Strony

Błogie marcepanowe uniesienie - Olejek śliwkowy w pielęgnacji twarzy i włosów - Your Natural Side

Siła natury




Lubicie zapach marcepanu ? Jesienią uwielbiam woski o tej woni, które otulają dom i nadają mu magiczną atmosferę. Potrzebuje wtedy już tylko koc, kawa, ciastko i dobra książka 💖 tak mogę spędzać każdy wieczór !

Ostatnio w moje ręce wpadł olejek śliwkowy, który obłędnie pachnie marcepanem 💕. Ta woń jest tak apetyczna, że można się zapomnieć i go zjeść ! Dzisiaj chce Wam przybliżyć kilka fajnych pomysłów jak można umilić sobie życie za sprawą tego kosmetyku !


Opis produktu:

Olej z pestek śliwki o przyjemnym marcepanowo – migdałowym zapachu. Przeznaczony do pielęgnacji każdego typu skóry, zwłaszcza odwodnionej i wymagającej ujędrnienia. Łagodzi i uspokaja cerę problemową.




Idealny do pielęgnacji: 
- cery suchej i podrażnionej
- problemowej, zanieczyszczonej
- z nadprodukcją sebum
- dojrzałej z oznakami starzenia
- suchych, rozdwajających się i zniszczonych włosów
- łamliwych paznokci
- spierzchniętych ust

Działanie:
- przeciwstarzeniowe
- nawilżające
- regulujące
- ochronne
- regenerujące

Więcej TU


Skład:



Prunus Domestica Seed Oil; (Olej z pestek śliwki nierafinowany 100%) nawilża, regeneruje, koi, łagodzi podrażnienia, zmiękcza, wygładza, odbudowuje, działa przeciwzmarszczkowo, zmniejsza niedoskonałości, reguluje pracę gruczołów łojowych.


Cena: około 20 zł za 10 ml TU


Opakowanie i konsystencja:



Olejek mieści się w buteleczce z brązowego szkła o pojemności 10 ml. Zaopatrzony jest w pipetkę. Posiada gęstą konsystencję o intensywnie żółtym zabarwieniu.


Moja opinia:

Tak jak wspomniałam na początku... zapach totalnie mnie zachwycił ! Uwielbiam go i to w szczególności jesienią. Jeśli tak samo jak ja macie skłonność do zatracenia się w marcepanowej woni to nie wahajcie się ! Olejek musi być Wasz !




Na stronie producenta znajdziecie wiele sposobów na wykorzystanie tego specyfiku. Ja upodobałam sobie dwa z nich. Pierwszy to nakładanie olejku na twarz wieczorem, po dokładnym demakijażu (zamiast kremu).




W takiej formie produkt bardzo dobrze nawilża, łagodzi drobne podrażnienia i uspokaja cerę. Buzia po zastosowaniu jest miękka, elastyczna i odprężona. Oczywiście jest też delikatnie tłusta co nie powinno być zaskoczeniem, bo olej jest treściwy i nie wchłania się do końca. Z tego też powodu uważam, że jest odpowiedni dla skóry suchej na co dzień i pod makijaż oraz na noc. Bądź (jak w moim przypadku) dla cery mieszanej, ale tylko w formie regeneracji po demakijażu, czyli na noc. Wydaje mi się, że zastosowanie go przed makijażem w przypadku cery mieszanej mogłoby skutkować szybszym przetłuszczaniem, a w efekcie mega błyskiem.




Mój drugi sposób na wykorzystanie tego cuda to zabezpieczanie końcówek ! Jak wiecie na punkcie włosów mam bzika... jest jesień, więc pojawiają się już dni, gdy nieodłącznym elementem garderoby jest szal i kurteczka. Wtedy włosy maksymalnie narażone są na ocieranie oraz zimne powietrze. Jak temu zaradzić ? ⇩




Pamiętaj ! Najlepszym rozwiązaniem jest zabezpieczanie końcówek przed wyjściem z domu. Ja robię to nawet 2-3 razy dziennie. W dłoniach rozgrzewam 1 krople olejku i nakładam na włosy począwszy od końcówek ku górze (mniej więcej do ucha).




Dla posiadaczek włosów, które łatwo obciążyć polecam zmieszać kropelkę olejku z kroplą odżywki (1:2). Wtedy mamy kompleksową ochronę wraz z regeneracja, a mieszanka olejku z odżywką nie obciąży włosów tak mocno jak sam olejek. 




