

Podstawa pielęgnacji twarzy z Marion

Delikatny duet




Firma Marion wypuściła na rynek kilka nowości do pielęgnacji twarzy z aktywnym węglem bambusowym. Cała linia ma za zadanie dogłębnie oczyszczać skórę twarzy, a także zadbać o jej nawilżenie i regenerację. Tym bardziej ogromnie się ciesze, że to własnie mi przypadła ta przyjemność przetestowania tych produktów. Zatem zapraszam Was na pierwszy post z serii "Pielęgnacja twarzy z Marion" dotyczący żelu micelarnego oraz peelingu do twarzy.


Żel micelarny do twarzy.



Opis produktu:

Oczyszczający żel micelarny do każdego rodzaju skóry. Usuwa pozostałości makijażu i wszelkie zanieczyszczenia z powierzchni skóry, nie powodując podrażnień. Innowacyjna formuła zawiera naturalny aktywny węgiel zamknięty w mikrokapsułkach, który uwalnia się podczas aplikacji absorbując toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Pozostawia ją elastyczną i pełną blasku. Pędy bambusa silnie nawilżają, dodają skórze zmęczonej witalności i przywracają jej promienny wygląd.


Skład:

Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - nawilża), Trehalose (cukier grzybowy pochodzenia naturalnego - nawilża), Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, ułatwia gojenie, nośnik substancji aktywnych), Sodium Lauroyl Sarcosinate (łagodny środek pieniący), Sodium Laureth Sulfate (detergent - substancja myjąca, odtłuszczająca, może podrażniać), Phenoxyethanol (konserwant), Gypsophila Paniculata Root Extract (wyciąg z gipsówki wiechowatej - składnik myjący i oczyszczający, odblokowuje pory, przeciwdziała stanom zapalnym, sprzyja gojeniu, nośnik substancji aktywnych), Carbomer (zagęstnik, stabilizator), Citrus Paradisi Fruit Extract (wyciąg z grejpfruta - oczyszcza, odżywia, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybiczo, ściągająco, tonizuje, rozświetla, złuszcza), Xanthan Gum (zagęstnik), Coceth-7 (emulgator - wpływa na jakość piany i nawilża), PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether (emulgator), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (pochodna oleju rycynowego - usuwa zanieczyszczenia, nośnik substancji aktywnych), 




Carbon Black (węgiel - przeciwdziała trądzikowi, odblokowuje pory, usuwa martwy naskórek), Bambusa Vulgaris Leaf/Stem Extract (wyciąg z łodyg/liści bambusa pospolitego - działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwrodnikowo, nawilża), Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate (nawilża, zmiękcza, wygładza, uodparnia komórki na zniszczenie i zanieczyszczenia zewnętrzne), Allantoin (alantoina - nawilża, ułatwia gojenie, działa przeciwzapalnie i ściągająco, może uczulać), Ethylhexylglycerin (łagodny humektant, naturalny konserwant), Microcrystalline Cellulose (wypełniacz, stabilizator emulsji, nie uczula), Lactose (składnik pochodzenia naturalnego - nawilża, zmiękcza, wygładza), Parfum zapach, Triethanolamine (regulator pH, może uczulać), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant, rozjaśnia skórę), Sodium Benzoate (konserwant), DMDM-Hydantoin (konserwant - może uwalniać formaldehyd, wywoływać alergie i podrażnienia), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant). 


Cena: ok. 10 za 150 ml w Drogeria Natura


Moja opinia:



Żel mieści się w plastikowej, białej tubie z zamknięciem o pojemności 150 ml. Produkt jest bezbarwny z czarnymi drobinkami. Pachnie cytrusami i przywodzi mi na myśl męskie perfumy.

Produkt ma dwie formy zastosowania. Pierwsza identyczna jak w przypadku użycia zwykłego żelu do twarzy. Należy nałożyć żel na wilgotną skórę i masować, po czym spłukać. Druga jest bardzo podobna do użycia płynu micelarnego. Należy nałożyć produkt na wacik i przetrzeć twarz.




Mi najbardziej przypadła do gustu pierwsza forma użycia tego produktu i zarówno moja poranna jak i wieczorna toaleta opiera się głównie na tym właśnie żelu do twarzy. Specyfik nie pieni się zanadto, ale wytwarza poślizg także umycie twarzy dłońmi, czy za pomocną tego płatka przebiega bardzo szybko i przyjemnie.

Produkt delikatnie oczyszcza skórę, dokładnie zmywa makijaż i zanieczyszczenia z twarzy. Buzia po użyciu jest odświeżona, miękka i elastyczna. Ewentualne wypryski szybko giną, a nowe nie pojawiają się w jakimś zastraszającym tempie. 




