Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty

Jak jesienią zadbać o nawilżenie skóry twarzy? - AA Hydro Sorbet Korea żel aloesowy

 Hejka kochani 🥰



Wracam po dłuższej przerwie, żeby pokazać Wam co nowego gości w mojej pielęgnacji. Dziś zdecydowanie na uwagę zaslużył sobie kosmetyk, który od kilku miesięcy dba o odpowiedni poziom nawilżenia mojej skóry twarzy. Mowa o Hydro Sorbet Korea, czyli żelu aloesowym od AA.



Z uwagi na kurację dermatologiczną, którą wprowadziła moja Pani Doktor niestety moja skóra twarzy od jakiegoś czasu zrobiła się mocno przesuszona. Oczywiście nastąpiła również poprawa w kwestii zaskórników i wyprysków (na czym mi głównie zależało). Po kuracji dermatologicznej nastąpiło pogorszenie pod względem suchości i ściągnięcia skóry. Postanowiłam temu zaradzić sama i tak trafiłam na żel aloesowy od AA. 



Produkt nakładam na uprzednio umytą i stonizowaną skórę. Wystarczy kropla, aby bez problemu pokryć całą twarz i szyję. Żel błyskawicznie się wchłania i pozostawia skórę lekko lepką, ale efekt ten mija po nałożeniu kremu. Taki zestaw nakładam dwa razy dziennie, rano i wieczorem. 



Poprawę zauważyłam już po 4-5 dniach stosowania. Skóra stała się zdecydowanie bardziej miękka, elastyczna i gładka, bez efektu ściągnięcia. 



Teraz na jesień wdrożyłam ten zabieg na stałe i jestem bardzo zadowolona. 



Jeśli chodzi o skład produktu to jest na prawdę dobry. Według producenta zawiera aż 96% aloesu. Analizowałam go już przed zakupem próbując rozstrzygnąć, który żel aloesowy wybrać. Padło właśnie na ten produkt z uwagi na dobrą jakość w stosunku do ceny i pojemności. Jedynie z INCI można by się pozbyć jednego konserwantu, który bez problemu można zastąpić innym bardziej bezpiecznym. Ale uważam że i tak nie jest źle.



Cena to około 10-15 zł w zależności od sklepu za 200 ml pojemności. Ja kupiłam go w promocji w Rossmann za troszkę ponad 10 zł. 




Czytaj dalej

Kosmetyki Drogeryjne - Mówię Jak Jest ! - Isana Professional Power Volume szampon zwiększający objętość

Testuję kolejny szampon z serii profesjonalnej od Isana...



Opis produktu:

Isana Szampon zwiększający objętość Power Volumen jest przeznaczony do włosów delikatnych i słabych. Isana Szampon zwiększający objętość Power Volumen posiada formułę, której składnikami są kolagen, ekstrakt z lilii wodnej i prowitamina B, powoduje efekt zwiększenia objętości włosów bez ich jednoczesnego obciążania. Włosy od korzeni po końcówki otrzymują witalność, połysk i większą objętość.


Skład:

Aqua woda, Sodium Laureth Sulfate (detergent, substancja myjąca, odtłuszczająca, może podrażniać), Cocamidopropyl Betaine (związek chemiczny pozyskiwany z oleju kokosowego - myje, pieni się, działa łagodząco), Sodium Chloride (substancja polerująca, ścierająca, zagęszcza, może podrażniać), Parfum zapach, Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, łagodzi podrażnienia, ułatwia gojenie), Polyquaternium-10 (pieni się, zwiększa poślizg, zagęszcza), Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein (proteiny zbożowe - zapobiega elektryzowaniu, wygładza, pogrubia, wypełnia uszkodzenia, ułatwia rozczesywanie, wzmacnia, nawilża, odżywia), 





Nymphaea Alba Root Extract (ekstrakt z korzenia lilii - zmniejsza przebarwienia, rozjaśnia, działanie bakteriobójcze i przeciwzapalne), Soluble Collagen (kolagen - odbudowuje, odmładza, wygładza i nawilża), Propylene Glycol (nośnik substancji aktywnych, nawilża), Sorbitol (związek chemiczny otrzymywany przez redukcję glukozy - zagęszcza, nadaje poślizg, wiąże wodę, nawilża, uelastycznia), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach), Potassium Sorbate (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Benzoic Acid (konserwant).


