Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak dbać o włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak dbać o włosy. Pokaż wszystkie posty

Poradnik Blondynki - Jak poprawnie olejować włosy ? - Mój sprawdzony sposób olejowania włosów

6 kroków do pięknych włosów

Źródło

Nie spodziewałam się, że jest takie zapotrzebowanie na wpis wyjaśniający jak krok po kroku olejować włosy ! Napływające do mnie zewsząd pytania zmobilizowały mnie do stworzenia tego krótkiego poradnika ❣ Już kiedyś napisałam post o olejowaniu TU jednak mam wrażenie, że jest on mocno nieaktualny i zdecydowanie za mało w nim szczegółów. Dobór olejków i metody olejowania zostawiam Waszej inwencji twórczej. Jeśli jeszcze nie znalazłyście idealnej metody dla siebie, albo wciąż szukacie odpowiedniego oleju to zerknijcie w link powyżej (tam pokrótce wyjaśniam te kwestie). 

Dziś chcę Wam przedstawić mój niezawodny, stosowany od lat i moim zdaniem jeden z szybszych i łatwiejszych sposobów olejowania.

Zatem ! Bierzmy się do pracy !




1. Zaczynam od rozczesania włosów. Następnie wyciskam na dłoń pompkę mojego ulubionego olejku makadamia, czyli dostępnego w Rossmannie Loton Spa & Beauty Oil Therapy. Rozsmarowuje w dłoniach i nakładam na włosy począwszy od końcówek. Stopniowo w górę - mniej więcej do połowy włosów lub aż do ucha. Dokładam kolejną pompkę oleju do momentu, aż uzyskam porządny efekt. Zazwyczaj zużywam około 4 pompki. Włosy odpowiednio naolejowane powinny być lekko tłuste, ale nie takie opływające olejem. Czas trwania zabiegu to w moim przypadku 1-2 h.




2. Po upływie wyznaczonego czasu całe włosy łącznie ze skórą głowy mocze letnio-ciepłą wodą. Odciskam z wody i w miejsce gdzie znajdował się olej nakładam łyżkę maski do włosów. Zazwyczaj używam Kallosów, bo są idealne do emulgowania oleju. Jedna wskazówka dla Was przy wyborze maski - do zmywania oleju najlepiej wybrać maskę, która po nałożeniu na włosy i pocieraniu nadaje poślizg i nawet delikatnie się pieni. Jeśli maska jest tępa po nałożeniu na włosy raczej nie uda się nią wymyć oleju. Narobi więcej szkód niż pożytku, bo dodatkowo splącze włosy przy pocieraniu.




3. Kiedy maska jest już na włosach zaczynam pocierać włosy, żeby dokładnie ją rozprowadzić. Wygląda to mniej więcej tak jakby pocierało się ręce na mrozie, z tą różnicą, że pomiędzy dłońmi są włosy. Takie wprasowywanie maski trwa u mnie jakieś 2-3 minutki. Po wprasowaniu od razu płukam włosy i skórę głowy letnio-ciepłą wodą. Olej został już zmyty.




4. Kolejnym krokiem jest umycie skóry głowy. Po lekkim odciśnięciu włosów z wody nakładam szampon na skórę i masuje kilka chwil starając się nie szorować włosów na długości. Kiedy olejuje włosy unikam szamponów z silnymi detergentami, bo wypłukują olej, który zdążył dopiero co wniknąć. Z produktów o delikatniejszym składzie polecam żel Facelle, ale sprawdźcie też TE szampony. Spłukuję szampon letnią wodą.




5. Następnie na mocno odciśnięte włosy z wody nakładam tą samą maskę, co poprzednio. Użycie po raz drugi maski uważam za nieodłączny element mojej pielęgnacji. Pomaga w rozczesaniu włosów, które po myciu mogą być splatane. Po nałożeniu w zasadzie od razu ją spłukuję.