Włosy będą Wam wdzięczne za takie zabiegi 😃 jestem tego pewna ! Zerknijcie na moje ☺️. Olejkiem z pestek śliwki zabezpieczam je od 3 miesięcy. Oczywiście poza zabezpieczeniem stosuje różne inne zabiegi, które utrzymują je w dobrej kondycji, ale tylko spójrzcie na końcówki ! Moim zdaniem są w świetnym stanie !




Ponadto wydajność olejku jest na prawdę bardzo dobra. Po 3 miesiącach intensywnego stosowania zarówno do twarzy jak i włosów zostało mi 1/3 buteleczki. Gdyby nie moja niezgrabność pewnie byłoby go więcej, ale trochę mi się wylało 😲


Przekonałam Was ? Niech moc śliwki i marcepanu będą z Wami ❣


Czytaj dalej

Jak bardzo istotne są wody kwiatowe w pielęgnacji mojej cery - Your Natural Side woda miętowa i jaśminowa

Mięta pieprzowa czy jaśmin ?




Wody kwiatowe, czy hydrolaty były dla mnie zawsze czymś ciekawym, ale zakup ciągle odkładałam, bo nie miałam pomysłu na ich użycie. W końcu nastał ten dzień kiedy w moich zasobach kosmetycznych znalazły się dwie wody Your Natural Side: miętowa i jaśminowa.

Sposoby na wykorzystanie podrzuca sam producent, więc nie musiałam już się głowić i wystarczyło podjąć kilka prób. Czy odkryłam coś wyjątkowego ? 😁 o tym za chwilę !


Opis produktu:

Woda z mięty pieprzowej:

Woda z mięty pieprzowej działa oczyszczająco i odświeżająco. Łagodzi podrażnienia i wspomaga regenerację skóry. Polecana do pielęgnacji cery zanieczyszczonej z nadprodukcją sebum, a także na partie ciała o nadmiernej potliwości. Chłodzi i orzeźwia skórę. Idealna, jako odświeżająca mgiełka w upalne dni, lub po wysiłku fizycznym, a także jako preparat odświeżający jamę ustną. 


Woda jaśminowa:

Woda jaśminowa stosowana jest w pielęgnacji każdego typu skóry, również problemowej, podrażnionej, zaczerwienionej i nadwrażliwej. Polecana w profilaktyce cery naczynkowej. Doskonale nawilża cerę dojrzałą oraz wygładza zmarszczki. Zapach jaśminu działa afrodyzyjnie, rozluźnia i uspokaja, a także poprawia humor.




Skład:

Woda z mięty pieprzowej:

Peppermint (Mentha Piperita) Hydrolate (Hydrolat z mięty pieprzowej 100%) oczyszcza, odświeża, chłodzi, łagodzi podrażnienia, reguluje pracę gruczołów łojowych.


Woda jaśminowa:

Jasmine (Jasminum Sambac) Hydrolat; (Hydrolat z jaśminu 100%) łagodzi podrażnienia, działa przeciwzapalnie, regeneruje.


Cena: miętowa 23 zł za 100 ml TU , jaśminowa 25 zł za 100 ml TU


Opakowanie i konsystencja:




Obie wody zamknięte są w buteleczkach z brązowego szkła o pojemności 100 ml zaopatrzonych w atomizer. Jedno naciśnięcie rozpala przyjemną - dość dużą chmurę. Butelka jest brązowa i koloru nie jestem w stanie stwierdzić po rozpyleniu.


Moja opinia:

Sposobów na wykorzystanie jest wiele m.in. w formie toniku do twarzy, jako dodatek do masek, chłodząca mgiełka do ciała, na skórę głowy, czy chociażby jako preparat na poparzenia. Więcej pomysłów znajdziecie TU (miętowa) i TU (jaśminowa). Ja zdecydowałam się na pierwszy sposób, czyli formę toniku do twarzy.

Jako pierwszą wybrałam mgiełkę miętową z racji tego, że kosmetyki mam od lipca i tropikalna temperatura tak mocno dawała się w kość, że szukałam ochłodzenia. Tak więc stosowałam mgiełkę rano po uprzednim umyciu twarzy, ale przed pielęgnacją i makijażem. A także wieczorem po pełnym demakijażu, ale przed pielęgnacją (mam tutaj na myśli krem lub serum). Do jednorazowego użycia potrzebowałam trzech pełnych pompek.





