Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yves rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yves rocher. Pokaż wszystkie posty

Ekologiczny krem = bogaty skład ? - NUTRITIVE VEGETAL, 24H COMFORT NOURISHING CREAM (KREM ODŻYWIAJĄCY NA DZIEŃ DO SKÓRY SUCHEJ I BARDZO SUCHEJ)

Natura zamknięta w niewielkim słoiczku





Dzisiaj na tapecie kremik Yves Rocher, który trafił do mnie w paczce razem z innymi kosmetykami za sprawą konkursu u Anszpi. Oprócz mojego niezawodnego szamponu Volume Yves Rocher nie miałam okazji używać kosmetyków tej firmy. Także pełna optymizmu wzięłam się za testowanie :D co z tego wyszło ? O tym poniżej !


Opis produktu:




Krem zawiera odżywczy koncentrat z wyciągiem z jesionu. Skóra staje się miękka, elastyczna i komfortowa natychmiast i przez cały dzień. Odżywia skórę intensywnie i zmniejsza uczucie dyskomfortu. 0% parabenów, olejów mineralnych, sztucznych barwników.


Skład:

Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - nawilża), Methylpropanediol (nawilża, wygładza, nośnik substancji aktywnych), Coco-Caprylate/Caprate (silikon roślinny - wygładza, nawilża, uelastycznia, zmiękcza, nie zapycha porów), Stearic Acid (kwas otrzymywany z naturalnych wosków - stabilizator, nośnik substancji aktywnych, odbudowuję barierę lipidową skóry), Ethylhexyl Stearate (emulgator pochodzenia roślinnego - nawilża, natłuszcza, zmiękcza, wygładza, może zapychać pory, odbudowuje barierę lipidową skóry), Cetyl Alcohol (nawilża tworzy film, może powodować zaskórniki), Behenyl Alcohol (nawilża, natłuszcza, zmiękcza, wygładza, uelastycznia), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej z orzechów makadamii - uelastycznia, spłyca zmarszczki, zapobiega powstawaniu nowych, nawilża, odżywia), Hydrogenated Coconut Oil (uwodorniony olej kokosowy - odżywa, natłuszcza, nabłyszcza, zmiękcza), Sorbitan Stearate (emulgator nie podrażnia skóry), Hamamelis Virginiana Flower Water (hydrolat z oczaru wirginijskiego - działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, odświeża, przyspiesza gojenie), 





Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea - naturalny filtr UV, koi podrażnienia, chroni, nawilża, zmiękcza, wygładza, nawilża), Hydrogenated Coco-Glycerides (nawilża, zmiękcza, wygładza, tworzy film), Polysorbate 60 (stabilizator emulsji, bezpieczny dla środowiska), Aphloia Theiformis Leaf Extract (ekstrakt z liści aphloia - regeneruje), Phenoxyethanol (konserwant), Dimeticone (nawilża, tworzy film, wygładza, nabłyszcza), Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2 (emolient), Fraxinus Ornus Sap Extract (jesion mannowy - ułatwia gojenie, koi podrażnienia), Parfum zapach, Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Sorbic Acid (delikatny konserwant), Allantoin (alantoina - koi podrażnienia, nawilża, działa przeciwzapalnie i ściągająco), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (zagęstnik - nawilża skórę), Sodium Hydroxide (regulator pH), Tetrasodium Edta (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant), Tocopherol (witamina E - antyoksydant, wzmacnia barierę lipidową skóry, zapobiega podrażnieniom, nawilża).


Opakowanie i konsystencja:




Krem zamknięty jest w szklanym słoiczku z nakrętką pojemności 50 ml, który z kolei mieści się w tekturowym kartoniku. Kolorystyka jest stonowana i przyjemna dla oka, utrzymana w stylu eko. Konsystencja jest kremowa, dość zbita.


Moja opinia:



Zacznę od zapachu. Totalnie mnie zniechęcił. Ciężko jest mi go porównać do czegokolwiek, ale jest mało przyjemny. A zwracam na to szczególną uwagę, bo nakładam go na twarz.