6. Ostatni krok to spłukanie WŁOSÓW zimną wodą. Podkreśliłam WŁOSÓW, bo nie dotyczy to skóry głowy. Zimna woda zamyka łuski włosów, które dzięki temu są gładsze, bardziej błyszczące i zdecydowanie łatwiejsze w rozczesaniu. Nie należy polewać zimną wodą skóry głowy, bo wiąże się to z szybszym przetłuszczaniem, ale nie tylko. Zbyt zimna, a także zbyt gorąca woda może powodować łupież i inne problemy skórne. Dlatego warto zachować ostrożność.


Moja dawna długość :) aktualnie mam włosy do łopatek


Częstotliwość olejowania w moim przypadku jest bardzo zróżnicowana. Staram się, żeby olej lądował na włosach przynajmniej raz w tygodniu. Są chwile, że czasu mam nieco więcej i mogę sobie pozwolić na olejowanie nawet co drugie mycie.




Pamiętajcie, że włosy przesycone olejem, zatem takie które mają go za dużo i za często będą protestować. Zazwyczaj zwijają się w strąki, są oklapnięte i pomimo mycia wyglądają na tłuste. Warto wtedy na jakiś czas zrezygnować z oleju i oczyścić włosy szamponem z silnym detergentem. Polecam Wam TE, a przede wszystkim peelingujący szampon Anwen 💖




Mój system udoskonalałam długi czas. Kiedy uczyłam się olejować popełniłam wiele błędów, które dopiero po pewnym czasie sobie uświadomiłam. Wiedza, którą dzisiaj się z Wami dzielę wynika z mojego długoletniego doświadczenia. Jak to poważnie zabrzmiało 😆


MAM nadzieję, że mój Poradnik wyjaśnił Wam zawiłości olejowania i będę bardzo szczęśliwa jeśli po tą metodę na piękne włosy będziecie sięgać teraz o wiele częściej !


Dzielcie się swoimi doświadczeniami ! Czekam na Wasze relacje z olejowania na instagramie pod hasztagiem #olejowaniejestfajne 

pozdrawiam Szmaragdowy Deszcz 💋


Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Odżywka jest słaba i nie sprawdza się ? Nie wyrzucaj ! Sprawdź jak ją wykorzystać !

Kupiłaś bubel. I co teraz ?



Znasz to uczucie, kiedy polecana w necie odżywka totalnie nie sprawdza się na Twoich włosach ? Myślę, że nie ma kosmetyku na tyle uniwersalnego, który dopasowałby się do potrzeb każdej z nas. Co zatem zrobić z tak fatalnym produktem ? Wrzucić ? Nie ! Dziś przedstawię Wam kilka pomysłów jak wykorzystać odżywkę, która nie sprawdza się w podstawowej formie.


1. Emulgowanie oleju

Moim ulubionym sposobem zużycia odżywki, która nie robi nic z włosami jest stosowanie jej do emulgowania oleju. Ten pomysł skierowany jest dla osób, które olejują swoje klaczki. Zmywanie oleju szamponem, moim zdaniem, jest bez sensu. Silny detergent zmyje wszystkie drogocenne składniki, które wnikają we włosy za sprawą olejków. Zatem najlepszym produktem do usunięcia oleju po olejowaniu jest odżywka lub maska.




Włosy pokryte olejem wystarczy zmoczyć ciepłą wodą i rozprowadzić na nich obfitą porcję odżywki. Masować kilka chwil - pomijając skórę głowy (chyba, że na skórę również kładłaś olej). Następnie spłukać i szamponem umyć tylko skórę głowy. Po czym spłukać i ponownie nałożyć odżywkę na długość (na tym etapie możesz, a nawet powinnaś użyć swoją ulubioną odżywkę) by ułatwić rozczesywanie włosów.

Jest to zdecydowanie jeden z lepszych sposobów na wykorzystanie produktu, który miałyśmy wyrzucić. Ponadto do emulgowania zużywa się dość dużo odżywki, więc jej denkowanie pójdzie jeszcze sprawniej.


2. Udoskonalenie odżywki

Kolejnym całkiem niezłym pomysłem jest podrasowanie odżywki. Produkt, który nie robi nic z włosami lub taki, który je puszy i nie potrafi ujarzmić można stuningować olejami.




