Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozieradka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozieradka. Pokaż wszystkie posty

Poradnik Blondynki - Jak radzić sobie z wypadaniem włosów po porodzie

Czym wspomagam się w walce z wypadaniem włosów po porodzie ?

Miałam w zasadzie nie pisać na ten temat. Nie dlatego, że mnie nie dotyczy, ale dlatego, że jest to tak obszerny wątek, że zwyczajnie myślałam, że nie podołam. Jednak zmobilizowałam siły i postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i sprawdzonymi sposobami na wzmożone wypadanie włosów po porodzie.

Na wstępie zaznaczę, że niestety nie rozwikłałam tego problemu do końca. Włosy z dnia na dzień nie przestały wypadać. Musiałam włożyć w cała kurację sporo czasu i wysiłku. Także jeśli jesteś zdeterminowana - zapraszam.

O tym dlaczego włosy lecą garściami i czasem aż strach rozczesać kłaczki po myciu nie będę za dużo pisać. Powodem są hormony, które w czasie ciąży utrzymują włosy w świetnej formie, wzmacniają je i sprawiają, że są grube i pełne blasku. Po czym po porodzie, gdy poziom estrogenów spada następuje wypadanie włosów. Nie tylko tych które nie wypadły w ciąży, ale także tych które mają wypaść aktualnie. Dlatego odnotowuje się nagłą utratę dużej ilości włosów.

Będąc jeszcze w ciąży czytałam właśnie takie dyrdymały jak te powyżej. Niby prawda, ale czy dotyczy wszystkich błogosławionych Pań? Te powszechne informacje chyba nie dotarły do moich włosów, które pomimo ciąży nie przestały wypadać i wcale nie były łatwe w obejściu. Więc tego typu stwierdzenia mocno mnie irytowały, bo włosy zamiast wyglądać świetnie, mocno się przetłuszczały i nadal wypadały, choć nie w stopniu tragicznym. Jakoś się z tym pogodziłam i po prostu przestałam zwracać uwagę.

Po porodzie żyłam w strachu, że nagle wypadną mi wszystkie na raz :O ... Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało ! Także ułożyło mi i znowu przestałam zwracać na nie uwagę. Jakoś po 3 miesiącach od porodu zaczęłam zauważać, że moich włosów leży coraz więcej na podłodze. Coraz więcej znajduje na dziecku. Wyciągam je Agacie z buzi. Odpływ w wannie się zapycha. Mąż krzyczy, że wszędzie widzi moje włosy ! :O. No i stało się. Jak w zegarku. Równo 3 miesiące po porodzie włosy lecą garściami.

Zaskoczę Was. Nie spanikowałam ! Doszłam do wniosku, że tak musi być, że to co nie wypadło w ciąży musi wypaść teraz (dziwne, że doszłam do takiego wniosku skoro w ciąży włosy mi wypadały... kobieca logika :D). Spanikowałam dopiero 3 miesiące później. Czyli równo 6 miesięcy po porodzie. Za mną były już miliony milionów utraconych włosów. Obwód kucyka zmniejszył się o 1/3. Wtedy podjęłam decyzję, że czas coś z tym zrobić.





Zaczęłam od znanej mi już wcześniej kozieradki, która kiedyś bardzo mi pomogła. 1 łyżeczkę kozieradki zalewam niepełną szklanką wrzątku. Przykrywam spodkiem i odstawiam na godzinkę. Fusy opadają na dno, więc uważając, żeby ich nie zmącić przelewam napar do buteleczki z pompką. Taka miksturkę wcieram w skórę głowy raz dziennie. Nieważne czy po myciu czy przed. Kozieradka nie potęguje przetłuszczania, ale też go nie ogranicza - w moim przypadku.