Cena: ok. 9 zł za 250 ml w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:




Szampon mieści się w plastikowej, fioletowej tubie zamykanej na zatrzask o pojemności 250 ml. Konsystencja kosmetyku jest odpowiednio gęsta i bezbarwna.


Moja opinia:

Szampon stosuje już kilka miesięcy i właśnie dobijam do dna. Zdarzało mi się używać go zamiennie z innym szamponem - wyjaśnię dlaczego w dalszej części. Produkt zatem jest dość wydajny. Umila każda aplikację przepięknym kwiatowym zapachem, który utrzymuje się na włosach kilka godzin, a przy związanych włosach da się go wyczuć nawet na drugi dzień !





Aplikacja jest bardzo łatwa, bo kosmetyk świetnie się pieni i bardzo gładko sunie po włosach, prawie ich nie plącząc. Szampon świetnie domywa skórę głowy i włosy już przy pierwszym użyciu, zatem mycia nie trzeba powtarzać. Ja dla zasady zawsze nakładam na długość włosów odżywkę po myciu, żeby maksymalnie ułatwić rozczesywanie. Dlatego nie wiem jak sprawdza się sam szampon  na długości. Ale mniemam, że nie splątuje ich zanadto, bo jak wspomniałem sama aplikacja jest prosta i nie plącze kosmyków.





Po zastosowaniu skóra głowy jest świetnie oczyszczona, a włosy odbite od nasady ! - myślicie sobie - reklama ! Nic z tych rzeczy. Jestem na prawdę pozytywnie zaskoczona tym tanim i jakże dostępnym produktem.





Ponadto szampon nadaje włosom dużo puszystości i sprężystości. Także z oklapniętych średnio wyglądających kłaczków robi się fajny push up. Jednak tutaj należy znać umiar. Nawiąże teraz do tego dlaczego stosowałam go zamiennie z innymi szamponem. Przy ciągłym myciu tylko produktem Isany zauważyłam, że włosy na długości mocno się przesuszają. Składniki, które świetnie działają przy skórze (czyli dokładnie oczyszczają i odbijają włosy od nasady) najwyraźniej nie służą włosom na długości przy dłuższym stosowaniu.





Uznałam zatem, że produkt należy do grupy mocniejszych szamponów i stosowałam go zamiennie z delikatnym szamponem (w proporcji 3 mycia:1 mycia - gdzie trzy to Isana, a jeden to delikatny szampon). Zaznaczę też, że nie myje włosów codziennie, a co drugi dzień. Taki układ okazał się bardzo trafiony i dobrze mi służy.

Jeśli chodzi o skład to miałam początkowo wrażenie, że będzie ciut lepszy niż poprzedni szampon z tej serii (TU). Jednak jak go rozpisałam... zabiła mnie ilość konserwantów. Poza tym te mocne zdzieraki 😟.





Szkoda, że szampony Isana z serii profesjonalnej bazują na prawie identycznych składach. Pomimo niechlubnego inci lubię działanie tego produktu. Może to trochę przewrotne ale widziałam też na wizażu, że opinie są mocno skrajne. A jakie jest Wasze zdanie ? 😄


Czytaj dalej

Czy dobry skład idzie w parze z efektami na skórze ? - Bielenda Bakuchiol Regenerujący krem pod oczy przeciwzmarszczkowy

Aż 97 % składników pochodzenia naturalnego




Witajcie! 

Jakiś czas temu zachwycałam się kremem do twarzy z nowej linii Bielendy. Mowa oczywiście o swego czasu wiodącej prym linii Bakuchiol, która może poszczycić się na prawdę świetnymi składami kosmetyków. Idąc tą ścieżką postanowiłam wypróbować ich kolejne produkty. Już niebawem pojawi się recenzja płynu micelarnego, a już dziś zamierzam opowiedzieć Wam co nieco o kremie pod oczy. 





Produkt mieści się w plastikowej tubce o pojemności 15 ml, która z kolei zamknięta jest tekturowym pudełeczku. Szata graficzna utrzymana w motywach kwiatowych idealnie współgra z resztą kosmetyków z tej linii. Konsystencja jest odpowiednia, nie za rzadka i nie za gęsta. Powiedziałabym, że idealna do aplikacji.