Po rozpyleniu wody wyczuwa się cudowny odprężający zapach mięty. Produkt wchłania się dość szybko pozostawiając efekt nawilżenia i odprężenia, ale zarazem napięcia skóry. Tak przygotowana cera jest gotowa przyjąć krem, czy serum.

Buzia po użyciu jest mocno odświeżona, zwarta i delikatnie schłodzona.

Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że się uzależniłam 😲. Znacie to uczucie, gdy pominięcie jakiś ważny element pielęgnacji? Nawet makijaż trzyma się gorzej 😐. Ja tak mam. I w momencie, gdy jakimś cudem zapominałam o mgiełce od razu czułam na twarzy nieprzyjemne ściągnięcie i brak nawilżenia, pomimo użycia kremu, który do tej pory się sprawdzał ☹️. 





Wieczorem, gdy po demakijażu rozpylałam miętową mgiełkę czułam ukojenie twarzy i wszelkie podrażnienia znikały niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Mgiełkę jaśminowa zaczęłam stosować po tym jak miętowa dobiła do dna. Używałam ją dokładnie tak samo jak poprzednią. Zapach jaśminu jest wyczuwalny, ale nienachalny. Spodziewałam się, że jak rozpylę mgiełkę to intensywna z natury won jaśminu przyprawi mnie o migrenę... na szczęście tak się nie stało 😄 zapach jest przyjemny i subtelny.





Jedyne co różni obie mgiełki poza zapachem to fakt, że ta jaśminowa już nie napina twarzy tylko ją rozluźnia. Dlatego najbardziej upodobałam sobie stosowanie jej wieczorem po demakijażu, aby maksymalnie wykorzystać efekt odprężenia. 

Podobnie jak w przypadku miętowej buzia po życiu jaśminowej zaznaje ukojenia i nawilżenia. Może nie czuć już tak mocno odświeżenia, ale za to woda jaśminowa niesie błogi komfort i uspokaja cerę.





Mogę wymienić dwie wady. Po pierwsze nie zauważyłam by woda miętowa panowała nad moim świeceniem w strefie T. A opisie znajduje się informacja, że ma wpływać na ten aspekt pozytywnie.

Po drugie wody zdecydowanie za szybko się kończą... właśnie dobijam do dna jaśminowej i już szukam innych wersji hydrolatów Your Natural Side. Muszę wypróbować wszystkie ! Poratuje ktoś rabatem do którejś z tych drogerii ? 😄


Czytaj dalej

Hybryda - HNM nr 1336 red wine, Emerald nr 010 gold, Bling nr 40 red, Belen nr 90546 banana, Belen nr 09956 purple

Autumn Nails




Czujecie to rześkie powietrze każdego ranka ? Tak, tak ja też wyczuwam już skradającą się za rogiem jesień. I bardzo mnie to cieszy ! W końcu będę mogła podziwiać kolorowe drzewa i napawać się ich pięknem 😀. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam tą porę roku. Oczywiście nie tylko za walory kolorystyczne, ale przede wszystkim za tajemniczy, bajkowy klimat, który wyczuwa się już w samym chłodnym powietrzu 💗.




Dlatego właśnie w takim wesołym klimacie powstała dzisiejsza stylizacja. Pozwoliłam sobie przepaść w bordach i fioletach by móc przełamać je złotem i żółcią.




W końcu po kilku latach rozstałam się z Semilackiem i tym razem po raz pierwszy użyłam bazy i topu z Rosalind. Pokrótce mogę Wam powiedzieć, że paznokcie trzymają się bez zarzutu (nic nie wstaje) już prawie 3 tygodnie, więc baza na prawdę jest godna uwagi. Niestety top wypada trochę gorzej, bo po około tygodniu pojawiły się na nim pierwsze rysy 😢.




Opiszę Wam teraz lakiery jakich użyłam na przykładzie lewej ręki: kciuk - niezawodne bordo z HNM o numerze 1336 (3 warstwy). Palec wskazujący - widnieje na nim ten sam lakier (2 warstwy) na który położyłam dwie warstwy bezbarwnego lakieru ze złotymi drobinkami z firmy Emerald o numerze 010. Palec środkowy to czerwień (3 warstwy) z Bling numer 40. Na palec serdeczny możecie zobaczyć piękną pastelową żółć z Belen (3 warstwy) o numerze 90546. A na małym palcu widnieje śliwka również z Belen (także 3 warstwy) o numerze 09956. Jednym zdaniem - Aliexpress rządzi 😎




Jak Wam się podoba jesienna stylizacja? :)


Czytaj dalej

White dress and white t-shirt from Zaful

Letnie nowości



Pogoda się uspokoiła, więc mogę odetchnąć z ulgą. Gdyby sierpniowe upały trwały jeszcze trochę to chyba bym się wykończyła. Tak więc na pożegnanie wakacji mam dla Was przegląd moich ostatnich letnich fatałaszków.