Krem rozprowadza się przyjemnie. Stosuję go regularnie od 4 miesięcy, a dopiero zobaczyłam dno, więc mogę go pochwalić za wydajność. Wchłania się bardzo szybko i pozostawia na buzi nietłustą warstwę filmu.




Produkt sprawia, że skóra jest bardzo dobrze nawilżona, miękka i aksamitna. Nie zapycha porów i nie uczula. Stosowałam go także na podrażniona cerę i nie potęgował problemów. Skórę wokół oczu omijam i nakładam na nią krem pod oczy.

Krem świetnie nadaje się jako baza pod makijaż. Nie przyspiesza błyszczenia się cery, nie roluje podkładu, ani nie zmienia jego koloru.




Skład, jak widzicie, prezentuję się na prawdę bogato. Znajdziemy tutaj mnóstwo substancji nawilżających, wygładzających i zmiękczających. Poza tym kilka ekstraktów i olejków. Skład oceniam na 5-. Minus za konserwant (zaznaczyłam na czerwono), który zdecydowanie nie powinien się tam znaleźć.


Ktoś z Was miał okazję używać ? :)


Czytaj dalej

Piękna przed świętami - zimowa pielęgnacja włosów

Włosowe rytuały gdy wiatr hula, a mróz ściska..




Czy zimowe powietrze wpływa niekorzystnie na nasze włosy? Tak, zdecydowanie tak. Co zatem zrobić by zabezpieczyć je przed mrozem i unikać kruszenia, łamania i rozdwajania się końcówek? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie i zaprezentować Wam moją aktualną pielęgnację włosów ;).





Bardzo ważnym punktem w dbaniu o włosy, moim zdaniem, jest olejowanie i kremowanie. Wykonuje te zabiegi zamiennie nie tylko zimą, a przez cały rok. Jednakże ta chłodniejsza pora roku zmusza mnie do olejowania nieco częściej. Staram się nakładać olej co najmniej dwa razy w tygodniu przed myciem. Aktualnie używam olejku Wellness & Beauty mango i papaja. To jeden z lepszych jakie miałam z tej serii. Zdecydowany faworyt tuż po sezamowo-waniliowym. Musze przyznać, że pachnie niebiańsko, znacznie lepiej niż moja ulubiona dotąd wersja waniliowa.

Ale wracając do samego zabiegu... nakładam olej przed myciem na 1 - 2 h na suche włosy pomijając nasadę. Po czym emulguje długość włosów maską, a skórę głowy myje szamponem. 

Włosy po takim SPA są niezwykle lśniące, miękkie i bardzo ładnie się układają. Ponadto przy dłuższym stosowaniu znacznie mniej się elektryzują, co jesienią i zimą jest mocno uciążliwe.

Jeśli chodzi o kremowanie to upodobałam sobie krem z Isany chia babassu (TU znajdziecie wpis dotyczący codziennego kremowania włosów przez 10 dni). Na suche włosy nakładam krem i pozostawiam na 30 min - 1 h po czym płukam, skórę głowy myje szamponem, a długość emulguje maską. Efekty po kremowaniu są bardzo podobne do tych po olejowaniu, ale mam wrażenie, że krócej się utrzymują.





Zima nie zmusza mnie do inwestowania w odpowiedni dla tej pory roku szampon. Po prostu korzystam z tego jaki akurat mam pod ręką. Teraz jestem w trakcie testowania zestawu od Swiss Image i używam szamponu z kwiatem czarnego bzu do włosów przetłuszczających się i zniszczonych. Nie będę za wiele zdradzać, bo więcej przeczytacie w recenzji, ale muszę przyznać, że jest całkiem przyzwoity.