Kosmetyk stosuję dwa razy dziennie. Rano po umyciu twarzy i nałożeniu toniku, serum i kremu do twarzy na dzien. Z kolei wieczorem po uprzednim demakijażu i nałożeniu toniku, serum i kremu do twarzy na noc. Opuszkami placów wklepuje kroplę produktu w skórę pod oczami oraz na powieki. Krem pod oczy Bielenda Bakuchiol aplikuje się na prawdę wygodnie, nic się nie roluje i szybko się wchłania. 





Krem dobrze przytrzymuje korektor i puder, nie rozmazuje ich i nie skraca ich trwałości. Skóra pod oczami jest nawilżona i elastyczna w momencie aplikacji. Niestety to tyle jeśli chodzi o plusy. 





Szczerze mówiąc zawiodłam się mocno na tym kremie. Myślałam, że otrzymam bogatą pielęgnację, która na długo nawilży, odżywi, natłuści i wygładzi skórę. Niestety tak się nie stało. Kosmetyk jest niezwykle lekki. Może dla niektórych osób będzie to atut, ale dla mnie to za mało. Moja skóra wymaga mocniejszego działania, a krem Bielenda tylko na chwilę daje mi poczucie komfortu. Dosłownie moment po nałożeniu w zasadzie nie czuć, że cokolwiek było aplikowane. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że skóra jest sucha, czy ściągnięta, bo nie jest (w końcu zaaplikowałam wcześniej na nią krem do twarzy). Zupełny brak wygładzenia i odświeżenia. O jakiejkolwiek korekcji zmarszczek, czy chociażby redukcji ceni pod oczami nie ma nawet mowy.





Aktualnie wykończyłam całe opakowanie produktu i nie zauważyłam żadnych długofalowych efektów. Ponadto przez fakt, że produkt nic "nie robi" nakładałam go więcej i skutkiem tego bardzo szybko się skończył. Wydajność zatem jest przeciętna. 





Co do składu to jest na prawdę bogaty i wartościowy, dlatego kompletnie nie rozumiem, co nie zagrało w połączeniu z moją skórą 🤷‍♀. 





Jeśli szukacie lekkiego kremu pod oczy to myślę, że będziecie z niego zadowolone. Niestety dla mnie jest za lekki, a jego działanie za słabe. Ale myślę, że przez wzgląd na wspaniały skład godny jest polecenia dla mniej wymagających skór. 


Czytaj dalej

Prawdziwa torpeda ! - Nawilżający krem przeciwzmarszczkowy do twarzy Bielenda Bakuchiol 40 plus

Efekt BioRetinol




Recenzja kremu goni recenzję kremu 😂, ale nazbierało mi się trochę produktów do opisania, więc nadrabiam zaległości... Nowa seria Bakuchiol od Bielendy ciekawiła mnie od momentu, gdy wypatrzyłam ją na półce w Rossmannie. Z początku podchodziłam sceptycznie, bo linia przeznaczona jest dla "wiekowych dam" 😁, ale po sprawdzeniu składów od razu wrzuciłam do koszyka dwa produkty. Krem do twarzy i krem pod oczy. Dlaczego korzystam z kremu do twarzy 40+? Czy seria Bakuchiol od Bielendy wyróżnia się na tle innych kosmetyków tej marki? Jak to jest z tym składem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tekście poniżej 😊 zapraszam! 





Krem mieści się w szklanym słoiczku z nakrętka o pojemności 50 ml, który z kolei zamknięty jest w tekturowym pudełeczku. Grafika utrzymana jest w motywach kwiatowych. Dużo producentów kosmetyków naturalnych skłania się ku takim wzorom i w sumie się nie dziwię. Co innego lepiej odwzorowuje zamiłowanie do składników naturalnych jak nie kwiaty? 💕 Konsystencja jest jedwabista i zwarta o białej barwie. Zapach jest niezwykle subtelny i przywodzi mi na myśl wiosenny bukiet. 





Krem nakładam na twarz i szyję dwa razy dziennie po uprzednim umyciu twarzy i zastosowaniu toniku i serum. Z racji tego, że producent zaleca stosowanie kremu zarówno rano i jak wieczorem postanowiłam zrezygnować z osobnego kremu na noc. Także kosmetyk został przeze mnie solidnie przetestowany. Krem aplikuje się bardzo przyjemnie. Nic się nie roluje nawet, gdy nałożę grubszą warstwę. Produkt dość szybko się wchłania pozostawiając lekkie aksamitne wykończenie. 