Efekty

Niestety napar szybko się psuje, więc porcja, którą przygotowywałam musiałam zużyć w ciągu dwóch dni. A wiecie jak to jest dbać o włosy z kilkumiesięcznym szkrabem? Nie? Powiem Wam - jest to niewykonalne :D. Nie mogłam zorganizować się na tyle by systematycznie wcierać kozieradkę i szykować na czas napar. Zwyczajnie w natłoku obowiązków nie pamiętałam o tym. Wytrwałam jakieś 2 tygodnie i dałam za wygraną. Ale po tych dwóch tygodniach zauważyłam poprawę. Włosów leciało ciut mniej. Niewiele mniej, ale na tyle, że to zauważyłam.

Znowu na jakiś czas zaprzestałam wcierania czegokolwiek w skórę i skupiłam się na piciu pokrzywy i skrzypu.





Podczas wcierania kozieradki skóra głowy wymagała częstszego oczyszczania, więc uzbroiłam się w peelingujący szampon od Anwen.


Efekty

Produkt usuwa zanieczyszczenia, resztki kosmetyków, martwy naskórek, odblokowuje skórę, reguluje pracę gruczołów łojowych. Wykonuje go mniej więcej raz w tygodniu.

To dobra alternatywa dla mieszania kawy z maską i masowania skóry następnie zmycie wszystkiego szamponem. Produkt Anewn mocno skraca czas zabiegu, bo wystarczy po prostu umyć skórę bez zbędnych ceregieli. Masaż pobudza cebulki do wzrostu, więc to kolejny powód, dla którego warto wykonywać peeling. Tak więc od czasu do czasu wykonywałam peeling wspomnianym produktem. 





Znowu zamarzyła mi się wcierka-cud, więc rozpoczęłam poszukiwania. Zaczęłam od przejrzenia mojego niezawodnego portalu Kobiece Porady. W dziale KOSMETYKI aż roi się o włosowych wpisów. 

Przypadkiem znalazłam wcierkę Lady Banfi Hajszesz w drogerii Pigment i to w kuszącej cenię. Zamówiłam od razu dwie butelki i gdy trzymałam już ją w dłoniach od razu przystąpiłam do działania. Odrzucił mnie zapach. Przeważnie bardzo podoba mi się woń ziołowych kosmetyków, więc myślałam, że ten również przypadnie mi do gustu. Niestety... tak jak wspomniałam Wam w TYM poście za każdym razem, gdy jej używam walczę z mdłościami. Nie będę się tutaj zanadto rozwodzić nad nieprzyjemnym zapachem, bo zapewne większość z Was pomyśli, że to mało znaczące, jeśli produkt działa. Zatem czy działa? 


Efekty 

Owszem w pewnym stopniu daje efekty. Na pewno nie po pierwszych kilku użyciach. Na rezultaty trzeba trochę poczekać. Aktualnie jestem po trzytygodniowej kuracji. Wcierkę aplikuję na suchą skórę głowy na 30-40 minut przed myciem, średnio co drugie mycie (myję włosy co drugi dzień). Co prawda na opanowaniu jasno napisane jest, żeby najpierw umyć głowę, następnie nałożyć wcierkę i ponownie umyć włosy, jednak tyle czasu zazwyczaj nie mam, więc maksymalnie jak się da skracam cały zabieg. 

Na tą chwilę mogę powiedzieć, że włosów leci sporo mniej niż na początku. Nie udało mi się zatrzymać wypadania, ale nawet przed ciążą nie było takiego okresu w moim życiu, żeby włosy przestały wpadać całkiem. W każdym razie teraz nie wypada ich, aż tyle, żebym musiała panikować. Podczas mycia wypada bardzo niewiele, w ciągu dnia także stosunkowo mało. Zdecydowanie więcej znajduje na szczotce po wyczesaniu włosów po myciu. Tak było przed ciążą także myślę, że sytuacja opanowana :)


Może ktoś z Was zaproponuje mi jeszcze jakąś godną polecenia wcierkę? :)


Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - Jak dbać o wlosy po rozjaśnianiu?