Wybór odżywki na czas zimowy nie pozostawiam losowi tak jak w przypadku szamponu. Potrzebuje produktu bardzo mocno regenerującego, nawilżającego i treściwego. Dobrze jeśli zawiera naturalne emolienty, czyli oleje.  Absolutnie nie obrażam się na silikony. Są ze mną od zawsze i często po nie sięgam w odżywkach, czy maskach. A w czasie noszenia szalików, swetrów i kurtek są wręcz wskazane, bo świetnie zabezpieczają włosy przed łamaniem i rozdwajaniem. Tak jak wspomniałam wyżej używam aktualnie tej z zestawu od Swiss Image, ale tym razem wersji do włosów rozjaśnianych, która ma neutralizować żółte refleksy. Odżywka jest boska ! Więcej powiem w recenzji. Kolejne moje odkrycie wśród odżywek to bardzo treściwy produkt od Yves Rocher. Nawilża, odżywia i dodaje blasku.





Podobnie sprawa wygląda z maskami. Świetne sprawdzają mi się produkty Kallosa, ale również mój ostatni hit TU, czyli maska od Anwen do średnioporowców.





Ostatni punkt dotyczący zimowej pielęgnacji włosów to zabezpieczanie końcówek. Serum jest u mnie obowiązkowe ! Mam ich kilka, ale najchętniej wracam do tego od Eveline TU. Produkt świetnie zabezpiecza włosy, nie obciąża i pięknie pachnie. Ponadto dobrze jest zainwestować w mgiełkę do włosów. Moja ulubiona to TA, a aktualnie mam wersje do włosów suchych i zniszczonych. Jednak na zimę lepsza będzie wersja z olejami.

Pamiętacie o upinaniu włosów przed wyjściem z domu? Tak ważne, a jak często o tym zapominamy? Często! Ja przeważnie zaplatam warkocz i chowam go pod kurtkę. Lub upinam koczek na czubku głowy i chowam go pod czapkę. Tak zabezpieczone włosy są chronione przed zimnym powietrzem, nie ocierają o kurtkę, szalik i nie wplątują się pod pasek torebki. 




To wszystko dotyczy włosów, ale nie można zapomnieć o skórze głowy. Zaobserwowałam u siebie, że "sezon czapkowy" wpływa mocno na przetłuszczanie skóry głowy. Co za tym idzie... znacznie częściej niż latem wykonuje peeling skóry głowy. Mój ulubiony od Bandi TU skończył się jakiś czas temu. Będę musiała pomyśleć o kolejnej buteleczce :O. 

Zostało mi jeszcze trochę peelingu od Elgon do skóry przetłuszczającej się. Póki co korzystam z niego lub łatwo dostępnej kawy mielonej zmieszanej w proporcji 1:1 z maska do włosów. Powstałą mieszanką masuje skórę głowy przez kilka minut. Taki peeling wykonuje raz na dwa tygodnie.


A jakie są Wasze obowiązkowe rytuały zimowej pielęgnacji włosów ? :)


Czytaj dalej

Piękna przed świętami - zimowa pielęgnacja twarzy i ust

Gotowa na zimę?




Czy zimą faktycznie intensywniej dbam o skórę twarzy i usta ? Tak ! Zima to czas kiedy świadomie sięgam po kosmetyki do zadań specjalnych. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc każda kobieta chce wyglądać wyjątkowo. Nie liczy się tylko wybór odpowiedniej garderoby. Ważnym elementem, który niewątpliwie przykuwa największą uwagę jest nieskazitelna cera. Razem z portalem Trusted Cosmetics postanowiłam stworzyć wpis i podzielić się z Wami moimi ulubieńcami wśród kosmetyków do zimowej pielęgnacji twarzy.




Zacznę oczywiście od oczyszczania, bo to zdecydowanie jeden z ważniejszych punktów w dążeniu do idealnej cery. Moimi faworytami jest delikatny peeling z węglem od Marion oraz czarna maska od Iva Natura. Zaczynam od złuszczenia naskórka peelingiem, który jest bardzo delikatny zatem nie ma mowy o podrażnieniu. Kolejnym krokiem jest maseczka, która dogłębnie oczyszcza i zamyka pory. Takie zabiegi funduje sobie 2 razy w tygodniu, aby osiągnąć i utrzymać optymalne efekty. Z kolei na co dzień sięgam po mój niezawodny żel do mycia twarzy Selfie Project, o którym przeczytacie, mam nadzieję, już wkrótce.