Buzia po użyciu jest gładka, jedwabista, elastyczna, odżywiona zregenerowana, miękka, promienna i nawilżona. Mam wrażenie, że kosmetyk jest minimalnie lżejszy od testowanego przeze mnie ostatnio kremu z Soraya Naturalnie TU. Uważam, że to nawet na plus, bo nieco lepiej przytrzymuje podkład i trwałość makijażu odrobinę się wydłuża. 





Nie powinna Was przerażać wizja stosowania kremu 50+, 60+ czy 70+. Ja się tym w ogóle nie przejmuje. Krem należy dopasować do preferencji cery. Jeśli moja cera potrzebuje regeneracji to krem regenerujący 60+ będzie w sam raz (przykładowo). Posiada składniki, które są niezbędne dla tego typu skóry, zatem jest idealny. Ale abstrahując od tego... 





Produkt Bielenda Bakuchiol stosuje od 2 miesięcy, więc wydajność jest standardowa, biorąc pod uwagę że używam go dwa razy dziennie. Przez ten czas nie zaobserwowałam jakichś nowych niepokojących zmian na mojej skórze (niestety) skłonnej do trądziku. Produkt mnie nie uczulił ani nie podrażnił. 





Co do składu to... jestem zachwycona 💚. Zazwyczaj substancją bazową kremów jest woda. Nie w tym przypadku. Już na samym początku składu mamy hydrolat z róży, następnie woda. Z ciekawszych składników glikol roślinny, skwalan, olej arganowy, olej kokosowy, emolient pozyskowany z nasion ostropestu, olej awokado, witamina E, (tytuowy) bakuchiol, ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, olej z nasion i owoców żurawiny, ceraminy, olej z nasion Sacha Inchi, oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, sterol roślinny, witamina C, olej sojowy. Jak dla mnie bomba ! Treściwy, ale jednocześnie lekki. 

Z całego serca polecam, tym bardziej, że aktualnie jest w promocji w Rossmannie :)


Czytaj dalej

Dobry skład - Nawilżający krem do twarzy na dzień Soraya Naturalnie

Fajny krem z dobrym składem




Hejka Kochani dzisiaj zapraszam Was na wpis o nawilżającym kremie do twarzy Soraya Naturalnie na dzień. Soraya ma niezwykle ciekawą gamę kosmetyków i o kilku produktach wartych uwagi ze świetnym składem czytaliście już u mnie, m.in. TU i TU i TU. Wśród nich znajduje się mój ostatnio ulubiony krem na noc z serii Naturalnie :D. Dlatego dziś przybliżę Wam nieco moją opinię na temat kremu na dzień z tej samej serii. Zapraszam na artykuł 😊. 





Krem mieści się w szklanym słoiczku z nakrętką o pojemności 50 ml, który zamknięty jest w tekturowym pudełeczku. Szara graficzna urzeka. Jestem nią zachwycona równie bardzo jak przypadku kremu na noc. Produkt ma zwarta konsystencje o białej barwie. Zapach przyjemny delikatny i kwiatowy. 





Kosmetyk używam codziennie rano po uprzednim umyciu twarzy i rozprowadzeniu toniku i serum. Krem aplikuje się bardzo przyjemnie i wchłania dość szybko pozostawiając lekką i komfortową powłokę. 

Skóra po użyciu jest miękka, nawilżona, promienna, elastyczna i gładka. Nie zauważyłam nigdy, aby produkt mnie podrażnił, uczulił lub zapchał.





Krem sprawdza się jako baza pod makijaż, jednak nie mamy co liczyć, że będzie wpływał pozytywnie na jego trwałość. Lekko tłustawa powłoka (która zapewnia duży komfort dla skóry) niestety przyspiesza przetłuszczanie cery. Mimo to podkład rozprowadza się po kremie bardzo wygodnie, nic się nie roluje, nie pozostawia smug. 





Jeśli chodzi o skład kremu Soraya Naturalnie na dzień to tak jak wersja na noc ten również może się pochwalić świetnie skomponowanymi składnikami 💪. Mamy tutaj olej z pestek winogron, skrobia z ryżu, betaina, masło shea, kwas fitowy, wyciąg z liści winogrona, olej sojowy i skwalen. Nie znalazłam substancji potencjalnie szkodliwych. Dodatkowo teraz możecie go kupić w Drogerii Natura w promocji za niecałe 13 zł :D czego chcieć więcej ? 