Sposoby regeneracji, odżywienie, walka o kolor, połysk, gęstość i wiele innych



Źródło


Sporo osób zadaje mi pytanie "Jak dbać o włosy po rozjaśnianiu?" i dzisiaj postaram się na nie odpowiedzieć.





1. Farba.

Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na wybór odpowiedniej farby do włosów. Ja sama przetestowałam już kilka drogeryjnych firm i (tu Was rozczaruje) nie znalazłam odpowiedniej.

Z całą pewnością mogę Wam odradzić farby Palette, Londy i Garniera, które u mnie wywołują silne pieczenie, świąd i utratę włosów (RECENZJA koloryzacji Garnier). Nie polecam także Syoss Oleo Intense (RECENZJA) oraz Schwarzkopf Nectra Color, które pomimo braku amoniaku są w stanie przeżreć się do mózgu :-D.

Farby, które są ok pod względem braku skutków ubocznych to przede wszystkim Joanna Naturia. Korzystam z nich chyba najczęściej, lecz kolor nie zawsze wychodzi jak na pudelku. TUTAJ możecie zobaczyć odcień Szlachetna Perła, a TUTAJ  i TUTAJ Srebrny Pył.

Kolejną farbą, która jako tako się sprawdza jest Syoss (nie rozjaśniacz, ani wersja Oleo), lecz i w tym przypadku kolor jest daleki od ideału (TUTAJ).

Kolejna ciekawa farba to odcień N9 z Color & Soin. Farba jest droga, ale na naturalnych składnikach. Kiedy ją nakładałam byłam w lekkim szoku, bo farba zmienia kolor na pomarańczowy... Pomyślałam wtedy "a niech to znowu będę ruda...", ale przy spłukiwaniu okazało się, że włosy nadal są koloru blond aczkolwiek z delikatna rdzawą poświatą na odroście. Możliwe, że kolor 10N okazałby się idealny, ale nigdy nie zdecydowałam się go wypróbować.

Dawno temu używałam także Wellaton 10/0 i mam zamiar do niej wrócić przy najbliższej koloryzacji. Kiedyś z efektów po tej farbie byłam zadowolona ;-) zobaczymy jak będzie tym razem.

Z farb profesjonalnych nie korzystałam. Jakoś przeraża mnie wizja mieszania odpowiednich proporcji i czekanie w napięciu "co wyjdzie tym razem? " tak więc nie używam. Ale sporo osób sobie chwali tego typu farby, ale ja sama nie jestem w stanie dobrać sobie takich produktów, a Paniom w sklepach fryzjerskich najzwyczajniej nie ufam :-D (podobnie z wyborem odpowiedniego fryzjera - ale to już temat na kolejny post).

Kiedy już zafarbujemy włosy... Po kilku myciach od farbowania ukazuje się prawdziwy stan włosów... SZOK ! I tutaj czas na punkt nr 2.





2. Szampon.

Wybierając odpowiedni powinnyśmy wziąć pod uwagę przede wszystkim skład.  Szampon powinien być delikatny, aby nie wypłukiwał farby, a także dlatego żeby dodatkowo nie wysuszał i nie niszczył włosów. Czyli detergentom mówimy NIE.

Warto wybrać szampon, który nie zawiera SLS. I tutaj złapałam się w pułapkę. Myślałam, że wybierając szampon dla dzieci robię dobrze - myliłam się. Baby Dream, Bambino (RECENZJA), czy Johnsons, które używałam piekielnie plątały mi włosy przez co spędzałam 10 minut na tym, żeby je rozczesać, a i tak ostatecznie je rwałam. Dla wysokoporowatych włosów szampony dla dzieci to kiepski pomysł. Dla nisko lub średnioporowatych mogą okazać się bardzo dobre.

Ostatecznie dzięki nawiązanej współpracy (z Centrum Zdrowego Włosa) znalazłam swój (na tą chwilę) ideał - nawadniający szampon Insight anti-frizz (RECENZJA). Jest delikatny, dobrze oczyszcza i zmywa oleje. Przy tym nawilża i odżywia włosy. Przejdź do sklepu.





