Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą insight anit-frizz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą insight anit-frizz. Pokaż wszystkie posty

Poradnik Blondynki - Jak dbać o wlosy po rozjaśnianiu?

Sposoby regeneracji, odżywienie, walka o kolor, połysk, gęstość i wiele innych



Źródło


Sporo osób zadaje mi pytanie "Jak dbać o włosy po rozjaśnianiu?" i dzisiaj postaram się na nie odpowiedzieć.





1. Farba.

Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na wybór odpowiedniej farby do włosów. Ja sama przetestowałam już kilka drogeryjnych firm i (tu Was rozczaruje) nie znalazłam odpowiedniej.

Z całą pewnością mogę Wam odradzić farby Palette, Londy i Garniera, które u mnie wywołują silne pieczenie, świąd i utratę włosów (RECENZJA koloryzacji Garnier). Nie polecam także Syoss Oleo Intense (RECENZJA) oraz Schwarzkopf Nectra Color, które pomimo braku amoniaku są w stanie przeżreć się do mózgu :-D.

Farby, które są ok pod względem braku skutków ubocznych to przede wszystkim Joanna Naturia. Korzystam z nich chyba najczęściej, lecz kolor nie zawsze wychodzi jak na pudelku. TUTAJ możecie zobaczyć odcień Szlachetna Perła, a TUTAJ  i TUTAJ Srebrny Pył.

Kolejną farbą, która jako tako się sprawdza jest Syoss (nie rozjaśniacz, ani wersja Oleo), lecz i w tym przypadku kolor jest daleki od ideału (TUTAJ).

Kolejna ciekawa farba to odcień N9 z Color & Soin. Farba jest droga, ale na naturalnych składnikach. Kiedy ją nakładałam byłam w lekkim szoku, bo farba zmienia kolor na pomarańczowy... Pomyślałam wtedy "a niech to znowu będę ruda...", ale przy spłukiwaniu okazało się, że włosy nadal są koloru blond aczkolwiek z delikatna rdzawą poświatą na odroście. Możliwe, że kolor 10N okazałby się idealny, ale nigdy nie zdecydowałam się go wypróbować.

Dawno temu używałam także Wellaton 10/0 i mam zamiar do niej wrócić przy najbliższej koloryzacji. Kiedyś z efektów po tej farbie byłam zadowolona ;-) zobaczymy jak będzie tym razem.

Z farb profesjonalnych nie korzystałam. Jakoś przeraża mnie wizja mieszania odpowiednich proporcji i czekanie w napięciu "co wyjdzie tym razem? " tak więc nie używam. Ale sporo osób sobie chwali tego typu farby, ale ja sama nie jestem w stanie dobrać sobie takich produktów, a Paniom w sklepach fryzjerskich najzwyczajniej nie ufam :-D (podobnie z wyborem odpowiedniego fryzjera - ale to już temat na kolejny post).

Kiedy już zafarbujemy włosy... Po kilku myciach od farbowania ukazuje się prawdziwy stan włosów... SZOK ! I tutaj czas na punkt nr 2.





2. Szampon.

Wybierając odpowiedni powinnyśmy wziąć pod uwagę przede wszystkim skład.  Szampon powinien być delikatny, aby nie wypłukiwał farby, a także dlatego żeby dodatkowo nie wysuszał i nie niszczył włosów. Czyli detergentom mówimy NIE.

Warto wybrać szampon, który nie zawiera SLS. I tutaj złapałam się w pułapkę. Myślałam, że wybierając szampon dla dzieci robię dobrze - myliłam się. Baby Dream, Bambino (RECENZJA), czy Johnsons, które używałam piekielnie plątały mi włosy przez co spędzałam 10 minut na tym, żeby je rozczesać, a i tak ostatecznie je rwałam. Dla wysokoporowatych włosów szampony dla dzieci to kiepski pomysł. Dla nisko lub średnioporowatych mogą okazać się bardzo dobre.

Ostatecznie dzięki nawiązanej współpracy (z Centrum Zdrowego Włosa) znalazłam swój (na tą chwilę) ideał - nawadniający szampon Insight anti-frizz (RECENZJA). Jest delikatny, dobrze oczyszcza i zmywa oleje. Przy tym nawilża i odżywia włosy. Przejdź do sklepu.