Z całą pewnością polecam 👍


Czytaj dalej

Powracacie do kosmetyków, które przy pierwszym użyciu Was zniechęciły ? - Alterra krem do rąk rokitnik bio i olej arganowy bio

Lekki niczym chmurka



Kremy do rąk to u mnie na blogu kategoria mocno lekceważona. Nie tylko z powodu ogromnej i łatwej dostępności, ale głównie z powodu tego, że ciężko mi znaleźć taki, który by sprostał moim wymaganiom. Jak wiecie (lub nie) sezon zimowy zawsze spędzam na ratowaniu swoich dłoni. Co bym z nimi nie robiła zwykle wyglądają jakbym dzień i noc pracowała w chłodni. Są suche, ściągnięte, podrażnione i niekiedy popękane, a więc bardzo wymagające. Dlatego jest niewiele kosmetyków drogeryjnych, które się u mnie sprawdzają. Dzisiaj jednak chce Wam pokazać krem do rąk, do którego musiałam się przekonać, bo po pierwszym użyciu chciałam go wyrzucić. Dlaczego ? O tym za moment :).




Krem zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml zamykanej na zatrzask. Konsystencja produktu nie jest zbyt gęsta o żółtym zabarwieniu.

Krem za pierwszym razem odrzucił mnie przez... zapach. Dawno nie wąchałam kosmetyku o tak brzydkiej woni. Porównałabym go do ziołowego syropu na kaszel... okropny... w tamtej chwili kiedy go użyłam po raz pierwszy nie miałam też większych problemów, ze skórą dłoni, więc nie zauważyłam jakiegokolwiek działania. Tak więc rzuciłam go w kąt i liczyłam, że po prostu zginie w otchłani moich zapasów... Ale jak pisałam w tym poście zaczęłam robić czystki w kosmetykach i tym sposobem dotarłam także do tego kremu.




Postawiłam go ponownie na półkę, aby mieć na widoku i sięgać po niego jak najczęściej. Zaczęłam go stosować regularnie i zauważyłam różnice!




Produkt fajnie sprawdza się przy częstym stosowaniu, czyli co najmniej kilka razy dziennie. Ja w ciągu dnia potrafię smarować dłonie kremem nawet 10 razy, a w szczególności po tym jak dłonie zmoczę. Skóra po zastosowaniu jest niezwykle sprężysta i elastyczna. Znika suchość i napięcie. Szybko się wchłania i pozostawia jedynie leciutką powłokę komfortu.




Kiedy skóra jest wyjątkowo mocno podrażniona i popękana często odczuwam pieczenie podczas aplikacji jakiegoś innego kremu. Przy produkcie Alterra tego problemu nie ma.




Jednak jeśli liczymy na mocną poprawę kondycji i regenerację skóry to nie uda się to przy użyciu tego kremu. On działa jedynie w chwili aplikacji nawilżając i uelastyczniając skórę i nic poza tym. Dlatego używam go w ciągu dnia, a na noc nakładam produkty mające na celu dogłębną regenerację (czyli te bardziej tłuste, które w ciągu dnia są niekomfortowe w noszeniu).




Krem nie ma wpływy długofalowego, ale doraźnie rodzi sobie świetnie i mogę go Wam polecić :)


Czytaj dalej

Kosmetyki Drogeryjne - Mówię Jak Jest ! - Isana spulung farbglanz blond / odżywka do włosów farbowanych na blond

To uczucie kiedy odżywka z kiepskim składem dobrze działa na włosy



Opis produktu:

Odżywka do włosów blond lub farbowanych na blond. Zawiera ekstrakty ze słonecznika oraz rumianku. Nadaje włosom blond połysk, zawiera pigmenty kolorowe, dobrane do włosów blond. System `połysk koloru` do włosów blond zawiera kompleks z filtrem UV i witaminę E. Wygładza włókna włosów oraz powoduje, że włosy optycznie odbijają światło. Regularnie stosowana odżywka Isana sprawia, że włosy otrzymują nowy, długotrwale lśniący połysk. Dzięki formule pielęgnacyjnej zawierającej witaminę E, ekstrakty ze słonecznika, rumianku oraz pantenol ułatwia rozczesywanie włosów, które od korzeni aż po same końce mają wygładzoną powierzchnię. 