Wystarczy dodać kilka kropli olejku do jednorazowej porcji odżywki, połączyć i nałożyć na włosy - jak zwykle. Ilość oleju należy dozować ostrożnie i z umiarem. Bardzo łatwo przesadzić i obciążyć włosów. A chyba nikt nie chce skończyć z tłustym lokiem 😆😂😮.

Jeśli boisz się efektu tłustych włosów możesz spróbować dodać do porcji odżywki odrobinę miodu lub mąki ziemniaczanej, wtedy wzmocnisz jej właściwości nawilżające.


3. Zastosowanie zamiast szampon

Mycie włosów odżywką nie jest dla każdego, ale znam przypadki, w których właśnie odżywka sprawdza się o niebo lepiej niż szampon. Ten wariant oczyszczania włosów skierowany jest dla osób posiadających bardzo zniszczone pukle, które szampon mógł by jeszcze mocniej przesuszyć.




Ponadto ten sposób chętnie wykorzystują osoby z kręconymi włosami, które dzięki odżywce uzyskują efekt bardziej dociążonych i sprężystych loków.

Muszę też zaznaczyć, że nie każda odżywka nadaje się do mycia. Zwróćcie uwagę, czy podczas nakładania odżywki na włosy produkt choć minimalnie się spieni i czy pod palcami wyczujecie poślizg. Jeśli tak - produkt będzie nadawał się do mycia. Jeśli nie - niestety musisz spróbować innego sposobu na zużycie tego bubla. Próbując mimo wszystko umyć nim włosy ryzykujesz mega kołtunem.


4. Użycie zamiast pianki do golenia

Spotkałam się także z pomysłem by niechcianą odżywkę zastosować w formie produktu do golenia - zamiast typowej pianki lub żelu do golenia. Powiem szczerze, że nie próbowałam tego sposobu, bo zwyczajnie pozostałe trzy w zupełności mi wystarczają, ale może kogoś z Was zainteresuje.




Kosmetyk ze zdjęć to Gliss Kur ekspresowa maska regeneracyjna do włosów ekstremalnie nadwyrężonych i szorstkich (Gliss Kur serum Deep-Repair). Produkt zdecydowanie mi się nie sprawdził, więc wykorzystuję go stosując powyższe sposoby. Wybaczcie, ale maska jest tak beznadziejna, że daruję sobie i nie będę pisać recenzji.


A może Wy podsuniecie mi jeszcze jakieś pomysły by uzupełnić mój poradnik ? Czekam na Was 😊


Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Jak radzić sobie z wypadaniem włosów po porodzie

Czym wspomagam się w walce z wypadaniem włosów po porodzie ?

Miałam w zasadzie nie pisać na ten temat. Nie dlatego, że mnie nie dotyczy, ale dlatego, że jest to tak obszerny wątek, że zwyczajnie myślałam, że nie podołam. Jednak zmobilizowałam siły i postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i sprawdzonymi sposobami na wzmożone wypadanie włosów po porodzie.

Na wstępie zaznaczę, że niestety nie rozwikłałam tego problemu do końca. Włosy z dnia na dzień nie przestały wypadać. Musiałam włożyć w cała kurację sporo czasu i wysiłku. Także jeśli jesteś zdeterminowana - zapraszam.

O tym dlaczego włosy lecą garściami i czasem aż strach rozczesać kłaczki po myciu nie będę za dużo pisać. Powodem są hormony, które w czasie ciąży utrzymują włosy w świetnej formie, wzmacniają je i sprawiają, że są grube i pełne blasku. Po czym po porodzie, gdy poziom estrogenów spada następuje wypadanie włosów. Nie tylko tych które nie wypadły w ciąży, ale także tych które mają wypaść aktualnie. Dlatego odnotowuje się nagłą utratę dużej ilości włosów.

Będąc jeszcze w ciąży czytałam właśnie takie dyrdymały jak te powyżej. Niby prawda, ale czy dotyczy wszystkich błogosławionych Pań? Te powszechne informacje chyba nie dotarły do moich włosów, które pomimo ciąży nie przestały wypadać i wcale nie były łatwe w obejściu. Więc tego typu stwierdzenia mocno mnie irytowały, bo włosy zamiast wyglądać świetnie, mocno się przetłuszczały i nadal wypadały, choć nie w stopniu tragicznym. Jakoś się z tym pogodziłam i po prostu przestałam zwracać uwagę.