Kolejny, który jest równie dobry i o wiele tańszy to Yves Rocher Volume (RECENZJA). Z tą różnica, że w składzie zawiera ALS, ale to i tak łagodniejsza wersja niż SLS.

Skoro jesteśmy przy szamponach warto wspomnieć o szamponach oczyszczających. Stosując silikony i inne substancje, które nadbudowują się na włosach trzeba raz na jakiś czas (mniej więcej 1-2 razy w miesiącu) oczyścić zarówno skórę głowy jak i włosy.


Szampany, które polecam do oczyszczania to:

- Joanna Naturia z pokrzywa i zieloną herbata
- Barwa ziołowa

Oraz inne szampony z krótkim składem w cenach do 5 zł.






3. Maski.

Na początku używałam ich przy każdym myciu. Stosowałam przed myciem na 30 min - 1 h. Po myciu na 15-20 min lub jak odżywkę po myciu na 1-2 min.

Aktualnie maski używam 2-3 razy w tygodniu. Raz dogłębna regeneracja, czyli przed myciem na 30 min (często dodaje półprodukty). Kolejne dwa razy - zamiast odżywki, czyli po myciu wprasowuje przez 2-3 min po czym spłukuje.

Maski można mieszać ze sobą i komponować odpowiednie dla siebie mieszanki. Ważne jest aby na początek nie rzucić się bez opamiętania na maski z proteinami (np. Kallos Keratin, Milk, Biovax Latte, czy Serical Crema al latte), bo skończymy z przeproteinowaniem włosów.

Na początek powinniśmy sięgać raczej po emolientowe maski, które są najbezpieczniejsze dla zniszczonych rozjaśniaczem włosów (czyli Kallos Omega, Blueberry, Argan, Banana, Color czy Farcom Seri Natural Line z olejem arganowym).

Te humektantowe (czyli Kallos Algae, Aloe czy Insight anti-friz, o której pisałam TUTAJ, przejdź do sklepu) można sobie także na razie darować i sięgnąć gdy będzie odpowiednia pogoda (punkt rosy).

Dokładnie o moich maskach pisałam w TYM poście.






4. Odżywka - sprzymierzeniec !

Odżywka ułatwi rozczesywanie i dodatkowo zabezpieczy włosy przed uszkodzeniami i szarpaniem (podczas czesania).

Mogę Wam polecić odżywkę, która dodatkowo nawilży i odżywi włosy. To jedna z moich ulubionych, a mianowicie Isana Oil Care (poczytać o niej można TUTAJ).


Odżywek nie ma co żałować ;-)  używamy sporo przy każdym myciu (poza tymi momentami kiedy używamy maskę). Włos ma być śliski, a dłoń powinna sunąć. Nakładamy od połowy włosów w dół na 1-2 minutki. Można wprasować.







5. Olejowanie.

Moim zdaniem przy bardzo zniszczonych włosach powinno się olejować 2-3 razy w tygodniu na co najmniej 1 h. Ja początkowo nakładałam oliwkę Baby Dream nawet na 10-15min przed każdym myciem.





Teraz optymalny czas olejowania to moim zdaniem 1-3 h. W tym czasie olej dogłębnie wniknie w strukturę włosów i je odżywi. Niektóre osoby preferują nocne olejowanie, też go próbowałam, ale nie zauważyłam różnicy niż jak trzymam olej 3h.





Jeśli chodzi o częstotliwość olejowania to aktualnie nakładam olej ok. 1 raz w tygodniu i jest wystarczająco.





Oleje dla wysokoporowatych blondynek, które sprawdziły się u mnie to:

- oliwka Baby Dream (mini recenzja)

- olejek Wellness & Beauty (ulubieniec)

- olejek jaśminowy CHAMELI (recenzja)

- oliwa z oliwek (recenzja)

- olej z pestek winogron (możecie o nim przeczytać TUTAJ)

- olej kokosowy (nie próbujcie go w pierwszej kolejności, bo na bardzo zniszczonych włosach może wywołać puch nie do opanowania - recenzja)

- olej migdałowy (moim zdaniem - ŚWIETNY!) mini recenzja

- olej ryżowy (recenzja)

- olej makadamia (recenzja)

- olej arganowy (recenzja)

- olej z nasion bawełny (recenzja)



O metodach olejowania pisałam TUTAJ. Ja najczęściej wybieram metodę na sucho, bądź olejowanie w misce.