Kolejny, który jest równie dobry i o wiele tańszy to Yves Rocher Volume (RECENZJA). Z tą różnica, że w składzie zawiera ALS, ale to i tak łagodniejsza wersja niż SLS.

Skoro jesteśmy przy szamponach warto wspomnieć o szamponach oczyszczających. Stosując silikony i inne substancje, które nadbudowują się na włosach trzeba raz na jakiś czas (mniej więcej 1-2 razy w miesiącu) oczyścić zarówno skórę głowy jak i włosy.


Szampany, które polecam do oczyszczania to:

- Joanna Naturia z pokrzywa i zieloną herbata
- Barwa ziołowa

Oraz inne szampony z krótkim składem w cenach do 5 zł.






3. Maski.

Na początku używałam ich przy każdym myciu. Stosowałam przed myciem na 30 min - 1 h. Po myciu na 15-20 min lub jak odżywkę po myciu na 1-2 min.

Aktualnie maski używam 2-3 razy w tygodniu. Raz dogłębna regeneracja, czyli przed myciem na 30 min (często dodaje półprodukty). Kolejne dwa razy - zamiast odżywki, czyli po myciu wprasowuje przez 2-3 min po czym spłukuje.

Maski można mieszać ze sobą i komponować odpowiednie dla siebie mieszanki. Ważne jest aby na początek nie rzucić się bez opamiętania na maski z proteinami (np. Kallos Keratin, Milk, Biovax Latte, czy Serical Crema al latte), bo skończymy z przeproteinowaniem włosów.

Na początek powinniśmy sięgać raczej po emolientowe maski, które są najbezpieczniejsze dla zniszczonych rozjaśniaczem włosów (czyli Kallos Omega, Blueberry, Argan, Banana, Color czy Farcom Seri Natural Line z olejem arganowym).

Te humektantowe (czyli Kallos Algae, Aloe czy Insight anti-friz, o której pisałam TUTAJ, przejdź do sklepu) można sobie także na razie darować i sięgnąć gdy będzie odpowiednia pogoda (punkt rosy).

Dokładnie o moich maskach pisałam w TYM poście.






4. Odżywka - sprzymierzeniec !

Odżywka ułatwi rozczesywanie i dodatkowo zabezpieczy włosy przed uszkodzeniami i szarpaniem (podczas czesania).

Mogę Wam polecić odżywkę, która dodatkowo nawilży i odżywi włosy. To jedna z moich ulubionych, a mianowicie Isana Oil Care (poczytać o niej można TUTAJ).


Odżywek nie ma co żałować ;-)  używamy sporo przy każdym myciu (poza tymi momentami kiedy używamy maskę). Włos ma być śliski, a dłoń powinna sunąć. Nakładamy od połowy włosów w dół na 1-2 minutki. Można wprasować.







5. Olejowanie.

Moim zdaniem przy bardzo zniszczonych włosach powinno się olejować 2-3 razy w tygodniu na co najmniej 1 h. Ja początkowo nakładałam oliwkę Baby Dream nawet na 10-15min przed każdym myciem.





Teraz optymalny czas olejowania to moim zdaniem 1-3 h. W tym czasie olej dogłębnie wniknie w strukturę włosów i je odżywi. Niektóre osoby preferują nocne olejowanie, też go próbowałam, ale nie zauważyłam różnicy niż jak trzymam olej 3h.





Jeśli chodzi o częstotliwość olejowania to aktualnie nakładam olej ok. 1 raz w tygodniu i jest wystarczająco.