Po porodzie żyłam w strachu, że nagle wypadną mi wszystkie na raz :O ... Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało ! Także ułożyło mi i znowu przestałam zwracać na nie uwagę. Jakoś po 3 miesiącach od porodu zaczęłam zauważać, że moich włosów leży coraz więcej na podłodze. Coraz więcej znajduje na dziecku. Wyciągam je Agacie z buzi. Odpływ w wannie się zapycha. Mąż krzyczy, że wszędzie widzi moje włosy ! :O. No i stało się. Jak w zegarku. Równo 3 miesiące po porodzie włosy lecą garściami.

Zaskoczę Was. Nie spanikowałam ! Doszłam do wniosku, że tak musi być, że to co nie wypadło w ciąży musi wypaść teraz (dziwne, że doszłam do takiego wniosku skoro w ciąży włosy mi wypadały... kobieca logika :D). Spanikowałam dopiero 3 miesiące później. Czyli równo 6 miesięcy po porodzie. Za mną były już miliony milionów utraconych włosów. Obwód kucyka zmniejszył się o 1/3. Wtedy podjęłam decyzję, że czas coś z tym zrobić.





Zaczęłam od znanej mi już wcześniej kozieradki, która kiedyś bardzo mi pomogła. 1 łyżeczkę kozieradki zalewam niepełną szklanką wrzątku. Przykrywam spodkiem i odstawiam na godzinkę. Fusy opadają na dno, więc uważając, żeby ich nie zmącić przelewam napar do buteleczki z pompką. Taka miksturkę wcieram w skórę głowy raz dziennie. Nieważne czy po myciu czy przed. Kozieradka nie potęguje przetłuszczania, ale też go nie ogranicza - w moim przypadku.


Efekty

Niestety napar szybko się psuje, więc porcja, którą przygotowywałam musiałam zużyć w ciągu dwóch dni. A wiecie jak to jest dbać o włosy z kilkumiesięcznym szkrabem? Nie? Powiem Wam - jest to niewykonalne :D. Nie mogłam zorganizować się na tyle by systematycznie wcierać kozieradkę i szykować na czas napar. Zwyczajnie w natłoku obowiązków nie pamiętałam o tym. Wytrwałam jakieś 2 tygodnie i dałam za wygraną. Ale po tych dwóch tygodniach zauważyłam poprawę. Włosów leciało ciut mniej. Niewiele mniej, ale na tyle, że to zauważyłam.

Znowu na jakiś czas zaprzestałam wcierania czegokolwiek w skórę i skupiłam się na piciu pokrzywy i skrzypu.





Podczas wcierania kozieradki skóra głowy wymagała częstszego oczyszczania, więc uzbroiłam się w peelingujący szampon od Anwen.


Efekty

Produkt usuwa zanieczyszczenia, resztki kosmetyków, martwy naskórek, odblokowuje skórę, reguluje pracę gruczołów łojowych. Wykonuje go mniej więcej raz w tygodniu.

To dobra alternatywa dla mieszania kawy z maską i masowania skóry następnie zmycie wszystkiego szamponem. Produkt Anewn mocno skraca czas zabiegu, bo wystarczy po prostu umyć skórę bez zbędnych ceregieli. Masaż pobudza cebulki do wzrostu, więc to kolejny powód, dla którego warto wykonywać peeling. Tak więc od czasu do czasu wykonywałam peeling wspomnianym produktem. 





Znowu zamarzyła mi się wcierka-cud, więc rozpoczęłam poszukiwania. Zaczęłam od przejrzenia mojego niezawodnego portalu Kobiece Porady. W dziale KOSMETYKI aż roi się o włosowych wpisów. 