Będąc na etapie oczyszczania twarzy nie można zapomnieć o ustach ! Ja regularnie złuszczam naskórek ust peelingiem. Wargi zdecydowanie lepiej prezentują się, gdy nie są spierzchnięte i suche.




Gdy oczyszczanie mam już za sobą zabieram się za nawilżanie i natłuszczanie. Bardzo ważny punkt w zimowej pielęgnacji twarzy ! Tutaj upodobałam sobie kilka produktów. Jest to między innymi krem do twarzy Yves Rocher Nutritive Vegetal. Stosuję go od niedawna i już polubiłam za świetne nawilżenie. Ponadto nie podrażnia ani nie uczula wrażliwej skóry. Bardzo fajnie sprawdza mi się także krem z Ziaji Kozie Mleko z filtrem SPF 20, który z kolei mocno natłuszcza. 

Kolejnym ciekawym kosmetykiem, który testuje od tygodnia, a już wkradł się w moje łaski, jest mgiełka tonizująca od Delia. Bardzo fajny produkt również mocno nawilżający. Uwielbiam rozpylać ją na twarz bezpośrednio przed nałożeniem kremu. Tworzy na buzi niewidzialną, trochę lepką mgiełkę, która uelastycznia i nadaje miękkości. 




Pisząc o zimowej pielęgnacji twarzy nie sposób nie wspomnieć o ustach. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez pomadki ochronnej... Zimą najlepiej sprawdza mi się Palmers, choć często sięgam również po Isanę czy zwykłą wazelinę. 


A dla Was co jest najważniejsze w zimowej pielęgnacji twarzy i ust? ;)



Czytaj dalej

Mascara Yves Rocher Sexy Pulp - jest się czym zachwycać?

Sexy Pulp ultra-volume mascara




Opis produktu:

Ekstremalnie pogrubiający tusz Sexy Pulp Yves Rocher ze szczoteczką z włosia w kształcie klepsydry. W składzie zawiera wosk carnauba, gumę z akacji, wodę z bławatka, wosk ryżowy. 

Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Bez parabenów.



Skład:

Aqua (woda), Cera Microcristallina (krystaliczny wosk mineralny otrzymywany z ropy naftowej - emolient tłusty, scala ze sobą składniki), Acrylates Copolymer (zagęstnik/antystatyk), VP/Hexadecene Copolymer (spoiwo - wiąże składniki), Glyceryl Behenate (zagęstnik pochodzenia naturalnego - nawilża i natłuszcza), Centaurea Cyanus Water (hydrolat z Chabra Baławatka - działa antyoksydacyjnie, ściągająco, łagodząco), Oryza Sativa (Rice) Bran Wax (wosk z otrębów ryżu - środek zmiękczający), Cera Carnauba (naturalna żywica roślinna - nadaje połysk, elastyczność, zmiękcza, natłuszcza), Stearic Acid (kwas tłuszczowy otrzymywany z naturalnych wosków - stabilizator), Methyl Propanediol (rozpuszczalnik - działanie nawilżające), Palmitic Acid (zmiękcza, wygładza, nadaje połysk), Aminomethyl Propanol (regulator pH), Microcrystalline Cellulose (stabilizator, substancja wypełniająca), Dimethicone (silikon - nawilża, wygładza, nabłyszcza), Hydroxyethyl-cellulose (zagęstnik), Acacia Senegal (zagęstnik), Nylon- 12 (ułatwia rozprowadzanie kosmetyku, hipoalergiczny), Benzyl Alcohol (rozpuszczalnik, konserwant, zapach), Phenoxyethanol (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), [+/- CI 77007, CI77491, CI 77492,CI 77499, CI 77891 (06.02.2013.) - barwniki


Opakowanie i konsystencja:



Tusz mieści się w standardowej tubce o pojemności 9 ml. Szczotka ma kształt klepsydry i jest dobrze wyprofilowana, ale ma się wrażenie, że włosie jest zbyt gęste. Konsystencja jest zmienna - więcej na ten temat poniżej. Kolor - czarny.


