Strony

Czy warto inwestować w kosmetyki z supermarketu ? - Cien, Food For Skin, Krem do twarzy `Odżywienie z olejem macadamia`

Czy cera wrażliwa będzie zadowolona ?



Mój ostatni wpis dotyczył żelu do twarzy z serii Cien Food For Skin z Lidla i idąc za ciosem będę dzisiaj kontynuowała temat wegańskich kosmetyków z tego supermarketu. Tym razem pod lupę biorę krem do twarzy odżywienie z olejem makadamia z tej samej serii (skóra sucha i wrażliwa).




Produkt mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml, który zamknięty jest w tekturowym pudełeczku. Robiąc zakupy w Lidlu napadłam na półkę z serią Food For Skin i złapałam kilka kosmetyków. Byłam ogromnie zadowolona, że udało mi się dorwać właśnie te kremy, bo głównie na nich najbardziej mi zależało. 




Niestety duże rozczarowanie czekało mnie w dom. Po rozpakowaniu kremu z pudełeczka okazało się, że w wielkim opakowaniu mieści się maleńki słoiczek... To mój błąd, bo nie sprawdziłam pojemności, ale byłam utwierdzona w przekonaniu, że w standardowym pudełku znajdę standardowych rozmiarów krem do twarzy.

Konsystencja jest gęsta i zbita koloru białego.




Produkt aplikuje codziennie rano na oczyszczona twarz i szyję oraz wieczorem po uprzednim demakijażu. Aplikacja jest nieco problematyczna. Krem należy nałożyć sprawnie, szybkimi ruchami, wtedy jest wszystko w porządku. W przypadku, gdy chcemy ten krem wmasować i trochę dłużej usiłujemy go rozprowadzić niestety zaczyna się rolować. Nie ma znaczenia, czy nakładam go mniej, czy więcej, bo zawsze przy próbie dłuższej aplikacji efekt jest taki sam. 




Wyrobiłam sobie swoją technikę aplikacji polegającą na tym, że nakładam grubszą warstwę kremu szybkimi ruchami. Pozostaje wtedy wrażenie, że produktu jest za dużo na twarzy, ale to tylko chwilowe. Krem bardzo szybko się wchłania praktycznie całkowicie. 




Pozostawia skórę miękką, napiętą i aksamitnie gładką, ale mam wrażenie, że brakuje jej nawilżenia. Formuła jest bardzo lekka bez uczucia tłustości. W dni kiedy moja skora potrzebuje trochę więcej uwagi produkt minimalnie pozostawia ją ściągniętą. Jest dedykowany do skóry suchej i wrażliwej, co moim zdaniem nie jest zgodne z prawdą. Nie zauważyłam, aby wybitnie wpływał na poprawkę kondycji skóry, a producent zaznacza, że ma odżywiać i regenerować.




Krem świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż. Dobrze utrzymuje zarówno podkłady płynne jak i sypkie. Nie przyspiesza przetłuszczania się skóry, ani go nie opóźnia jest więc neutralny pod tym względem. Stosuje go od 3 miesięcy i nie zauważyłam, żeby mnie podrażnił czy uczulił. Dopiero co dobijam dna, a raz wypadł mi z rąk i co najmniej 1/3 słoiczka wylądowała na płytkach łazienkowych. Zatem jest na prawdę wydajny jak na takie maleństwo.




Mam mieszane uczucia, co do niego. Nie jest najgorszy, ale do dobrych kremów również mu daleko. Pewne jednak jest to, że więcej po niego nie sięgnę.


Czytaj dalej

Pielęgnacja twarzy w lidlowskim wykonaniu - Żel do mycia twarzy Cien Food For Skin

Cera sucha i wrażliwa



O tej lidlowskiej serii kosmetyków Cien swego czasu było dość głośno. Ja również uległam nie tylko zachwytom na blogach i portalach społecznościowych, ale także samej szacie graficznej, która w przypadku produktów Cien Food For Skin na prawdę przykuwa uwagę. Dzisiaj mija ponad 2 miesiące od momentu pierwszego użycia żelu do twarzy i właśnie dobijam jego dna. Dałam sobie sporo czasu na dokładne przetestowanie tego kosmetyku, aby zachwyty, które przeczytałam na jego temat nie miały najmniejszego wpływu na moją opinię. Zapraszam Was na dobrze 'przepracowaną' recenzję żelu do twarzy Cien Food For Skin oczyszczenie z pigwą do skóry suchej i wrażliwej.