Przypadkiem znalazłam wcierkę Lady Banfi Hajszesz w drogerii Pigment i to w kuszącej cenię. Zamówiłam od razu dwie butelki i gdy trzymałam już ją w dłoniach od razu przystąpiłam do działania. Odrzucił mnie zapach. Przeważnie bardzo podoba mi się woń ziołowych kosmetyków, więc myślałam, że ten również przypadnie mi do gustu. Niestety... tak jak wspomniałam Wam w TYM poście za każdym razem, gdy jej używam walczę z mdłościami. Nie będę się tutaj zanadto rozwodzić nad nieprzyjemnym zapachem, bo zapewne większość z Was pomyśli, że to mało znaczące, jeśli produkt działa. Zatem czy działa? 


Efekty 

Owszem w pewnym stopniu daje efekty. Na pewno nie po pierwszych kilku użyciach. Na rezultaty trzeba trochę poczekać. Aktualnie jestem po trzytygodniowej kuracji. Wcierkę aplikuję na suchą skórę głowy na 30-40 minut przed myciem, średnio co drugie mycie (myję włosy co drugi dzień). Co prawda na opanowaniu jasno napisane jest, żeby najpierw umyć głowę, następnie nałożyć wcierkę i ponownie umyć włosy, jednak tyle czasu zazwyczaj nie mam, więc maksymalnie jak się da skracam cały zabieg. 

Na tą chwilę mogę powiedzieć, że włosów leci sporo mniej niż na początku. Nie udało mi się zatrzymać wypadania, ale nawet przed ciążą nie było takiego okresu w moim życiu, żeby włosy przestały wpadać całkiem. W każdym razie teraz nie wypada ich, aż tyle, żebym musiała panikować. Podczas mycia wypada bardzo niewiele, w ciągu dnia także stosunkowo mało. Zdecydowanie więcej znajduje na szczotce po wyczesaniu włosów po myciu. Tak było przed ciążą także myślę, że sytuacja opanowana :)


Może ktoś z Was zaproponuje mi jeszcze jakąś godną polecenia wcierkę? :)


Czytaj dalej

Piękna przed świętami - zimowa pielęgnacja włosów

Włosowe rytuały gdy wiatr hula, a mróz ściska..




Czy zimowe powietrze wpływa niekorzystnie na nasze włosy? Tak, zdecydowanie tak. Co zatem zrobić by zabezpieczyć je przed mrozem i unikać kruszenia, łamania i rozdwajania się końcówek? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie i zaprezentować Wam moją aktualną pielęgnację włosów ;).





Bardzo ważnym punktem w dbaniu o włosy, moim zdaniem, jest olejowanie i kremowanie. Wykonuje te zabiegi zamiennie nie tylko zimą, a przez cały rok. Jednakże ta chłodniejsza pora roku zmusza mnie do olejowania nieco częściej. Staram się nakładać olej co najmniej dwa razy w tygodniu przed myciem. Aktualnie używam olejku Wellness & Beauty mango i papaja. To jeden z lepszych jakie miałam z tej serii. Zdecydowany faworyt tuż po sezamowo-waniliowym. Musze przyznać, że pachnie niebiańsko, znacznie lepiej niż moja ulubiona dotąd wersja waniliowa.

Ale wracając do samego zabiegu... nakładam olej przed myciem na 1 - 2 h na suche włosy pomijając nasadę. Po czym emulguje długość włosów maską, a skórę głowy myje szamponem. 

Włosy po takim SPA są niezwykle lśniące, miękkie i bardzo ładnie się układają. Ponadto przy dłuższym stosowaniu znacznie mniej się elektryzują, co jesienią i zimą jest mocno uciążliwe.

Jeśli chodzi o kremowanie to upodobałam sobie krem z Isany chia babassu (TU znajdziecie wpis dotyczący codziennego kremowania włosów przez 10 dni). Na suche włosy nakładam krem i pozostawiam na 30 min - 1 h po czym płukam, skórę głowy myje szamponem, a długość emulguje maską. Efekty po kremowaniu są bardzo podobne do tych po olejowaniu, ale mam wrażenie, że krócej się utrzymują.





Zima nie zmusza mnie do inwestowania w odpowiedni dla tej pory roku szampon. Po prostu korzystam z tego jaki akurat mam pod ręką. Teraz jestem w trakcie testowania zestawu od Swiss Image i używam szamponu z kwiatem czarnego bzu do włosów przetłuszczających się i zniszczonych. Nie będę za wiele zdradzać, bo więcej przeczytacie w recenzji, ale muszę przyznać, że jest całkiem przyzwoity.