Moja opinia:

Po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że będzie to bardzo miła i przyjemna współpraca. Niestety czar prysł. Co prawda tragedii też nie ma, ale jednak mascara nie spełnia moich wymagań w stu procentach. Dlaczego?




Nałożyłam tylko jedną warstwę, a rzęsy wyglądały jak z reklamy. Pogrubione, rozdzielone, wydłużone i podkręcone. Ideał. Już chciałam biec do Was i krzyczeć, że znalazłam następcę Eveline. Jednak mój zachwyt minął po około 2 tygodniach od pierwszego razu.

Tusz po tym czasie zrobił się bardzo gęsty i suchy (?). Aby rzęsy wyglądały na wytuszowane muszę rozprowadzić 2 warstwy specyfiku. Trzeba jednak bardzo uważać, bo jedno muśnięcie za dużo i mascara skleja rzęsy bezpowrotnie!




Bardzo ciężko rozczesać rzęsy, bo szczoteczka pomimo odpowiednio wyprofilowanego grzebyka ma zbyt gęste włosie. Nie miało to miejsca w pierwszych tygodniach testów, ponieważ konsystencja była rzadsza i szczotka sunęła bez przeszkód.

Mascara robi nieestetyczne grudki i żeby ich uniknąć trzeba pilnować, aby na szczotce nie znalazło się za dużo produktu. Niekiedy uda się nią wytuszować rzęsy idealnie, a innego dnia poskleja je całkowicie w kępki ;( 



Znacie mascarę Sexy Pulp Yves Rocher? :)



Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Jak dbać o wlosy po rozjaśnianiu?

Sposoby regeneracji, odżywienie, walka o kolor, połysk, gęstość i wiele innych



Źródło


Sporo osób zadaje mi pytanie "Jak dbać o włosy po rozjaśnianiu?" i dzisiaj postaram się na nie odpowiedzieć.





1. Farba.

Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na wybór odpowiedniej farby do włosów. Ja sama przetestowałam już kilka drogeryjnych firm i (tu Was rozczaruje) nie znalazłam odpowiedniej.

Z całą pewnością mogę Wam odradzić farby Palette, Londy i Garniera, które u mnie wywołują silne pieczenie, świąd i utratę włosów (RECENZJA koloryzacji Garnier). Nie polecam także Syoss Oleo Intense (RECENZJA) oraz Schwarzkopf Nectra Color, które pomimo braku amoniaku są w stanie przeżreć się do mózgu :-D.

Farby, które są ok pod względem braku skutków ubocznych to przede wszystkim Joanna Naturia. Korzystam z nich chyba najczęściej, lecz kolor nie zawsze wychodzi jak na pudelku. TUTAJ możecie zobaczyć odcień Szlachetna Perła, a TUTAJ  i TUTAJ Srebrny Pył.

Kolejną farbą, która jako tako się sprawdza jest Syoss (nie rozjaśniacz, ani wersja Oleo), lecz i w tym przypadku kolor jest daleki od ideału (TUTAJ).

Kolejna ciekawa farba to odcień N9 z Color & Soin. Farba jest droga, ale na naturalnych składnikach. Kiedy ją nakładałam byłam w lekkim szoku, bo farba zmienia kolor na pomarańczowy... Pomyślałam wtedy "a niech to znowu będę ruda...", ale przy spłukiwaniu okazało się, że włosy nadal są koloru blond aczkolwiek z delikatna rdzawą poświatą na odroście. Możliwe, że kolor 10N okazałby się idealny, ale nigdy nie zdecydowałam się go wypróbować.

Dawno temu używałam także Wellaton 10/0 i mam zamiar do niej wrócić przy najbliższej koloryzacji. Kiedyś z efektów po tej farbie byłam zadowolona ;-) zobaczymy jak będzie tym razem.