Produkt mieści się w plastikowej tubie zamykanej na zatrzask o pojemności 150 ml. Konsystencja żelu jest dość gęsta przezroczysta, lekko perłowa i pozbawiona drobinek.

Żel używam codziennie rano do oczyszczania twarzy, a także wieczorem po uprzednim demakijażu. Produkt delikatnie się pieni i bardzo łatwo aplikuje na zwilżoną twarz. Dobrze współpracuje ze szczoteczka do twarzy typu Foreo Luna, ale poradzi sobie także przy użyciu rąk. Biorąc pod uwagę czas w jakim wykończyłam całe opakowanie śmiem twierdzić, że żel jest na prawdę wydajny. 




Buzia po użyciu jest aksamitna, gładka i dobrze oczyszczona bez efektu ściągnięcia. Nie ma mocnego efektu złuszczenia, bo jak wspomniałam wyżej żel nie posiada ścierających drobinek. Zatem nie rezygnujmy z peelingów, bo żel nie jest wstanie go zastąpić.

Poziom oczyszczenia skóry jest na prawdę przyzwoity i poranna toaleta jest bardzo przyjemna również z uwagi na cytrusowy zapach produktu. Jeśli chodzi o wieczorny rytuał pielęgnacyjny to demakijaż oka wykonuje przy użyciu płynu micelarnego, a makijaż twarzy upłynniam olejkiem. Dopiero wtedy do akcji wkracza żel do twarzy Cien. Kosmetyk świetnie radzi robię ze zmyciem pozostałości po demakijażu pozostawiając skórę czystą. Widziałam opinie dziewczyn na wizażu, że tym żelem są w stanie zmyć cały makijaż, a nie jego pozostałości. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby robić demakijaż żelem do twarzy, także w tej kwestii się nie wypowiem.




Czytałam na jego temat dużo pozytywnych recenzji, ale ja mogę podpisać się jedynie pod tym, że jest poprawny. Ot zwykły żel w niskiej cenie. Nie szkodzi, ale też nie wykazuje dogłębnego działania pielęgnacyjnego. Jestem posiadaczką cery mieszanej i produkt mnie nie podrażnił, ani nie uczulił. Nie poleciłabym go jednak do cery wrażliwej, bo w dni kiedy kondycja cery była, nazwijmy to, nadwyrężona czułam lekkie pieczenie po użyciu tego żelu, które ustępowało w chwili nałożenia kremu do twarzy.




Z pozytywnych aspektów mogę wyliczyć jeszcze fakt, że produkt jest odpowiedni dla wegan. Nie rozpisałam składu, więc zmuszona jestem uwierzyć producentowi na słowo 😆.


Stosowałyście ten żel ?? Jak Wam się sprawdził ? 

Czytaj dalej

Jak ochłodzić blond drogeryjną farbą ? - Syoss PROFESSIONAL PERFORMANCE, KREM TRWALE KOLORYZUJĄCY SALONPLEX 10-5 BLOND LOS ANGELES

Drugie podejście i zaskakujące efekty !



Dzisiaj mam Wam do pokazania efekty koloryzacji, którą przeprowadziłam na początku lipca. Wybaczcie takie opóźnienie, ale mam ostatnio mało czasu... Zwlekałam nie tylko z publikacją, ale także z wykonaniem zabiegu. Powodem było moje niezdecydowanie odnośnie kolejnej farby. Jednak czas imprez okolicznościach zmusił mnie do szybkiej decyzji. Stojąc przed drogeryjną półką z farbami byłam totalnie zdezorientowana. Ostatecznie, żeby nie kombinować (i nie skompromitować się w razie wpadki) wybrałam farbę Syoss, żeby dać jej jeszcze jedną szansę. Farbowałam nią włosy 4 miesiące temu - tu efekty. Tym razem, by nie popełnić tego samego błędu co poprzednio, kupiłam dwa opakowania.

Po zmieszaniu zawartości utleniacza z farbą nałożyłam mieszankę na odrost i odczekałam ok. 35 min. Następnie moja kochana siostrunia ♥ rozprowadziła farbę na długości. Kolejne 10 minut spędziłam w oparach smrodu nie z tej ziemi zamknięta w łazience. Przez cały proces koloryzacji towarzyszyło mi pieczenie skóry głowy.

Po upływie czasu zmoczyłam włosy i spieniłam farbę. Już wtedy czułam, że skóra jest wrażliwa. Spłukałam farbę i spieniłam ulubiony szampon po czym spłukałam i nałożyłam na odciśnięte z wody włosy maskę dołączona do opakowania. Również spłukałam. Podczas całego zabiegu wypadło mi nieco więcej włosów niż zwykle.