Wybór odżywki na czas zimowy nie pozostawiam losowi tak jak w przypadku szamponu. Potrzebuje produktu bardzo mocno regenerującego, nawilżającego i treściwego. Dobrze jeśli zawiera naturalne emolienty, czyli oleje.  Absolutnie nie obrażam się na silikony. Są ze mną od zawsze i często po nie sięgam w odżywkach, czy maskach. A w czasie noszenia szalików, swetrów i kurtek są wręcz wskazane, bo świetnie zabezpieczają włosy przed łamaniem i rozdwajaniem. Tak jak wspomniałam wyżej używam aktualnie tej z zestawu od Swiss Image, ale tym razem wersji do włosów rozjaśnianych, która ma neutralizować żółte refleksy. Odżywka jest boska ! Więcej powiem w recenzji. Kolejne moje odkrycie wśród odżywek to bardzo treściwy produkt od Yves Rocher. Nawilża, odżywia i dodaje blasku.





Podobnie sprawa wygląda z maskami. Świetne sprawdzają mi się produkty Kallosa, ale również mój ostatni hit TU, czyli maska od Anwen do średnioporowców.





Ostatni punkt dotyczący zimowej pielęgnacji włosów to zabezpieczanie końcówek. Serum jest u mnie obowiązkowe ! Mam ich kilka, ale najchętniej wracam do tego od Eveline TU. Produkt świetnie zabezpiecza włosy, nie obciąża i pięknie pachnie. Ponadto dobrze jest zainwestować w mgiełkę do włosów. Moja ulubiona to TA, a aktualnie mam wersje do włosów suchych i zniszczonych. Jednak na zimę lepsza będzie wersja z olejami.

Pamiętacie o upinaniu włosów przed wyjściem z domu? Tak ważne, a jak często o tym zapominamy? Często! Ja przeważnie zaplatam warkocz i chowam go pod kurtkę. Lub upinam koczek na czubku głowy i chowam go pod czapkę. Tak zabezpieczone włosy są chronione przed zimnym powietrzem, nie ocierają o kurtkę, szalik i nie wplątują się pod pasek torebki. 




To wszystko dotyczy włosów, ale nie można zapomnieć o skórze głowy. Zaobserwowałam u siebie, że "sezon czapkowy" wpływa mocno na przetłuszczanie skóry głowy. Co za tym idzie... znacznie częściej niż latem wykonuje peeling skóry głowy. Mój ulubiony od Bandi TU skończył się jakiś czas temu. Będę musiała pomyśleć o kolejnej buteleczce :O. 

Zostało mi jeszcze trochę peelingu od Elgon do skóry przetłuszczającej się. Póki co korzystam z niego lub łatwo dostępnej kawy mielonej zmieszanej w proporcji 1:1 z maska do włosów. Powstałą mieszanką masuje skórę głowy przez kilka minut. Taki peeling wykonuje raz na dwa tygodnie.


A jakie są Wasze obowiązkowe rytuały zimowej pielęgnacji włosów ? :)


Czytaj dalej

Efekty kremowania włosów codziennie przez 10 dni - Krem do ciała Isana chia babassu

10 dni kremowania




Pamiętacie moje ostatnie zachwyty nad kremowaniem TUTAJ? Jakiś czas temu na półkach Rossmanna znalazłam to cudeńko z Isany. I oczywiście przepadłam. Pokażę Wam dzisiaj efekty codziennego kremowania włosów przez 10 dni. Zdjęcia podzieliłam na etapy. Zatem zobaczycie moje włosy po jednym zabiegu, czterech, siedmiu i dziesięciu. Zaznaczę, że podczas tego eksperymentu kremowanie włosów odbywa się u mnie przed każdym myciem na minimum jedną godzinę do maksymalnie dwóch. A że myje włosy prawie codziennie całe przedsięwzięcie nie zajęło mi dużo więcej niż dwa tygodnie. Do mycia używam za każdym razem tego samego szamponu - Equilibra. Szamponem myję tylko skórę głowy, a długość maską Kallos Omega. 