6. Silikony.

Włosy spalone rozjaśniaczem i te przesuszone ciągłą koloryzacja (dotyczy to nie tylko blondów) potrzebują silikonów.

Powstało mnóstwo wpisów w blogosferze, że silikony to zło. Według mnie to bzdura. Bez silikonów nie byłabym w stanie poradzić sobie w moimi włosami, więc w mojej pielęgnacji są punktem stałym, ale z umiarem.

W głównej mierzę mam na myśli sera silikonowe oraz mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które mają w składzie silikony.





Niegdyś byłam "szczęśliwą" posiadaczka pasemek przez które czesanie włosów było zmorą mojego życia :-D. Po myciu przechodziłam katusze, rwałam, ciągnęłam... A i tak czesanie trwało ok. 20 minut (poważnie). Dopiero za jakiś czas odkryłam Biosilk, który wydawał się moim lekarstwem na wszelkie smutki :-D, ale jakże się rozczarowałam, gdy w końcu odkryłam, że włosy ciągle są suche, poplątane, połamane i wręcz martwe. Tak - alkohol w składzie serum na końcówki!

Ale ta epoka minęła i teraz bogatsza o swoje doświadczenia mogę bez wahania polecić Wam następujące sera do zabezpieczania końcówek:

- Marion olejki orientalne (obojętnie który - działają tak samo - recenzja TUTAJ)

- Stapiz Argan'de, który skład ma podobny do Mariona, ale według mnie działał nieco lepiej. Włosy są lśniące i bardzo łatwo się rozczesują (recenzja)

- Marion fluid na końcówki - moim zdaniem ma kiepską konsystencję, która jest bardziej kremowa niż oleista i łatwo obciążyć włosy. Ale ogólnie nie jest najgorszy.

- Natura Silk jedwabna kuracja (recenzja)

- olejki naturalne (makadamia, słonecznikowy, z nasion bawełny, z orzechów włoskich i wiele wiele innych) oraz gotowe miksy olejów (Wellness & Beauty) oczywiście w rozsądnej ilości - 1-2 kropelki.





Mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które polecam to przede wszystkim Gliss Kur. Wiem że ma on swoich zwolenników jak i przeciwników, ale jeżeli chodzi o skład i dostępność to nie można im nic zarzucić. Moja ulubiona mgiełka z Gliss Kur to Oil Nutritive (ta złota). Recenzja TUTAJ.

A wiec wracając do tematu... Po myciu nakładam kropelkę serum Marion lub olejku naturalnego i wcieram w końcówki, a potem psikam 2-3 pompki mgiełki Gliss Kur.

Na drugi dzień po myciu także zdarza mi się zabezpieczać włosy w ten sposób. Włosy mimo takiej dawki nie są obciążone. Blondy naturalne i te rozjaśniane chłoną tego typu substancje, bo są im potrzebne.

Mając tak zabezpieczone włosy nie trzeba się obawiać ani pogody ani zanieczyszczeń ani odzieży, o którą włosy się ocierają.

Także ten punkt mamy z głowy. Czas na kolejny.






7. Peeling skalpu.

To sprawa indywidualna. Jeśli mamy tendencję do łupieżu lub skóra głowy się przetłuszcza... a może nakładamy maski lub oleje na skore głowy?  To wtedy TAK, zdecydowanie raz na miesiąc przydałyby się zrobić dogłębny peeling. Ja używam tych, które jestem w stanie zrobić sama, czyli cukrowego i kawowego (i TU).





Najbardziej polubiłam się z kawowym i wykonuje go (mieszam łyżeczkę kawy mielonej z taka sama ilością balsamu lub odżywki) ok. 2 razy w miesiącu.





8. Wcierki.

Włosy po rozjaśniaczu wypadają częściej i bardziej niż te naturalne. Warto zainwestować w idealną wcierkę.


U mnie najlepiej sprawdziły się:

- kozieradka (hamuje wypadanie włosów, pojawiają się nowe włosy - RECENZJA)

- jantar (minimalnie przyspiesza porost)

- woda brzozowa (minimalnie przyspiesza porost)

- olejki np. Łopianowy z Green Pharmacy, a także inne, o których wspominałam w punkcie o olejowaniu.

Olejki warto mieszać z substancjami aktywnymi np. Sokiem z aloesu, siemieniem lnianym lub z olejkami eterycznymi, które rozgrzewają np. Rozmarynowy. Taki olejek rozgrzewa skórę oraz przyspiesza i ułatwia wnikanie substancji odżywczych.