Z farb profesjonalnych nie korzystałam. Jakoś przeraża mnie wizja mieszania odpowiednich proporcji i czekanie w napięciu "co wyjdzie tym razem? " tak więc nie używam. Ale sporo osób sobie chwali tego typu farby, ale ja sama nie jestem w stanie dobrać sobie takich produktów, a Paniom w sklepach fryzjerskich najzwyczajniej nie ufam :-D (podobnie z wyborem odpowiedniego fryzjera - ale to już temat na kolejny post).

Kiedy już zafarbujemy włosy... Po kilku myciach od farbowania ukazuje się prawdziwy stan włosów... SZOK ! I tutaj czas na punkt nr 2.





2. Szampon.

Wybierając odpowiedni powinnyśmy wziąć pod uwagę przede wszystkim skład.  Szampon powinien być delikatny, aby nie wypłukiwał farby, a także dlatego żeby dodatkowo nie wysuszał i nie niszczył włosów. Czyli detergentom mówimy NIE.

Warto wybrać szampon, który nie zawiera SLS. I tutaj złapałam się w pułapkę. Myślałam, że wybierając szampon dla dzieci robię dobrze - myliłam się. Baby Dream, Bambino (RECENZJA), czy Johnsons, które używałam piekielnie plątały mi włosy przez co spędzałam 10 minut na tym, żeby je rozczesać, a i tak ostatecznie je rwałam. Dla wysokoporowatych włosów szampony dla dzieci to kiepski pomysł. Dla nisko lub średnioporowatych mogą okazać się bardzo dobre.

Ostatecznie dzięki nawiązanej współpracy (z Centrum Zdrowego Włosa) znalazłam swój (na tą chwilę) ideał - nawadniający szampon Insight anti-frizz (RECENZJA). Jest delikatny, dobrze oczyszcza i zmywa oleje. Przy tym nawilża i odżywia włosy. Przejdź do sklepu.





Kolejny, który jest równie dobry i o wiele tańszy to Yves Rocher Volume (RECENZJA). Z tą różnica, że w składzie zawiera ALS, ale to i tak łagodniejsza wersja niż SLS.

Skoro jesteśmy przy szamponach warto wspomnieć o szamponach oczyszczających. Stosując silikony i inne substancje, które nadbudowują się na włosach trzeba raz na jakiś czas (mniej więcej 1-2 razy w miesiącu) oczyścić zarówno skórę głowy jak i włosy.


Szampany, które polecam do oczyszczania to:

- Joanna Naturia z pokrzywa i zieloną herbata
- Barwa ziołowa

Oraz inne szampony z krótkim składem w cenach do 5 zł.






3. Maski.

Na początku używałam ich przy każdym myciu. Stosowałam przed myciem na 30 min - 1 h. Po myciu na 15-20 min lub jak odżywkę po myciu na 1-2 min.

Aktualnie maski używam 2-3 razy w tygodniu. Raz dogłębna regeneracja, czyli przed myciem na 30 min (często dodaje półprodukty). Kolejne dwa razy - zamiast odżywki, czyli po myciu wprasowuje przez 2-3 min po czym spłukuje.

Maski można mieszać ze sobą i komponować odpowiednie dla siebie mieszanki. Ważne jest aby na początek nie rzucić się bez opamiętania na maski z proteinami (np. Kallos Keratin, Milk, Biovax Latte, czy Serical Crema al latte), bo skończymy z przeproteinowaniem włosów.

Na początek powinniśmy sięgać raczej po emolientowe maski, które są najbezpieczniejsze dla zniszczonych rozjaśniaczem włosów (czyli Kallos Omega, Blueberry, Argan, Banana, Color czy Farcom Seri Natural Line z olejem arganowym).

Te humektantowe (czyli Kallos Algae, Aloe czy Insight anti-friz, o której pisałam TUTAJ, przejdź do sklepu) można sobie także na razie darować i sięgnąć gdy będzie odpowiednia pogoda (punkt rosy).

Dokładnie o moich maskach pisałam w TYM poście.