Sukienka jest przepiękna. Utrzymana w lekkim, słowiańskim stylu. Wykonana z dość ciężkiej bawełny, ale bardzo miękkiej i miłej w dotyku. Fason swobody i luźny. To rozmiar S, a mam wrażenie, że zmieściłaby się osoba nosząca XL. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że mocno prześwituje, także nie zwracajcie uwagi na moje gatki 😀😃.







Przy drugiej stylizacji od razu nasuwa mi się wizja mundurku szkolnego 😛. Brakuje tylko kołnierzyka... Ogólnie bardzo mi się podoba ta wersja. Bluzeczka z kaktusami pochodzi z Zaful. Spódnica to mój stary nabytek i jest już mocno wysłużona, ale lubię ją.


Sukienka - KLIK
Bluzka - KLIK


Jak Wam się podoba ? Która wersja Waszym zdaniem lepsza ?


Czytaj dalej

Zatrzymaj lato na dłużej ! Jak rozświetlić twarz by wyglądała młodziej ? - Illuminating Face Shimmer / rozświetlający balsam do twarzy z drobinkami złota

Buzia muśnięta słońcem...




Chyba każda kobieta chce błyszczeć i zachwycać swoim świeżym i naturalnym wyglądem. Szczególne latem jest to bardzo ważne by nie zatracić się w mocno kryjących pokładach i dać skórze trochę odetchnąć. Co zrobić by nasza twarz na dłużej zatrzymała letni blask ? Ja już wiem !

Dziś na tapecie produkt, który tak długo mnie kusił, że musiałam w końcu dostać go w swoje ręce. Mowa o rozświetlającym balsamie do twarzy z drobinkami złota Nourish od Costasy. Początkowo nie bardzo wiedziałam jak się do niego zabrać. Niby to oczywiste, ale jednak musiałam przetestować go na różne sposoby by go dobrze poznać. W końcu stał się moim niezbędnikiem w makijażu. Ale zanim to - to przedstawię Wam kilka istotnych szczegółów.


Opis produktu:




Zawiera drobinki złota, które dają efekt optycznego liftingu i sprawiają, że skóra wygląda zdrowiej. Dodatkowo, aktywny wyciąg z bobku tonka z jednej strony sprawia, że skóra zyskuje promienność, z drugiej natomiast neutralizuje nierówny koloryt skóry i redukuje widoczność plam starczych. Aloes stymuluje produkcję kolagenu. Po użyciu Golden Glow Illuminating Face Shimmer skóra jest jędrniejsza, gładsza i zdrowsza. Tripeptydy i kwas hialuronowy sprawiają, że zmarszczki stają się mniej widoczne i chronią skórę przed szkodliwym wpływem środowiska.


Skład:

Skład INCI (* składniki z upraw ekologicznych, ** pochodzenie ekologiczne):

Aqua (water) woda, Glycerin** (gliceryna - nawilża), Mica (mineralny wypełniacz - nadaje perłowe rozświetlenie, nie pochłania sebum), Argania spinosa (argan) kernel oil* (olej arganowy - wzmacnia, regeneruje, działa przeciwstarzeniowo, nawilża, łagodzi objawy trądziku), Lactobacillus/dipteryx odorata seed ferment filtrate (działa przeciwstarzeniowo, ochronnie i wygładza), Leuconostoc/radish root ferment filtrate (naturalny konserwant), Vitellaria paradoxa* (masło shea - naturalny filtr UV, koi, chroni, nawilża, zmiękcza, wygładza, może zapychać), Palmitoyl tripeptide-5 (głęboko penetrujący mały peptyd - ujędrnia, nawilża, usuwa zmarszczki), Cetearyl olivate (emolient pozyskiwany z oliwy z oliwek), Sorbitan olivate (substancja myjąca, natłuszczająca, nawilżająca), Algin (emulgator pozyskiwany z alg brunatnych - odmładza, odżywia, nawilża, regeneruje, działa antybakteryjnie, nie zapycha porów), Sodium levulinate (stabilizator pH, naturalny konserwant), 