9. Płukanki.

Punkt, który w początkowej fazie dbania o włosy omijałam. Wydawało mi się, że płukanki nie są do końca potrzebne. Na tą chwilę przekonałam się tylko do płukanki z nafty kosmetycznej (RECENZJA). Jest świetna i włosy po zastosowaniu zawsze są nienaganne, czyli błyszczą, tworzą lejącą się tafle.





Próbowałam także płukanki z lnu, która jakoś nieszczególnie się spisała (recenzja). A także płukanki z rumianku (recenzja).




10. Podcinanie włosów.

Jest to bardzo ważny punkt. Jeśli włosy się sypią, kruszą, łamią, urywają itd TRZEBA powtarzam TRZEBA je ściąć. Ich uszkodzenia mogą być tak dogłębne, że po ścięciu znacznej ilości włosy mogą kruszyć się wyżej, ponieważ uszkodzone są już w wyższych partiach. Dlatego obcinamy do skutku i prowadzimy pielęgnację. Tylko w takiej kolejności możemy osiągnąć wymarzony efekt pięknych i zdrowych włosów :).




Wydaje mi się że to już wszystko ;-)  jeśli ktoś dotarł do końca to gratuluje :-D




Czytaj dalej

Pierwsze podejście do mąki ziemniaczanej

Mąka na włosy?? Szaleństwo :D



Źródło

Dzisiaj pierwszy raz użyłam w pielęgnacji mąki ziemniaczanej :). Ten kuchenny półprodukt jakoś nieszczególnie wzbudzał moje zainteresowanie i po prostu o nim zapomniałam. Szukałam natchnienia co by tu dzisiaj ukręcić.... i odkryłam, że przeciez skrobia ziemniaczania ciągle czeka...  dzisiaj jej wielka premiera :D zapraszam poniżej...




Zaczęłam od olejowania, aktualnie testuje nowy olejek Wellness & Beauty (z jojoba i masłem shea), więc dokładnie 4 pompki tego specyfiku wprasowałam w suche włosy. Potem zerknęłam jeszcze na olej Arganowy Etja, który muszę wykończyć z racji tego, że jego termin się zbliża, więc dołożyłam jeszcze ok. jedną małą łyżeczkę i też wprasowałam dłońmi.




Po niecałej godzinie przeszłam do emulgowania oleju i w tym celu użyłam nawilżającej maseczki:

--> 2 łyżeczki Kallos Color

-->  1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

--> 1 mała łyżeczka maski INSIGHT Anti-Frizz (która nie była w planach lecz papka która powstała była tak gęsta, że musiałam czymś ją rozrzedzić i padło na nawilżającą maskę INSIGHT)


Zmieszałam i taką papkę nałożyłam na uprzednio zmoczone włosy. W między czasie ogarnęłam mieszkanie i mniej więcej po 30 minutach spłukałam wszystko ciepłą wodą. Następnie spieniłam szampon algowy BingoSpa i spłukałam. Nałożyłam jeszcze na minutkę trochę maski Kallos Color i po chwili spłukałam. Zabezpieczyłam jedna pompką fluidu na końcówki Marion. Niestety musiałam wyjść więc włosy podsuszyłam suszarką chłodnym nawiewem.





Jestem niesamowicie zadowolona z efektu i już żałuje, że sięgnęłam po skrobię ziemniaczaną tak późno !

Włosy są miękkie i jedwabiste w dotyku.... Są śliskie i pięknie błyszczą ! Czuć, że pasma są nawilżone, a końcówki zdyscyplinowane.

Rewelacyjny jest efekt śliskich włosów, są jak żywe i wyślizgują się każdego upięcia :D.

Olejowanie Wellness & Beauty oraz maska ze skrobią stają się moim nowym odkryciem i zagoszczą w mojej pielęgnacji na dłużej ;)

A tutaj jeszcze kilka zdjęć po koczku...





... i kilka z drugiego dnia po myciu...


Światło dzienne, bez lampy
Światło dzienne, bez lampy



Mąkę ziemniaczaną w pielęgnacji włosów polecam WSZYSTKIM :D

Szmaragdowy Deszcz



Stosujecie skrobię ziemniaczaną w pielęgnacji? :)




Czytaj dalej