4. Odżywka - sprzymierzeniec !

Odżywka ułatwi rozczesywanie i dodatkowo zabezpieczy włosy przed uszkodzeniami i szarpaniem (podczas czesania).

Mogę Wam polecić odżywkę, która dodatkowo nawilży i odżywi włosy. To jedna z moich ulubionych, a mianowicie Isana Oil Care (poczytać o niej można TUTAJ).


Odżywek nie ma co żałować ;-)  używamy sporo przy każdym myciu (poza tymi momentami kiedy używamy maskę). Włos ma być śliski, a dłoń powinna sunąć. Nakładamy od połowy włosów w dół na 1-2 minutki. Można wprasować.







5. Olejowanie.

Moim zdaniem przy bardzo zniszczonych włosach powinno się olejować 2-3 razy w tygodniu na co najmniej 1 h. Ja początkowo nakładałam oliwkę Baby Dream nawet na 10-15min przed każdym myciem.





Teraz optymalny czas olejowania to moim zdaniem 1-3 h. W tym czasie olej dogłębnie wniknie w strukturę włosów i je odżywi. Niektóre osoby preferują nocne olejowanie, też go próbowałam, ale nie zauważyłam różnicy niż jak trzymam olej 3h.





Jeśli chodzi o częstotliwość olejowania to aktualnie nakładam olej ok. 1 raz w tygodniu i jest wystarczająco.





Oleje dla wysokoporowatych blondynek, które sprawdziły się u mnie to:

- oliwka Baby Dream (mini recenzja)

- olejek Wellness & Beauty (ulubieniec)

- olejek jaśminowy CHAMELI (recenzja)

- oliwa z oliwek (recenzja)

- olej z pestek winogron (możecie o nim przeczytać TUTAJ)

- olej kokosowy (nie próbujcie go w pierwszej kolejności, bo na bardzo zniszczonych włosach może wywołać puch nie do opanowania - recenzja)

- olej migdałowy (moim zdaniem - ŚWIETNY!) mini recenzja

- olej ryżowy (recenzja)

- olej makadamia (recenzja)

- olej arganowy (recenzja)

- olej z nasion bawełny (recenzja)



O metodach olejowania pisałam TUTAJ. Ja najczęściej wybieram metodę na sucho, bądź olejowanie w misce.






6. Silikony.

Włosy spalone rozjaśniaczem i te przesuszone ciągłą koloryzacja (dotyczy to nie tylko blondów) potrzebują silikonów.

Powstało mnóstwo wpisów w blogosferze, że silikony to zło. Według mnie to bzdura. Bez silikonów nie byłabym w stanie poradzić sobie w moimi włosami, więc w mojej pielęgnacji są punktem stałym, ale z umiarem.

W głównej mierzę mam na myśli sera silikonowe oraz mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które mają w składzie silikony.





Niegdyś byłam "szczęśliwą" posiadaczka pasemek przez które czesanie włosów było zmorą mojego życia :-D. Po myciu przechodziłam katusze, rwałam, ciągnęłam... A i tak czesanie trwało ok. 20 minut (poważnie). Dopiero za jakiś czas odkryłam Biosilk, który wydawał się moim lekarstwem na wszelkie smutki :-D, ale jakże się rozczarowałam, gdy w końcu odkryłam, że włosy ciągle są suche, poplątane, połamane i wręcz martwe. Tak - alkohol w składzie serum na końcówki!

Ale ta epoka minęła i teraz bogatsza o swoje doświadczenia mogę bez wahania polecić Wam następujące sera do zabezpieczania końcówek:

- Marion olejki orientalne (obojętnie który - działają tak samo - recenzja TUTAJ)

- Stapiz Argan'de, który skład ma podobny do Mariona, ale według mnie działał nieco lepiej. Włosy są lśniące i bardzo łatwo się rozczesują (recenzja)

- Marion fluid na końcówki - moim zdaniem ma kiepską konsystencję, która jest bardziej kremowa niż oleista i łatwo obciążyć włosy. Ale ogólnie nie jest najgorszy.