Mimo, że początkowo skład mnie nie zachwycił (uwagi zaznaczyłam na kolor fioletowy) to jednak z działania żelu jestem zadowolona, a poza tym produkt nie podrażnia, ani nie uczula skóry. Nie zauważyłam, aby po użyciu żelu buzia była choćby zaczerwieniona. Ale podejrzewam, że osoby borykające się z nadwrażliwością cery mogą mieć pewne uwagi. 


Peeling do twarzy z aktywnym węglem



Opis produktu: 

Drobnoziarnisty peeling delikatnie złuszcza martwy naskórek sprawiając, że skóra jest doskonale oczyszczona, wygładzona, wygląda świeżo i zdrowo. Formuła zawiera aktywny węgiel bambusowy, który absorbuje toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry, odblokowując pory. Chroni skórę przed wolnymi rodnikami i wyrównuje jej koloryt. Peeling zawiera bogatą w mikroelementy białą glinkę Kaolin, która posiada właściwości ściągające, odżywcze i regenerujące.


Skład: 

Aqua (woda), Stearic Acid (pochodzenie naturalne, stabilizator, nośnik substancji aktywnych, emulgator), Isononyl Isononanoate (emolient - zmiękcza, ułatwia aplikację), Hydrated Silica (kwas krzemowy - matuje, pochłania wilgoć, posiada właściwości ścierające i polerujące), Cetyl Alcohol (emolient - tworzy film, nawilża, może sprzyjać powstawaniu zaskórników), Cetearyl Alcohol (emolient pozyskiwany z oleju kokosowego - nie podrażnia, tworzy film, może zapychać pory), Glycerin (gliceryna - nawilża), Caprylic/Capric Triglyceride (olej neutralny pochodzenia naturalnego - natłuszcza, nawilża, zmiękcza, wygładza, tworzy film, może zapychać pory), Isohexadecane (emolient - może zapychać pory, rozpuszczalnik, zwiększa lepkość, nadaje jedwabistość), Isopropyl Myristate (pochodzenie naturalne - nawilża, uelastycznia, zmiękcza, wygładza), Glyceryl Stearate (emulgator - zmiękcza, wygładza, nawilża), PEG-100 Stearate (emulgator - myje, wytwarza pianę), Ceteareth-20 (środek myjący, zmiękczający), 




Kaolin (glinka biała - matuje, pochłania nadmiar sebum, działa antybakteryjnie, kojąco i ściągająco), Charcoal Powder (sproszkowany węgiel aktywny - absorbuje, przyciąga i zatrzymuje zanieczyszczenia ze skóry, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, walczy z trądzikiem i przetłuszczaniem skóry), Threalose (cukier grzybowy pochodzenia naturalnego - nawilża), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika - działa przeciwzapalnie, tworzy film, nie zapycha porów, wygładza, regeneruje), Phenoxyethanol (konserwant), Pumice (pumeks - ścierniwo, substancja złuszczająca), Parfum zapach, Allantoin (alantoina - nawilża, ułatwia gojenie, działa przeciwzapalnie i ściągająco, może uczulać), Ethylhexylglycerin (łagodny humektant, naturalny konserwant), Sodium Polyacrylate (nawilża, kondycjonuje, odżywia, tworzy film), Hydrogenated Polydecene (zmiękcza, nawilża, wygładza), PPG-5 Laureth-5 (emulgator), Tetrasodium EDTA (konserwant), Triethanolamine (regulator pH).


Cena: ok. 10 zł za 75 ml w Drogeria Natura


Moja opinia:



Peeling mieści się w plastikowej, czarnej tubce z zamknięciem o pojemności 75 ml. Posiada mnóstwo drobinek o średniej ostrości. Kolor - ziemisty. 




Peeling stosuje dwa czasem trzy razy w tygodniu. Na zwilżoną twarz nakładam sporą porcję produktu i masuje kolistymi ruchami. Drobinki są bardzo delikatne, więc nie ma mowy o mocnym pocieraniu.




Skóra po użyciu jest gładka, miękka i wygląda świeżo. Bardzo podoba mi się w nim to, że nie tylko oczyszcza skórę, ale także ją pielęgnuje. Po aplikacji moja buzia nie wymaga nałożenia kremu, bo peeling nie pozostawia jej ściągniętej, czy suchej tylko nawilżoną i odprężoną. 




Znalazłam także niewielki minus tego peelingu. Niestety pory oczyszczone są tylko na poziomie średnim. Myślę, że powodem jest fakt, że drobinki są bardzo delikatne i cały zabieg przebiega niezwykle łagodnie. Zatem nie ma mowy o podrażnieniu skóry, zaczerwienieniu, czy uczuleniu. Uważam, że dla osób nieprzepadających za mocnym oczyszczeniem skóry ten produkt może okazać się idealny.


Ktoś z Was miał już do czynienia z nowościami Marion? :)


Czytaj dalej