Oleje dla wysokoporowatych blondynek, które sprawdziły się u mnie to:

- oliwka Baby Dream (mini recenzja)

- olejek Wellness & Beauty (ulubieniec)

- olejek jaśminowy CHAMELI (recenzja)

- oliwa z oliwek (recenzja)

- olej z pestek winogron (możecie o nim przeczytać TUTAJ)

- olej kokosowy (nie próbujcie go w pierwszej kolejności, bo na bardzo zniszczonych włosach może wywołać puch nie do opanowania - recenzja)

- olej migdałowy (moim zdaniem - ŚWIETNY!) mini recenzja

- olej ryżowy (recenzja)

- olej makadamia (recenzja)

- olej arganowy (recenzja)

- olej z nasion bawełny (recenzja)



O metodach olejowania pisałam TUTAJ. Ja najczęściej wybieram metodę na sucho, bądź olejowanie w misce.






6. Silikony.

Włosy spalone rozjaśniaczem i te przesuszone ciągłą koloryzacja (dotyczy to nie tylko blondów) potrzebują silikonów.

Powstało mnóstwo wpisów w blogosferze, że silikony to zło. Według mnie to bzdura. Bez silikonów nie byłabym w stanie poradzić sobie w moimi włosami, więc w mojej pielęgnacji są punktem stałym, ale z umiarem.

W głównej mierzę mam na myśli sera silikonowe oraz mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które mają w składzie silikony.





Niegdyś byłam "szczęśliwą" posiadaczka pasemek przez które czesanie włosów było zmorą mojego życia :-D. Po myciu przechodziłam katusze, rwałam, ciągnęłam... A i tak czesanie trwało ok. 20 minut (poważnie). Dopiero za jakiś czas odkryłam Biosilk, który wydawał się moim lekarstwem na wszelkie smutki :-D, ale jakże się rozczarowałam, gdy w końcu odkryłam, że włosy ciągle są suche, poplątane, połamane i wręcz martwe. Tak - alkohol w składzie serum na końcówki!

Ale ta epoka minęła i teraz bogatsza o swoje doświadczenia mogę bez wahania polecić Wam następujące sera do zabezpieczania końcówek:

- Marion olejki orientalne (obojętnie który - działają tak samo - recenzja TUTAJ)

- Stapiz Argan'de, który skład ma podobny do Mariona, ale według mnie działał nieco lepiej. Włosy są lśniące i bardzo łatwo się rozczesują (recenzja)

- Marion fluid na końcówki - moim zdaniem ma kiepską konsystencję, która jest bardziej kremowa niż oleista i łatwo obciążyć włosy. Ale ogólnie nie jest najgorszy.

- Natura Silk jedwabna kuracja (recenzja)

- olejki naturalne (makadamia, słonecznikowy, z nasion bawełny, z orzechów włoskich i wiele wiele innych) oraz gotowe miksy olejów (Wellness & Beauty) oczywiście w rozsądnej ilości - 1-2 kropelki.





Mgiełki ułatwiające rozczesywanie, które polecam to przede wszystkim Gliss Kur. Wiem że ma on swoich zwolenników jak i przeciwników, ale jeżeli chodzi o skład i dostępność to nie można im nic zarzucić. Moja ulubiona mgiełka z Gliss Kur to Oil Nutritive (ta złota). Recenzja TUTAJ.

A wiec wracając do tematu... Po myciu nakładam kropelkę serum Marion lub olejku naturalnego i wcieram w końcówki, a potem psikam 2-3 pompki mgiełki Gliss Kur.

Na drugi dzień po myciu także zdarza mi się zabezpieczać włosy w ten sposób. Włosy mimo takiej dawki nie są obciążone. Blondy naturalne i te rozjaśniane chłoną tego typu substancje, bo są im potrzebne.

Mając tak zabezpieczone włosy nie trzeba się obawiać ani pogody ani zanieczyszczeń ani odzieży, o którą włosy się ocierają.

Także ten punkt mamy z głowy. Czas na kolejny.