Levulinic acid (konserwant, zapach), Xanthan gum (zagęstnik), Sodium hyaluronate (pochodna kwasu hialuronowego - intensywnie nawilża, zmiękcza, wygładza), Kaolin (glinka biała/porcelanowa - delikatny wypełniacz, matuje, pochłania nadmiar sebum, koi), Aloe barbadensis leaf juice powder* (proszek z liści aloesu - nawilża, regeneruje, pielęgnuje, łagodzi), Potassium sorbate (konserwant, może podrażniać, wywoływać alergie), Boswellia neglecta oil* (olejek z kadzidłowca - działa ściągająco i przeciwzmarszczkowo), Commiphora myrrha oil (olejek z kory mirry - posiada właściwości przeciwbólowe i kojące), Citrus aurantium flower oil* (olejek z kwiatów pomarańczy - normalizuje wydzielanie sebum, matowi, wygładza, nawilża, uelastycznia), Citral (zapach), Farnesol (zapach), Geraniol (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach), C177891(titanium dioxide) (naturalny filtr przeciwsłoneczny, naturalny minerał, biały pigment, rozjaśnia), C177491 (iron oxide) (regeneruje, nawilża)


Cena: 30 ml za 109 zł w Costasy


Opakowanie i konsystencja:




Balsam mieści się w szklanej buteleczce z pompką o pojemności 30 ml, która z kolei zamknięta jest w tekturowym kartoniku. Kolorystyka jest bardzo minimalna, co moim zdaniem nawiązuje do produktów dobrej jakości, które nie muszą bronić się ostrą grafiką. Buteleczka jest przezroczysta, więc mamy pod kontrolą zużycie produktu. Balsam ma przepiękny beżowy kolor pełen złotych migoczących drobinek.  Konsystencja jest zwarta średniej gęstości.


Moja opinia:




Po kilku próbach udało mi się wypracować system jak postępować z dzisiejszym bohaterem. Najczęściej przeze mnie stosowanym sposobem (moim zdaniem najlepszy pomysł na lato) jest nałożenie balsamu na powieki oraz obszar pod okiem po uprzednio wklepanym kremie. Jak na zdjęciu poniżej. Następnie kontynuuje makijaż kosmetykami mineralnymi (sypkimi).





Pompka jest nieco kłopotliwa i wyrzuca zdecydowanie za dużo produktu, więc naciskam ją do połowy i taka kropla wystarcza mi na jednorazowe użycie.





W tym przypadku produkt pięknie rozświetla zasinienia pod okiem. Oczywiście ich nie niweluje, bo jest transparentny. Jednak sam blask dodaje dużo świeżości i wypoczęcia nawet zmęczonej twarzy. 

Jestem posiadaczką cery mieszanej i mocno błyszczącej się w strefie T, więc gdybym nałożyła balsam na całą twarz pewnie byłoby mnie widać z kosmosu :| ... 





Zbliża się jesień, więc podkłady mineralne będę powoli zastępować tymi płynnymi i w tym przypadku również mam zamiar stosować złoty balsam. Jednak już w nieco innej formie. Próbowałam nakładać go identycznie jak przy minerałach, lecz w momencie gdy nakładam płynny podkład drobinki się ścierają i zupełnie ich nie widać. Najlepszy efekt uzyskuję, gdy zmieszam na dłoni kropelkę balsamu z dużą kropla podkładu (w proporcji 1:2) I taka mieszankę rozprowadzam na twarzy. Balsam sprawia, że podkład matujący (bo takiego używam) uzyskuje właściwości rozświetlające, ponadto świetnie nawilża skórę.





Nie muszę martwić się szybszym przetłuszczaniem twarzy, bo balsam nie nasila tego problemu. Subtelnie migoczące drobinki rozświetlają makijaż i dodają mu letniego uroku. Myślę, że taka wersja sprawdzi się jesienią ;). Ponadto buzi jest jędrna, rozpromieniona, odpowiednio nawilżona i wygląda dużo zdrowiej!

Kolejny sposób na wykorzystanie tego złotego cudeńka to rozświetlanie ciała. Mam tutaj na myśli, np. dekolt. Przy pełnym makijażu twarzy szyja i dekolt nie powinny się odcinać i wyglądać szaro. Jedna pompka to aż nadto, by dokładnie pokryć szyję, dekolt, a nawet ramiona.