- Natura Silk jedwabna kuracja (recenzja)

- olejki naturalne (makadamia, słonecznikowy, z nasion bawełny, z orzechów włoskich i wiele wiele innych) oraz gotowe miksy olejów (Wellness & Beauty) oczywiście w rozsądnej ilości - 1-2 kropelki.





Mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które polecam to przede wszystkim Gliss Kur. Wiem że ma on swoich zwolenników jak i przeciwników, ale jeżeli chodzi o skład i dostępność to nie można im nic zarzucić. Moja ulubiona mgiełka z Gliss Kur to Oil Nutritive (ta złota). Recenzja TUTAJ.

A wiec wracając do tematu... Po myciu nakładam kropelkę serum Marion lub olejku naturalnego i wcieram w końcówki, a potem psikam 2-3 pompki mgiełki Gliss Kur.

Na drugi dzień po myciu także zdarza mi się zabezpieczać włosy w ten sposób. Włosy mimo takiej dawki nie są obciążone. Blondy naturalne i te rozjaśniane chłoną tego typu substancje, bo są im potrzebne.

Mając tak zabezpieczone włosy nie trzeba się obawiać ani pogody ani zanieczyszczeń ani odzieży, o którą włosy się ocierają.

Także ten punkt mamy z głowy. Czas na kolejny.






7. Peeling skalpu.

To sprawa indywidualna. Jeśli mamy tendencję do łupieżu lub skóra głowy się przetłuszcza... a może nakładamy maski lub oleje na skore głowy?  To wtedy TAK, zdecydowanie raz na miesiąc przydałyby się zrobić dogłębny peeling. Ja używam tych, które jestem w stanie zrobić sama, czyli cukrowego i kawowego (i TU).





Najbardziej polubiłam się z kawowym i wykonuje go (mieszam łyżeczkę kawy mielonej z taka sama ilością balsamu lub odżywki) ok. 2 razy w miesiącu.





8. Wcierki.

Włosy po rozjaśniaczu wypadają częściej i bardziej niż te naturalne. Warto zainwestować w idealną wcierkę.


U mnie najlepiej sprawdziły się:

- kozieradka (hamuje wypadanie włosów, pojawiają się nowe włosy - RECENZJA)

- jantar (minimalnie przyspiesza porost)

- woda brzozowa (minimalnie przyspiesza porost)

- olejki np. Łopianowy z Green Pharmacy, a także inne, o których wspominałam w punkcie o olejowaniu.

Olejki warto mieszać z substancjami aktywnymi np. Sokiem z aloesu, siemieniem lnianym lub z olejkami eterycznymi, które rozgrzewają np. Rozmarynowy. Taki olejek rozgrzewa skórę oraz przyspiesza i ułatwia wnikanie substancji odżywczych.





9. Płukanki.

Punkt, który w początkowej fazie dbania o włosy omijałam. Wydawało mi się, że płukanki nie są do końca potrzebne. Na tą chwilę przekonałam się tylko do płukanki z nafty kosmetycznej (RECENZJA). Jest świetna i włosy po zastosowaniu zawsze są nienaganne, czyli błyszczą, tworzą lejącą się tafle.





Próbowałam także płukanki z lnu, która jakoś nieszczególnie się spisała (recenzja). A także płukanki z rumianku (recenzja).




10. Podcinanie włosów.

Jest to bardzo ważny punkt. Jeśli włosy się sypią, kruszą, łamią, urywają itd TRZEBA powtarzam TRZEBA je ściąć. Ich uszkodzenia mogą być tak dogłębne, że po ścięciu znacznej ilości włosy mogą kruszyć się wyżej, ponieważ uszkodzone są już w wyższych partiach. Dlatego obcinamy do skutku i prowadzimy pielęgnację. Tylko w takiej kolejności możemy osiągnąć wymarzony efekt pięknych i zdrowych włosów :).




Wydaje mi się że to już wszystko ;-)  jeśli ktoś dotarł do końca to gratuluje :-D




Czytaj dalej