7. Peeling skalpu.

To sprawa indywidualna. Jeśli mamy tendencję do łupieżu lub skóra głowy się przetłuszcza... a może nakładamy maski lub oleje na skore głowy?  To wtedy TAK, zdecydowanie raz na miesiąc przydałyby się zrobić dogłębny peeling. Ja używam tych, które jestem w stanie zrobić sama, czyli cukrowego i kawowego (i TU).





Najbardziej polubiłam się z kawowym i wykonuje go (mieszam łyżeczkę kawy mielonej z taka sama ilością balsamu lub odżywki) ok. 2 razy w miesiącu.





8. Wcierki.

Włosy po rozjaśniaczu wypadają częściej i bardziej niż te naturalne. Warto zainwestować w idealną wcierkę.


U mnie najlepiej sprawdziły się:

- kozieradka (hamuje wypadanie włosów, pojawiają się nowe włosy - RECENZJA)

- jantar (minimalnie przyspiesza porost)

- woda brzozowa (minimalnie przyspiesza porost)

- olejki np. Łopianowy z Green Pharmacy, a także inne, o których wspominałam w punkcie o olejowaniu.

Olejki warto mieszać z substancjami aktywnymi np. Sokiem z aloesu, siemieniem lnianym lub z olejkami eterycznymi, które rozgrzewają np. Rozmarynowy. Taki olejek rozgrzewa skórę oraz przyspiesza i ułatwia wnikanie substancji odżywczych.





9. Płukanki.

Punkt, który w początkowej fazie dbania o włosy omijałam. Wydawało mi się, że płukanki nie są do końca potrzebne. Na tą chwilę przekonałam się tylko do płukanki z nafty kosmetycznej (RECENZJA). Jest świetna i włosy po zastosowaniu zawsze są nienaganne, czyli błyszczą, tworzą lejącą się tafle.





Próbowałam także płukanki z lnu, która jakoś nieszczególnie się spisała (recenzja). A także płukanki z rumianku (recenzja).




10. Podcinanie włosów.

Jest to bardzo ważny punkt. Jeśli włosy się sypią, kruszą, łamią, urywają itd TRZEBA powtarzam TRZEBA je ściąć. Ich uszkodzenia mogą być tak dogłębne, że po ścięciu znacznej ilości włosy mogą kruszyć się wyżej, ponieważ uszkodzone są już w wyższych partiach. Dlatego obcinamy do skutku i prowadzimy pielęgnację. Tylko w takiej kolejności możemy osiągnąć wymarzony efekt pięknych i zdrowych włosów :).




Wydaje mi się że to już wszystko ;-)  jeśli ktoś dotarł do końca to gratuluje :-D




Czytaj dalej

Kubuś Puchatek lubi miodek... :)

... czy Szmaragdowy Deszcz także? :)



Źródło


Znowu natchnęła mnie jedna z dziewczyn i dzisiaj w ruch poszedł słoik z miodem :). Trochę wstyd się przyznać, ale miód w mojej pielęgnacji zagościł po raz pierwszy.

Ten słodki humektant, który zastosowanie ma przeważnie w kuchni, świetnie nawilża i rozjaśnia włosy. - Tak mówią :) zaraz sprawdzimy czy tak jest...


Najpierw przygotowałam maseczkę..




Mleko i miód:

--> 1 czubata łyżeczka maski Crema al latte firmy Serical (proteiny mleka)

--> 5 pompek olejku Wellness & Beauty z sezamem

--> 1/4 łyżeczki miodu rozpuszczona w 1/5 szklanki ciepłej wody




Zaczęłam jak zwykle od wcierki z kozieradki, którą nałożyłam na skórę głowy i delikatnie wmasowałam. Włosy na długości zmoczyłam i odcisnęłam tak aby nie kapały. I wprasowałam maseczkę z miodem. Zawinęłam włosy w koszulkę i tak spędziłam mniej więcej 40 min.