Skład:

Aqua woda, Cetearyl Alcohol (pozyskiwany z oleju kokosowego - nie podrażnia skóry, tworzy film, zapobiega odparowywaniu wody), Dicaprylyl Carbonate (pochodzenie roślinne - zmiękcza, odżywia, wygładza), Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (kondycjonuje, zapobiega elektryzowaniu, zmiękcza), Behentrimonium Chloride (myje, zapobiega elektryzowaniu i plątaniu się włosów, ułatwia rozczesywanie, wygładza, zmiękcza, lekki konserwant), Cetrimonium Chloride (myje, emulguje, nadaje połysk, gładkość, ułatwia rozczesywanie, zapobiega elektryzowaniu się włosów), Phenoxyethanol (konserwant - uznany jako niebezpieczny), Parfum zapach, Panthenol (prowitamina B5 - nośnik substancji aktywnych, łagodzi podrażnienia, nawilża, pogrubia, wzmacnia, nabłyszcza, wygładza włosy), Isopropyl Alcohol (działa odtłuszczająco i oczyszczająco, nośnik substancji aktywnych, rozpuszczalnik), Tocopherol (witamina E - ujędrnia, odżywia, antyoksydant, wzmacnia), 





Benzophenone-4 (absorbuje promienie UVA i UVB, potencjalnie niebezpieczny), Bisabolol (działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, nośnik substancji aktywnych), Glycerin (gliceryna - nawilża, nośnik substancji aktywnych, regeneruje, wygładza, zmiękcza), Propylene Glycol (nośnik substancji aktywnych, nawilża), Sodium Hydroxide (regulator pH - dozwolony w ograniczonym stężeniu), Citric Acid (kwas cytrynowy - konserwant), Chamomilla Recucita Flower Extract (olejek rumiankowy - działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, neutralizuje toksyny), Basic Yellow 57 (żółty barwnik), Helianthus Annuus Flower Extract (wyciąg ze słonecznika - chroni kolor włosów farbowanych, wzmacnia, odnawia, natłuszcza, nawilża), Sorbitol (nawilża, nadaje poślizg), BHT (konserwant - może wywoływać alergie), 2-hydroxyethyl Picramic Acid (substancja do farbowania włosów), Lactic Acid (kwas mlekowy - nawilża), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Ethylhexylgrycerin (konserwant, nawilża).


Cena: ok 8 zł za 200 ml w Rossmann


Opakowanie i konsystencja:




Odżywka mieści się w plastikowej tubie zamykanej na zatrzask o pojemności 200 ml. Konsystencja jest odpowiednia - nie spływa i łatwo się rozprowadza. Kolor - kremowy.


Moja opinia:

Odżywkę stosuje regularnie od dwóch miesięcy i właśnie dobijam dna. Aplikację umila przepiękny zapach (dość intensywna kwiatowa woń), który wyczuwalny jest nawet na drugi dzień od mycia.  Rozprowadzam wielkość wiśni na uprzednio umytych szamponem i odciśniętych z wody włosach. Produkt sunie bez problemu, bo konsystencja zmienia się na kremową i śliską. Na koniec płukam włosy i gotowe.





Kłaczki po użyciu są gładkie, śliskie, błyszczące i puszyste. Wyglądają na nawilżone, a w dotyku są bardzo miękkie.

Odżywka ułatwia rozczesanie włosów na dobrym poziomie. Zwykle czesze włosy na sucho, ale nawet gdy są lekko wilgotne nie sprawiają problemu z rozczesaniem przy użyciu tego produktu.





Myślę, że wydajność jest całkiem niezła. Przy jednorazowym użyciu nie wykorzystuje zbyt dużo produktu, bo nie ma takiej potrzeby. Tak jak wspomniałam wyżej - wielkość wiśni w zupełności wystarczy na pokrycie włosów  sięgających za łopatki.

Skład nie należy do najlepszych. Substancje odpowiadające za ochronę koloru blond to barwniki i składniki stosowane w farbach do włosów. Jedynie ekstrakt z rumianku i słonecznika ratują tutaj sytuację. Niestety pojawiają się dopiero pod koniec składu. 


Odżywka do włosów blond z linii profesjonalnej Isana to kolejny przykład produktu, który pomimo nieciekawego składu (o dziwo) dobrze działa na moje włosy 😲.



Czytaj dalej

Co kupiłam na promocji -49% w Rossmannie

Moje zdobycze


Źródło

Tak wiem jestem spóźniona :D ostatnio każdy post publikuje z lekkim opóźnieniem... już chyba każdy zdążył się pochwalić zakupami, więc teraz moja kolej. 