Przez kolejne 24 h zmagałam się z jakąś dziwną wrażliwością skóry głowy. Lekkie pieczenie i nadwrażliwość minęły dopiero po kolejnym myciu. Mam wrażenie, że farba mnie uczuliła.

Kolor wyszedł na prawdę całkiem fajny. Odrost nie złapał w 100 % i widać, że włosy u nasady są nieco żółte. Z kolei te na długości są chłodne i prezentują się na prawdę świetnie.

Myślę, że gdybym zaczęła używać tej farby regularnie to uzyskałabym, w końcu mój wymarzony chłodny blond. Niestety nie mogę tego zrobić, bo boję się kolejnej reakcji alergicznej. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak fryzjer 🙀.


Czytaj dalej

Dodaj sobie blasku - LUMI STROBING Rozświetlacz w płynie DRY CHAMPAGNE

Srebrzysty i iskrzący



Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wielką fanką błysku! W makijażu oka zawsze stawiam na choćby minimalny blask, a rozświetlenie twarzy to u mnie punkt obowiązkowy. Nieważne, że żar leje się z nieba... po prostu pominięcie rozświetlacza to dla mnie kaleczenie rzemiosła.




Spotkałam się z zasadą - "masz mieszaną cerę ? Rozświetlacz nie jest dla Ciebie". Ja jestem posiadaczką cery mieszanej, która wyświeca się w strefie T, ale absolutnie nie przeszkadza mi to w używaniu rozświetlacza. Uwielbiam podkreślać szczyty kości jarzmowych, a także nos i brodę, czyli dość problematyczne strefy.




Dzisiejszy bohater to rozświetlacz w płynie od marki Revers, czyli Lumi Strobing w kolorze numer 04 Dry Champagne. Więcej informacji o nim znajdziecie TU. Produkt zamknięty jest w plastikowym pojemniczku z pipetką o pojemności 15 ml. Konsystencja jest dość gęsta i trochę trudno wydobyć ją z opakowania. Barwa na pierwszy rzut oka wydaje się ciepła. Jednak po rozprowadzeniu na skórze deklaruje się w zimnym odcieniu srebra z nutką różu. Zakupicie go TUTAJ za około 15 zł.




Rozświetlacze płynne nie są moimi faworytami. Zwykle sięgam po te w kamieniu lub sypkie. Z produktem Revers musiałam nauczyć się współpracować, bo wcześniej nie miałam okazji używać takiej formy rozświetlacza.

Mam dwa ulubione sposoby aplikacji rozświetlacza Lumi Strobing Revers. Pierwszy to wklepywanie produktu gąbką na jeszcze wilgotny nieprzypudrowany podkład. Następnie zacementowanie, czyli puder i konturowanie. Rozświetlacz daje efekt gładkiej, mokrej tafli. Prezentuje się dość intensywnie, więc nie muszę wzmacniać go dodatkowo sypkim produktem.




Drugi, zdecydowanie częściej wykonywany przeze mnie, zabieg to rozświetlanie ciała przy pomocy Lumi Strobing. Najlepiej sprawdza mi się w formie zmieszanej z balsamem. Do porcji balsamu dodaję 3 - 4 krople produktu. Rozświetlacz świetnie łączy się z balsamem do ciała. Przy takiej mieszance uzyskuje piękną połyskującą tafle. Jednak miejcie na uwadze fakt, że rozświetlacz ma chłodne tony, więc przy mocnej opaleniźnie będzie się wyróżniał. Dla bladziochów powinien być w sam raz, bo nie przyciemnia skóry.




Próbowałam również zaaplikować go solo na ciało. Jednak ciężko go rozprowadzić skutkiem czego robią się plamy. Mam na myśli takie skoncentrowane drobinki w jednym miejscu, które nie sposób rozetrzeć.


Jakie są Wasze ulubione sposoby aplikacji rozświetlacza w płynie? A może wolicie wersję sypkie ?