Po tym czasie wzięłam się za mycie. W ruch poszedł szampon Yves Rocher volume, a gdy go spłukałam dołożyłam jeszcze maskę Crema al latte na włosy od ucha w dół. Także spłukałam. Włosy odsączyłam i nałożyłam na końcówki mieszankę olejku orientalnego Marion i olejku Wellness & Beauty z sezamem. Włosy schły naturalnie.




Włosy w dotyku są miękkie i puszyste, nie wydają się być obciążone. Miód wydobył połysk i nabłyszczył taflę.







Jeśli chodzi o działanie rozjaśniające to nie zauważyłam, aby włosy choć w minimalnym stopniu zmieniły odcień.




Włosy na drugi dzień są nadal błyszczące i gładkie, końcówki dociążone :).




Lubicie miód w pielęgnacji włosów? :)




Czytaj dalej

Tuning masek cz. X - Spirulina

Kallos Omega w połączeniu z algami morskimi





Ostatnio w moich zbiorach półproduktów wygrzebałam coś co od nowości leży sobie i czeka aż je w końcu otworzę. Zamówiłam ten produkt z ciekawości, a omijałam go z barku dostatecznej wiedzy jak go używać. Gdy takową wiedzę w końcu zdobyłam to o produkcie zapomniałam. Aż do dzisiaj kiedy to kolejny raz zastanawiałam się co by tu ciekawego zrobić z włosami, natrafiłam na nią przez przypadek - mowa oczywiście o zielonym czymś co zwą SPIRULINA, czyli algi morskie. 




Dzisiejsza pielęgnację zaczęłam od nałożenie na włosy na długości olejku Wellness & Beauty (z olejek sezamowym) ok. 5 pompek na 2 h. W skalp z kolei wtarłam napar z kozieradki. TAK w pojemniczku po olejku orientalnym Marion znajduje się moja kozieradka :). 





Następnie zmoczyłam włosy na długości i nałożyłam na nie:

--> 1 duża, czubata łyżka maski Kallos Omega

--> 1 płaska łyżeczka spiruliny

--> 5 kropli mleczka pszczelego w glicerynie




mieszankę nałożyłam na włosy i wtedy... wtedy zaczął padać deszcz... Byłam w stanie tylko przewrócić oczami... humektanty i taka pogoda? Równa się dno... totalne dno. Ale że już było za późno po prostu uznałam, że co ma być to będzie.

Spędziłam tak ok 40 min. a następnie spłukałam wszystko. Moim oczom ukazała się zielona woda :D nie zniechęcałam się... Spieniłam szampon Yves Rocher Volume w skalp, a pianą przeciągnęłam włosy (p.s. to było moje pierwsze użycie tego szamponu).

Spłukałam i nałożyłam na długość maskę Kallos Omega na chwilkę i także spłukałam. Włosy zabezpieczyłam jak zwykle mieszanką olejku orientalnego Marion i Wellness & Beauty.

Włosy schły naturalnie przez jakieś 30 min aż okazało się że muszę wyjść z domu, więc w wielkim pędzie wysuszyłam włosy, zwinęłam w koka i wyszłam. 

Gdy wróciłam do domu i rozpuściłam włosy okazało się, że miejscami są jeszcze wilgotne, do tego ta deszczowa pogoda i efekt jest taki...









Włosy są miękkie i błyszczą, ale... są delikatnie spuszone, a końcówki niewystarczająco dociążone. Na pewno podoba mi się efekt lekkości, bo włosy nie są obciążone mimo tego, że nałożyłam na nie tak wiele specyfików.

Może przy innych warunkach atmosferycznych było by lepiej? Nie wiem, ale na pewno wypróbuję ten mix jeszcze nie raz i nie dwa, żeby się przekonać ;)


Dziś jest drugi dzień po użyciu spiruliny i jestem już bardziej zadowolona :) puch przeminął, włosy są gładkie, a końcówki dociążyłam olejkiem Wellness & Beauty. Niesamowicie błyszczą :)




Macie inne pomysły na użycie spiruliny? :)




Czytaj dalej