Strony

Maksymalna ochrona i pielęgnacja ust oraz podrażnionej skóry ciała - duńska marka Ecooking lip balm oraz multibalm

Kosmetyki które można zjeść ?



Ostatnio coraz częściej w moje ręce wpadają kosmetyki organiczne o przejrzystych i naturalnych składach. Cieszę się, że na rynku jest coraz większy wybór wśród takich produktów. Jakieś dwa miesiące temu odkryłam nową zupełnie mi nieznaną duńską markę Ecooking food for your skin, która w swoim asortymencie posiada produkty tworzone z naturalnych składników. Niektóre z ich kosmetyków są jadalne !

Dzisiaj zrelacjonuje Wam jak używało mi się balsamu do ust Ecooking Lip Balm (almond oraz argan oil) pomegranate oraz wielofunkcyjnego balsamu, czyli Multibalm.




Zacznę od balsamu do ust, który zamknięty jest zgrabnym słoiczku o pojemności 15 ml, który gotowy jest do ponownego przetworzenia. Dostępny jest w Douglasie i kosztuje około 40 zł. Ma masełkowo-żelową konsystencję o świeżym słodkim zapachu. Prosto z opakowania pachnie wręcz jak guma balonowa. Dodatkowo różowy kolor produktu do złudzenia kojarzy się z gumą do żucia.




Balsam świetnie sprawdza mi się w codziennej pielęgnacji. Cienką warstwę nakładam w ciągu dnia, aby nawilżyć usta i je uelastycznić. Z kolei znacznie grubszą warstwę stosuje na noc by usta zregenerować i odżywić.




Produkt nie wchłania się całkowicie. Jest na tyle gęsty, że nie rozpływa się po kącikach ust i trzyma w miejscu gdzie został zaaplikowany. Bardzo długo pozostaje na wargach i sprawia że są elastyczne i gładkie. Przy używaniu tego produktu zapomniałam czym są spierzchnięte usta.

Jeśli lubicie owocowe balsamy do ust, które smakowicie pachną i sprawiają że usta stają się kuszące to serdecznie polecam ten produkt.




Multibalm to z kolei produkt o działaniu leczniczym do stosowania nie tylko na usta, ale także na suchą skórę łokci i pięt, a także na swędzące miejsca po ukąszeniu owadów.




Produktu zamknięty jest w podobnym słoiczku co balsam do ust, ale o większej pojemności (30 ml). Koszt to około 60 zł i również dostępny jest w Douglasie. Konsystencja przypomina mi taki już delikatnie skrystalizowany miodek. Ma specyficzny zapach, który porównałabym do wosku.




Dla mnie ten kosmetyk to istne wybawienie. Od wielu lat zmagam się z bardzo suchą skórą na dłoniach, która w sezonie jesienno-zimowym przeradza się wręcz w stany zapalne. Po konsultacji dermatologicznej wiem, że muszę dłonie mocno natłuszczać i nie dopuścić do popękania skóry.




Mutlibalm sprawdził mi się rewelacyjnie do tego zadania. Stosuje go głównie na noc, z uwagi na to, że jest to produkt bardzo tłusty. Aplikuje grubą warstwę balsamu, a w skrajnych sytuacjach nakładam bawełniane rękawiczki. Niesie ogromne ukojenie dla moich dłoni. Natychmiastowo nawilża, natłuszcza, uelastycznia i regeneruje. Nie wchodzi w reakcje z uszkodzonym naskórkiem.

Dzięki systematycznemu stosowaniu widzę że dłonie są w świetnym stanie. Bez żadnej pielęgnacji już pierwsze chłodniejsze dni sprawiłyby, że skóra stała by się popękana i czerwona.




Jak widzicie po zużyciu oba produkty są niezwykle wydajne i pomimo wysokiej ceny myślę, że warto w nie zainwestować. Znacie kosmetyki Ecooking food for your skin ?


Udostępnij ten post

6 komentarzy :

  1. Balsamów tych nie znam, zresztą i o samej marce nie słyszałam, ale dobrze, że są wydajne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam odwieczny problem z przesuszonymi dłońmi w okresie jesienno-zimowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Markę kojarzę, ale nic nie miałam. Oba kosmetyki mnie zaciekawiły, lubię tego typu, dobre produkty. Szczególnie balsam do ust, do których mam trochę słabość :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Skuteczne, wydajne więc na pewno warte swojej ceny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie skusiłabym się na owocowy balsam do ust. Bardzo lubię takie produkty :). Już wyobrażam sobie ten zapach!

    OdpowiedzUsuń