Udało Wam się upolować coś fajnego na promocjach w Rossmannie? Ja zapierałam się rękami i nogami, że tym razem nic nie kupie, bo mam zapasy kosmetyków na najbliższe 30 lat. I co? Popłynęłam jak zawsze :-D.

Pierwszy tydzień zarezerwowany był  dla szminek, lakierów, konturówek. Z racji tego, że wpadłam w hybrydowe szaleństwo jak śliwka w kompot to zwykłe lakiery sobie odpuściłam. W zasadzie to miałam sobie cały ten tydzień odpuścić, bo nic nie potrzebuję z tego asortymentu. Wybrałam się jednak z koleżanka do Roska w ramach ewentualnego doradztwa... Wyszłam oczywiście z matowymi szminkami w płynie od Lovely i konturówkami w zbliżonych kolorach... No co matowych szminek jeszcze nie mam zbyt wiele :-D. Konturówek w ogóle nie mam ! Jestem usprawiedliwiona. Biedniejsza o kilka złotych i bogatsza w wyrzuty sumienia ruszyłam do domu... testować :-).




Szminki są po wielu próbach i po części jestem z nich zadowolona, ale dokładną recenzję poznacie za jakiś czas. Konturówki na razie czekają aż mnie natchnie... Nie używałam ich wcześniej, więc nie czuję potrzeby używać ich teraz, no ale skoro już je mam to w końcu po nie sięgnę...




Kolory szminek są śliczne i tą pudrową już używam nałogowo. Co do kolorów kredek to pudrowy róż dopasowałam idealnie. Z kolei czerwień jest zupełnie inna.


Kolejny tydzień to promka na tusze, eyelinery i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy, ale mnie najbardziej interesowały właśnie te wymienione. Tuszy mam pod dostatkiem, ale przecież nie co dzień zdarza się okazja kupić je za pól ceny. Przy pierwszym podejściu wybrałam te z Lovely Curling Pump Up. Już dawno temu przekonały mnie Wasze pochlebne opinie na temat tego tuszu, ale w moim Rosku ciągle ich nie było... Wiec gdy tylko przyuważyłam je w dniu promocji zapakowałam od razu dwa opakowania.




Dorzuciłam jeszcze kilka eyelinerów, a dokładnie 4 sztuki. Zdecydowałam się na szybko schnący, matowy - czarny i... granatowy oraz szary :-D. Nigdy nie miałam innego eyelinera niż czarny, więc pomyślałam - dlaczego nie zaryzykować? I powiem Wam od razu, że to był strzał w 10tke. Teraz używam tylko tych kolorowych i jestem mega zadowolona. Kolory nietypowe i niebanalne :-). Dokładna recka za jakiś czas.




W tygodniu obfitujących właśnie w tusze nadarzyła się okazja odwiedzenia Rossmanna w innym mieście i ponownych zakupów. Tym razem dokupiłam jeszcze tusz Max Factor 2000 kalorii. Nie używałam go jeszcze, ale słyszałam pochlebne recenzje na jego temat.

Przy tej okazji wrzuciłam jeszcze do koszyka puder hipoalergiczny Bell. Tak tak wiem, promocja na pudry jest w przyszłym tygodniu, ale u mnie w mieście nie mają szafy Bell, więc będąc przy okazji postanowiłam zainwestować.


Ostatni już tydzień promocji dotyczył pudrów, bronzerów, rozświetlaczy i podkładów. Byłam nastawiona na zakup paletki do konturowania i taką też znalazłam z Wibo. Kusiły mnie także rozświetlacze z Lovely. Czytałam ostatnio o nich bardzo dobrą recenzję. Nie mogłam się zdecydować czy bardziej pasuje do mnie chłodny czy ciepły odcień, więc wzięłam oba.




W narastającym tłoku rozglądałam się jeszcze za korektorem albo najlepiej za paletka z różnymi kolorami korektorów. Ostatecznie zanim zostałam stratowana wpadł mi w ręce ten widoczny na zdjęciu z Wibo. Użyłam go już kilka razy i uczucia mam mieszane.




Czeka mnie spore testowanie, a Was mnóstwo recenzji :-) sukcesywnie będę wystawiała opinie na temat tych produktów.


A wy co kopiłyście?? Może któraś z Was skusiła się na te produkty wybrane przeze mnie? Chwalcie się :-D



Czytaj dalej