Czytaj dalej

Czy cena zawsze idzie w parze z jakością ? - Cienie do powiek NEW CITY TRENDS, PROFESSIONAL EYESHADOW PALETTE

Jakość nie powala 😢



Nie jestem specjalistą w dziedzinie makijażu, ale uwielbiam się malować 💗. Chłonę mnóstwo filmików makijażowych i przepadam zarówno za tymi artystycznymi jak i tymi codziennymi. Na te typowo instagramowe niestety sobie nie pozwalam, bo nie mam tak dużo czasu na zabawę cieniami. Bardzo lubię robić makijaże użytkowe i wzbogacać je drobnym akcentem kolorystycznym. Zazwyczaj sięgam więc po palety o stonowanych i neutralnych barwach. Dzisiaj mam Wam do pokazania paletę utrzymaną właśnie w takich bardzo wyważonych i codziennych kolorach. Mowa o paletce Revers New City Trends Set 1 w numerze 03.




"NEW CITY TRENDS 
PROFESSIONAL EYESHADOW PALETTE, Cienie do powiek
to kompaktowa paleta idealnie dobranych cieni do powiek. Zestaw zawiera 6 nowych odcieni o różnorodnych efektach wykończenia - od matowych przez satynowe po metaliczne. Dzięki intensywnej pigmentacji możesz stworzyć wyrazisty, efektowny makijaż oczu, który utrzyma się przez cały dzień. Wysoki poziom nasycenia koloru i delikatna konsystencja zapewnia bezproblemową aplikację - cienie doskonale się rozcierają i dobrze przylegają do skory. Zestaw odpowiedni do makijażu dziennego oraz wieczorowego."*

* więcej znajdziecie TU


Paleta jest mała i poręczna, wykonana z plastiku. Niestety nie posiada lusterka. Zapakowana była w kartonik. Paletę zakupicie TU za niecałe 15 zł.




Przedstawię Wam teraz kolory. Niestety nie posiadają one żadnych nazw, ani numerów, więc po prostu zacznę od lewej strony. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że kolorystyka jest bardzo fajna. Jednak w miarę użytkowania zaczęłam zauważać niedociągnięcia. Paleta nie posiada matowego beżu, który moim zdaniem powinien znaleźć się w każdej paletce. Robiąc makijaż paleta Revers muszę posiłkować się inną posiadającą matowy beż, który używam na ruchomą powiekę jako podkład lub pod łuk brwiowy.




Zamiast matowego beżu w palecie Revers znajduje się biały mat (dodam, że to jedyny mat w palecie), który jest totalnie nieużytkowy. Konsystencją przypomina kredę. Osypuje się i właściwie nie da się go połączyć z innym kolorem. Podczas blendowania pigment wytrąca się do zera.

Kolejny po białym jest kolor przypominający beż przełamany pistacją - tak wygląda w opakowaniu. Na powiece prezentuje się jako satynowe srebro. Krycie ma znikome, a konsystencja jest dość sucha.




Kolor numer 3 to jeden z lepszych w tej palecie. Ma przepiękna barwę metalicznego brązu. Utrzymany jest w ciepłej tonacji. Ma masełkową konsystencje. Wystarczy odrobinę zanurzyć palec, żeby wydobyć maksymalny pigment i to bez użycia mokrej bazy. Łatwo się przyczepia do powieki, świetnie rozciera i łączy z innymi kolorami. Ładnie się utrzymuje i posiada pełne krycie. Mi służy jako nabłyszczenie centralnej części powieki ruchomej. Jako takie zwieńczenie całości.

Numer 4 to metaliczne złoto. Żałuję, ale w tym przypadku konsystencja nie jest tak dobra jak w przypadku metalicznego brązu nr 3. Złoto jest znacznie bardziej suche. Przy próbie aplikacji cień się zbryla i tworzy jakieś dziwne grudki. Trzeba trochę popracować, żeby uzyskać tafle. Kolor ma prześliczny - takie stare złoto. Krycie również na dobrym poziomie.




Numer 5 to satynowy brąz. Posiada maleńkie drobinki przez co nie mogę zaliczyć go do matów. Utrzymany w chłodnej tonacji. Konsystencja jest całkiem fajna, nie jest zbyt suchy i łatwo się rozprowadza do chmurki. Krycie na średnim poziomie.

Ostatni cień w palecie to satynowa szarość. W opakowaniu wygląda trochę jak czerń, ale nią nie jest. Na powiece wypada szaro i trochę jakby brudno. Ma miękką konsystencję podobnie jak poprzednik. Nie posiada pełnego krycia, ale mimo wszystko da się nim wzmocnić zewnętrzny kącik oka. Łatwo się rozciera i łączy. Kolor trochę kłopotliwy w blendowaniu.