Zaczniemy oczywiście od samego kremu. Jak zawsze rozszyfrowałam dla Was skład.




"Krem do ciała z olejem babassu i olejem z nasion Chia (Szałwii Hiszpańskiej) oraz gliceryną stanowi optymalna pielęgnację suchej skóry. Wysoce skuteczny pantenol polepsza zdolność skóry do wiązania wody, chroniąc w ten sposób przed jej utratą i w konsekwencji wysuszeniem. Krem do ciała szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy."

Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - nawilża), Glyceryl Stearate Se (emulgator - tworzy film, zapobiega odparowywaniu wody, zmiękcza, wygładza, nawilża), Ethylhexyl Stearate (emulgator pochodzenia roślinnego - nawilża, natłuszcza, zmiękcza, wygładza), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy - odżywia, nawilża, kondycjonuje, wygładza), Butylene Glycol (nawilża, ułatwia penetrację składników w głąb skóry, rozpuszczalnik), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea - naturalny filtr UV, chroni, nawilża, nadaje połysk, zmiękcza, wygładza i nawilża), Cetyl Alcohol (emolient - tworzy film, nawilża), Phenoxyethanol (konserwant), 




Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe - wygładza, chroni przed przesuszeniem), Salvia Hispanica Seed Oil (olej z nasion chia - poprawia elastyczność, nawilża, regeneruje), Orbignya Oleifera Seed Oil (olej babassu - nawilża, zmiękcza), Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, koi, regeneruje), Sodium Hydroxide (regulator pH), Carbomer (zagęstnik), Parfum (zapach), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator pochodzenia roślinnego), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, łagodny humektant), Tetrasodium Glutamate Diacetate (antyoksydant pochodzenia roślinnego), Tocopherol (witamina E - antyoksydant, wzmacnia, nawilża, hamuje wypadanie włosów), Alpha-Isomethyl Ionone (zapach).




Kremik przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, co wcale nie zniechęca mnie do użycia go na włosy ;). Skład bogaty jest w substancje natłuszczające i nawilżające zatem idealnie sprawdzi się w pielęgnacji włosów. Moje kosmyki w ostatnim czasie są nieco suche i matowe, brak im nawilżenia i blasku. Czy ten produkt poradzi sobie z takimi problemami? Patrząc na skład -  zdecydowanie tak.


Wrażenia po pierwszym użyciu.



Włosy są niezwykle miękkie i miłe w dotyku. Nabrały blasku. Czuprynka jest lekka i odbita od nasady pomimo tego, że krem nakładałam bardzo wysoko. Włosy nie są spuszone, a puszyste. Nie widać obciążenia. 


Wrażenia po czwartym użyciu. 



Nie mogę wyjść z podziwu ! Włosy prezentują się tak rewelacyjnie, że ciągle chodzę do lustra i je oglądam :). Dzisiaj wystarczyła im tylko godzinka trzymania kremu by osiągnąć ten niesamowity efekt gładkości i miękkości. Zobaczcie na końcówki <3 idealnie dociążone !


Wrażenia po siódmym użyciu.



Dzień przed siódmym kremowaniem musiałam oczyścić włosy, bo były już trochę obciążone. Następnego dnia odbyło się kremowanie i takie mamy efekty ! Idealna tafla, bardzo błyszcząca i miękka. 


Wrażenia po dziesiątym użyciu. 



Tym razem włosy zaprotestowały. Na zdjęciu są trochę niesforne i suche, a w dotyku niezwykle miękkie. Końcówki sterczą, są słabo nawilżone i wyglądają źle. Zatem wnioskuję, że taka częstotliwość jest dla nich zbyt duża.

Z całego eksperymentu wynika, że krem sprawdził się bardzo dobrze, a kluczem do idealnej tafli po kremowaniu jest częstotliwość stosowania kremu. U mnie najlepiej sprawdza się do tygodnia, a później należy zrobić przerwę lub zmienić sposób pielęgnacji. Podejrzewam, że dla każdego będzie to sprawa indywidualna. 


Na którym zdjęciu włosy podobają Wam się najbardziej ? :)


Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Jak pozbyć się niechcianego koloru? Jak wypłukać farbę z włosów?