Produkt jest bardzo wydajny, więc będę się nim cieszyć jeszcze bardzo długo.

Skład jest dość długi, ale po brzegi wypełniony drogocennymi składnikami. Rzadko zdarza się znaleźć w jednym produkcie tak dużo nowych substancji. Pierwszy raz spotykam się na przykład z: olejkiem z kadzidłowca, czy kory mirry. Nowością są dla mnie również składniki będące wynikiem fermentacji. 





Moim zdaniem dodanie tak wielu kompozycji zapachowych było zbyteczne, bo i tak woń jest ledwo wyczuwalna - kojarzy mi się z czymś świeżym. Chyba, że przed ich dodaniem balsam śmierdział to wtedy da się zrozumieć takie zapotrzebowanie na substancje zapachowe ;D.



Przyznam Wam szczerze, że to mój hit wśród kosmetyków Nourish :D.



Czytaj dalej

Instagram Mix sierpień

Koniec wakacji !


Wakacje dobiegły końca ! Jak to się stało ? Letni czas przeleciał mi między palcami i nawet nie wiem kiedy przez okno zajrzał wrzesień! Zrobiliście już przegląd jesiennej garderoby ? Ja jeszcze nie. Ciągle się wstrzymuje, bo pogoda rozpieszcza nas wciąż letnią temperaturą. Mimo to wieczory są chłodne i w powietrzu wyczuwa się już nadchodzącą jesień. Liczę na to, że dziś znajdę trochę czasu i ogarnę moje ciuszki. Ale nie przedłużam, bo właśnie teraz przychodzę do Was z moimi wspomnieniami pięknego i jakże gorącego sierpnia !




Zacznę od kosmetyków, bo trochę przewinęło się ich w tym miesiącu. Na początek wspomnę o mojej współpracy z Fitomed, która zaowocowała wspaniałym zestawem do pielęgnacji twarzy ! Jestem totalnie oczarowana tym duo. Mogę z całą pewnością przyznać, że tak dobrych kosmetyków jeszcze nie miałam. Moją recenzję możecie przeczytać TU.




Zostanę jeszcze chwilę przy Fitomed. W sierpniu zaczęłam testowanie kremu do twarzy nr 9. To karotenowe cudeńko ma szansę przedłużyć letni wygląd mojej twarzy :). Z kolei mgiełka oczarowa rozwaliła mnie swoim zapachem. Ciężko mi jest się do niego przekonać, ale nie poddaje się. Recenzji możecie spodziewać się pod koniec września.




Kolejna współpraca to delikatna porażka. Nie wiem jakim cudem te dwa szampony zyskują tak duże zainteresowanie na blogach, bo u mnie ich działanie nie było spektakularne. Jakbym musiała zaproponować któryś z nich to z pewnością byłby to zielony szampon do przetłuszczających się włosów. Jednak polecam zerknąć na skład. Rozpisałam go w tym poście.





Po bardzo długim czasie testowania w końcu udało mi się napisać dość obszerną opinie na temat produktów Nourish. Jeśli szukacie matującego zestawu na wyjątkowe okazje to myślę, że będzie to całkiem dobry wybór :).





Moje pazurki z użyciem kolorowej foli były bardzo miło przez Was komentowane nie tylko na blogu, ale także w mediach społecznościach. Chyba Wam się spodobały :D. Więcej fotek TU.





Na insta przypomniałam Wam także mój makijaż z tego postu. Bardzo go lubię ! W całości wykonany kolorówką od Delia.




Na co dzień preferuje jednak mniej szalowy makijaż i zazwyczaj oko zostawiam w spokoju, a skupiam się bardziej na ustach. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć mój codzienny mejkap wykonany kosmetykami mineralnymi m. in. od Annabelle Minerals, Lily Lolo, Felicea.





A na koniec trochę mnie ;D. Tropikalna sukienka pochodzi z Zaful i więcej zdjęć znajdziecie TU. Na kolejnej fotce możecie zobaczyć urywek z pikniku na wyspie Wisła w Stężycy :D.


A jak Wam minął sierpień ? Urlop się skończył ? Wracacie do pracy ? A może koniec wakacji to dla Was powrót do szkoły ? Piszcie !


Follow me :)




Czytaj dalej