Myślę, że jako paletka startowa jest w stanie komuś posłużyć. Mi brakuje w niej kilku kolorów, a niektórych bym się po prostu pozbyła. Szkoda, że nie posiada więcej matów. Z pewnością byłabym bardziej usatysfakcjonowana, gdyby zamiast tych satynowych cieni były maty. Metaliczne cienie są jeszcze w stanie się obronić, choć złoto się bryli. Co jest dość dziwne. A kredowa biel totalnie nie odnajduje zastosowania w moim makijażu.


Byłam pełna nadziei wybierając te paletę. Żałuję że nie sprawdziła się tak dobrze jak inne kosmetyki marki Revers.


Czytaj dalej

Nowość w pielęgnacji moich włosów - łagodny szampon Khadi Shikakai

Nawilżenie i połysk



Jeśli wybieracie się na zakupy włosowe to najpierw przeczytajcie ten wpis 😁. Jest duże prawdopodobieństwo, że zapiszcie na liście dodatkowy szampon.

Szampon Khadi Shikakai mam w użyciu od miesiąca i myślę, że to odpowiednia pora by powiedzieć o nim kilka słów. Już jutro czyli 15 lipca będzie miała miejsce premiera tego produktu.



Szampon Khadi Skikakai  

"Ajurwedyjski szampon z Shikakai od Khadi to bogaty w naturalne składniki, delikatny, ale skuteczny kosmetyk, który przeznaczony jest do codziennego mycia wszystkich rodzajów włosów. Szampon wykazuje działanie nawilżające, wygładzające i nabłyszczające. Odświeża i odżywia skórę głowy oraz wzmacnia i chroni strukturę włosów. Szampon ten jest idealny dla osób rozpoczynających swoją przygodę z naturalną pielęgnacją włosów.





Składniki potwierdzające skuteczność szamponu:

Shikakai - wzmacnia cebulki, stymulując wzrost włosów. Nadaje włosom gładkość i jedwabisty połysk oraz ułatwia ich rozczesywanie.    

Aloe Vera - utrzymuje odpowiednią wilgotność włosów sprawiając, że są intensywnie i długotrwale nawilżone.    

Brahmi - dzięki zawartości przeciwutleniaczy chroni i wzmacnia skórę głowy oraz strukturę włosów, jak i zapobiega podrażnieniom.

Kosmetyk w 99,8% naturalny. Nie zawiera syntetycznych barwników, zapachów i konserwantów, wzmacniaczy kolorów, nadtlenków, amoniaku oraz innych dodatków chemicznych. Posiada certyfikat Cosmos Natural."


Skład:



Aqua, Lauryl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Coco-Glucoside, Glycerin, Erythritol, Sodium Coco Sulfate, Sodium PCA, Azadirachta Indica Leaf Extract, Eclipta Prostrata Extract, Centella Asatica Extract, Betaine, Lawsonia Inermis Extract, Acacia Concinna Fruit Extract, Sodium Levulinate, Potassium Sorbate, Emblica Officinalls Fruit Extract, Citrus Reticulata Peel Oil, Parfum, Limonene, Citral, Citronellol, Eugenol, Earnesol, Geraniol, Limonene, Linalool




Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej buteleczce z ukrytym dozownikiem "na klik" o pojemności 210 ml. Konsystencja nie jest zbyt gęsta, zabarwiona na brązowo. Szata graficzna jest stonowana, utrzymana w kolorach natury.




Szampon stosuję przy każdym myciu, czyli zazwyczaj co drugi dzień, ale zdarza się, że także codziennie. Kosmetyk bardzo dobrze się pieni. Już niewielka ilość wystarcza na rozprowadzenie produktu i umycie skóry głowy. Wydajność zatem jest bardzo dobra. Szampon plącze włosy podczas aplikacji i dokładne dotarcie do skóry jest nieco utrudnione. Włosy na długości nie myję nim bezpośrednio tylko przeciągam po nich pianą. Po spłukaniu zawsze nakładam odżywkę na włosy od ucha w dół. Jest to mój rytuał, którego nigdy nie pomijam. Włosy nie sprawiają wiele trudności przy rozczesywaniu.




Włosy po użyciu szamponu Khadi Shikakai są niezwykle błyszczące! Znacznie bardziej puszyste i odbite od nasady. Zauważam także poprawę poziomu nawilżenia szczególnie na końcówkach, na których najbardziej widać zniszczenie. Skóra głowy jest odświeżona i dobrze oczyszczona, ale nie podrażniona. Składnik Shikakai ma wpływać korzystanie na cebulki włosów i stymulować ich wzrost. Na tą chwilę nie zauważyłam nowych włosów, ale też czas stosowania jest zbyt krótki. Jeśli coś nowego pojawi się na mojej głowie to na pewno dam znać 😊.