Co stało się z moim blondem? Efekty nieudanej koloryzacji. Jak sobie poradzić z niechcianym kolorem?

Źródło


Potrzymałam Was trochę w niepewności :D. Tak jak przeczytaliście w tym poście stałam się ofiarą domowej koloryzacji... Na szczęście udało mi się wyjść z tego bez szwanku. No dobra... przybyła mi jedna, czy dwie zmarszczki, ale jakoś to przeżyje :D. 

Pomysłów na pozbycie się brudnej siwizny było kilka. Zawsze podkreślałam to, że regularne olejowanie szybciej wypłukuje farbę, a niektóre oleje ocieplają kolor. A więc jednym z pomysłów było bezustanne olejowanie. Zaczęłam od razu następnego dnia po koloryzacji. Nałożyłam olejek Wellness & Beauty na 4 h. Po tym czasie pełna nadziei emulgowałam olej, myłam włosy i suszyłam w napięciu tylko po to by doznać kolejnego rozczarowania. Jak się domyślacie jedno olejowanie nie pomogło. Co zresztą było dość logiczne, ale w tamtej chwili nie myślałam logicznie. 


Zaraz po koloryzacji - jeszcze przed terapią naprawczą


Później przyszedł mi do głowy szampon przeciwłupieżowy, bo gdzieś wyczytałam, że wypłukuje farbę. Niestety takowego nie miałam pod ręką, więc wybrałam zwykłą oczyszczającą Barwę. Szorowałam, pucowałam i nic... Siwizna nadal na swoim miejscu. Powiem szczerze, że byłam już nieźle załamana. Obmyślałam już plan, w jakiej krótkiej fryzurze po ścięciu będzie mi do twarzy.... Dobrze, że ten niefart przydarzył mi się na wolnym. Ale tak czy inaczej za dwa dni miałam iść do pracy... I co? Testowałam już nawet jak ułożyć włosy, żeby tą tragedię było jak najmniej widać. Okazało się, że ciasny kok załatwiłby sprawę, lecz przecież chciałam się tego pozbyć, a nie ukrywać. 




W końcu prześledziłam miliony stron w necie i mnie olśniło. No tak. Przecież to proste. Rozrobiłam moją oczyszczającą barwę w pojemniczku tak jak do mycia metodą kubeczkową. Następnie do pojemnika nasypałam płaską łyżeczkę sody oczyszczonej. Wstrząsnęłam i przystąpiłam do mycia. Dokładnie rozprowadziłam szampon na całej długości i masowałam kilka minut. Potem zostawiłam pianę na kilka chwil. Spłukałam. Czułam pod palcami niesamowity kołtun. W końcu to szampon oczyszczający i soda, więc czego innego się spodziewałam ? Żeby uniknąć późniejszego szarpania podczas czesania nałożyłam na włosy maskę Kallos Banana. Spłukałam i podsuszyłam włosy suszarką. 

Spojrzałam w lustro i już wiedziałam, że tym razem poszło mi znacznie lepiej. Gdy wyschły już całkowicie mogłam sobie pogratulować - wygrałam tę batalię. Włosy były już znacznie mniej siwe i ten brudny kolor nieco się spłukał. Byłam zadowolona :). Następnego dnia powtórzyłam cały zabieg. Co prawda włosy były bardzo spuszone i matowe, ale w końcu odzyskałam kolor ! Na regenerację przyjdzie czas. A tak wyglądają moje włosy po drugim oczyszczaniu z sodą. Jak zapewne zauważyłyście kolor z odrostu w znacznym stopniu również się wypłukał, więc całościowy efekt nie jest za ciekawy, ale to etap przejściowy. 


Zdjęcia w naturalnym świetle, bez lampy



Teraz dokładam wszelkich starań, aby włosy wróciły do dawnej świetności. Olejowanie i maski to w ostatnich tygodniach podstawa mojej pielęgnacji ;). Mimo wszystko warto czasem zaliczyć wpadkę, żeby się pozbierać, znaleźć sposób i dążyć do celu :)


Przypominam o konkursie trwającym na moim blogu :)





Czytaj dalej