Moim zdaniem szampon świetnie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji. Posiada łagodne detergenty, aloes (już na trzecim miejscu w składzie!) oraz bardzo dużo ekstraktów. Nie zawiera silikonów, ani substancji obrażających włosy, czyli tych które się nadbudowują i trzeba je później usuwać szampanem z silnym detergentem.




Pomimo tak przyjaznego składu całkiem nieźle utrzymuje świeżość włosów.  Zazwyczaj szampony nie zawierające w swoim składzie mocniejszych zdzieraków bardzo szybko powodują u mnie przetłuszczanie się skóry głowy. W takich przypadkach zmuszona jestem myć włosy codziennie. Szampon Khadi Shikakai używam z powodzeniem co drugi dzień i nie narzekam na "przyklap" przy skórze 😁.


Czytaj dalej

Zwiększ trwałość makijażu przy pomocy odpowiedniej bazy - Revers utrwalająca baza pod makijaż PRO FIXER MAKE-UP BASE

Niezawodna ?



Dzisiejszy post będzie poniekąd kontynuacją ostatniego wpisu dotyczącego podkładu od marki Revers. Poruszałam w nim wątek trwałości podkładu Naked Skin Match, która w połączeniu z dzisiejszym bohaterem znacznie się zwiększa. Mowa o utrwalającej bazie pod makijaż PRO FIXER MAKE UP BASE, po więcej szczegółów zapraszam TUTAJ.




Baza zamknięta jest w szklanej buteleczce z pompką o pojemności 30 ml. Produkt jest bezbarwny i bezwonny. Konsystencja jest gęsta, ale bardzo lekka, określiłabym ją jako żelowa.

Bazę aplikuje bezpośrednio na czystą cerę po uprzednim wklepaniu w nią kremu. Produkt ma silikonową, dość gęstą konsystencję, ale rozprowadza się bardzo przyjemnie. Ze względu na fakt, że baza jest silikonowa aplikuje ją tylko w najbardziej problematyczne strefy mojej twarzy tj czoło, nos i broda. Nie przeciągam jej na policzki w obawie przed zapchaniem cery.




Buzia po nałożeniu produktu natychmiast się wygładza, pory są wypełnione i praktycznie niewidoczne. Nie czuje ściągnięcia, a wręcz przeciwnie mam wrażenie, że skóra jest elastyczna. Twarz jest miła w dotyku i zmatowiona. 




Nałożony na bazę podkład trzyma się bez zarzutu. Świetnie chwyta się skóry bez względu, czy nakładam go gąbką, czy palcami. Miałam jakiś czas temu doświadczenie z bazą silikonową, po której podkład się wręcz ślizgał i podczas wklepywania odklejał... Na szczęście w tym przypadku nie ma o tym mowy. Zaznaczę jednak, że bazę Revers stosowałam pod podkład tej samej marki. Zatem możecie mieć pewność, że oba produkty świetnie ze sobą współpracują.




Jeśli chodzi o trwałość makijażu po nałożeniu bazy to jest na prawdę na wysokim poziomie. Miałam okazję użyć jej szykując się w ubiegłą sobotę na wesele i makijaż przetrwał prawie 10 h. W między czasie przypudrowałam go tylko dwa razy i to dosłownie odrobinkę. Mam problem z innymi bazami, bądź podkładami nałożonymi bez bazy. Zazwyczaj przy próbie użycia bibułki matującej trochę podkładu nią zbieram i powstaje prześwit. Przy użyciu bazy Revers nie miałam z tym problemu.

Podczas użytkowania produkt mnie nie zapchał, nie uczulił ani nie podrażnił. Nie działał też negatywnie na zmiany skórne, które leczę dermatologicznie.




Produktów tego typu nie używam codziennie, bo też nie robię makijażu każdego dnia. Jednak miałam trochę czasu, aby przetestować ją dokładnie w każdych warunkach (nawet plus 35 stopni) i jestem z niej na prawdę zadowolona. Spowalnia wyświecanie się w strefie T, pomaga równomiernie rozprowadzić podkład i świetnie go utrzymuje. Mam do niej zaufanie i bez obaw używam nawet przy większych uroczystościach.

Bazę można dostać TUTAJ za niecałe 20 zł 😺


Czytaj dalej