Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcierka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcierka. Pokaż wszystkie posty

Poradnik Blondynki - Jak radzić sobie z wypadaniem włosów po porodzie

Czym wspomagam się w walce z wypadaniem włosów po porodzie ?

Miałam w zasadzie nie pisać na ten temat. Nie dlatego, że mnie nie dotyczy, ale dlatego, że jest to tak obszerny wątek, że zwyczajnie myślałam, że nie podołam. Jednak zmobilizowałam siły i postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i sprawdzonymi sposobami na wzmożone wypadanie włosów po porodzie.

Na wstępie zaznaczę, że niestety nie rozwikłałam tego problemu do końca. Włosy z dnia na dzień nie przestały wypadać. Musiałam włożyć w cała kurację sporo czasu i wysiłku. Także jeśli jesteś zdeterminowana - zapraszam.

O tym dlaczego włosy lecą garściami i czasem aż strach rozczesać kłaczki po myciu nie będę za dużo pisać. Powodem są hormony, które w czasie ciąży utrzymują włosy w świetnej formie, wzmacniają je i sprawiają, że są grube i pełne blasku. Po czym po porodzie, gdy poziom estrogenów spada następuje wypadanie włosów. Nie tylko tych które nie wypadły w ciąży, ale także tych które mają wypaść aktualnie. Dlatego odnotowuje się nagłą utratę dużej ilości włosów.

Będąc jeszcze w ciąży czytałam właśnie takie dyrdymały jak te powyżej. Niby prawda, ale czy dotyczy wszystkich błogosławionych Pań? Te powszechne informacje chyba nie dotarły do moich włosów, które pomimo ciąży nie przestały wypadać i wcale nie były łatwe w obejściu. Więc tego typu stwierdzenia mocno mnie irytowały, bo włosy zamiast wyglądać świetnie, mocno się przetłuszczały i nadal wypadały, choć nie w stopniu tragicznym. Jakoś się z tym pogodziłam i po prostu przestałam zwracać uwagę.

Po porodzie żyłam w strachu, że nagle wypadną mi wszystkie na raz :O ... Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało ! Także ułożyło mi i znowu przestałam zwracać na nie uwagę. Jakoś po 3 miesiącach od porodu zaczęłam zauważać, że moich włosów leży coraz więcej na podłodze. Coraz więcej znajduje na dziecku. Wyciągam je Agacie z buzi. Odpływ w wannie się zapycha. Mąż krzyczy, że wszędzie widzi moje włosy ! :O. No i stało się. Jak w zegarku. Równo 3 miesiące po porodzie włosy lecą garściami.

Zaskoczę Was. Nie spanikowałam ! Doszłam do wniosku, że tak musi być, że to co nie wypadło w ciąży musi wypaść teraz (dziwne, że doszłam do takiego wniosku skoro w ciąży włosy mi wypadały... kobieca logika :D). Spanikowałam dopiero 3 miesiące później. Czyli równo 6 miesięcy po porodzie. Za mną były już miliony milionów utraconych włosów. Obwód kucyka zmniejszył się o 1/3. Wtedy podjęłam decyzję, że czas coś z tym zrobić.





Zaczęłam od znanej mi już wcześniej kozieradki, która kiedyś bardzo mi pomogła. 1 łyżeczkę kozieradki zalewam niepełną szklanką wrzątku. Przykrywam spodkiem i odstawiam na godzinkę. Fusy opadają na dno, więc uważając, żeby ich nie zmącić przelewam napar do buteleczki z pompką. Taka miksturkę wcieram w skórę głowy raz dziennie. Nieważne czy po myciu czy przed. Kozieradka nie potęguje przetłuszczania, ale też go nie ogranicza - w moim przypadku.


Efekty

Niestety napar szybko się psuje, więc porcja, którą przygotowywałam musiałam zużyć w ciągu dwóch dni. A wiecie jak to jest dbać o włosy z kilkumiesięcznym szkrabem? Nie? Powiem Wam - jest to niewykonalne :D. Nie mogłam zorganizować się na tyle by systematycznie wcierać kozieradkę i szykować na czas napar. Zwyczajnie w natłoku obowiązków nie pamiętałam o tym. Wytrwałam jakieś 2 tygodnie i dałam za wygraną. Ale po tych dwóch tygodniach zauważyłam poprawę. Włosów leciało ciut mniej. Niewiele mniej, ale na tyle, że to zauważyłam.

Znowu na jakiś czas zaprzestałam wcierania czegokolwiek w skórę i skupiłam się na piciu pokrzywy i skrzypu.





Podczas wcierania kozieradki skóra głowy wymagała częstszego oczyszczania, więc uzbroiłam się w peelingujący szampon od Anwen.


Efekty

Produkt usuwa zanieczyszczenia, resztki kosmetyków, martwy naskórek, odblokowuje skórę, reguluje pracę gruczołów łojowych. Wykonuje go mniej więcej raz w tygodniu.

To dobra alternatywa dla mieszania kawy z maską i masowania skóry następnie zmycie wszystkiego szamponem. Produkt Anewn mocno skraca czas zabiegu, bo wystarczy po prostu umyć skórę bez zbędnych ceregieli. Masaż pobudza cebulki do wzrostu, więc to kolejny powód, dla którego warto wykonywać peeling. Tak więc od czasu do czasu wykonywałam peeling wspomnianym produktem. 





Znowu zamarzyła mi się wcierka-cud, więc rozpoczęłam poszukiwania. Zaczęłam od przejrzenia mojego niezawodnego portalu Kobiece Porady. W dziale KOSMETYKI aż roi się o włosowych wpisów. 

Przypadkiem znalazłam wcierkę Lady Banfi Hajszesz w drogerii Pigment i to w kuszącej cenię. Zamówiłam od razu dwie butelki i gdy trzymałam już ją w dłoniach od razu przystąpiłam do działania. Odrzucił mnie zapach. Przeważnie bardzo podoba mi się woń ziołowych kosmetyków, więc myślałam, że ten również przypadnie mi do gustu. Niestety... tak jak wspomniałam Wam w TYM poście za każdym razem, gdy jej używam walczę z mdłościami. Nie będę się tutaj zanadto rozwodzić nad nieprzyjemnym zapachem, bo zapewne większość z Was pomyśli, że to mało znaczące, jeśli produkt działa. Zatem czy działa? 


Efekty 

Owszem w pewnym stopniu daje efekty. Na pewno nie po pierwszych kilku użyciach. Na rezultaty trzeba trochę poczekać. Aktualnie jestem po trzytygodniowej kuracji. Wcierkę aplikuję na suchą skórę głowy na 30-40 minut przed myciem, średnio co drugie mycie (myję włosy co drugi dzień). Co prawda na opanowaniu jasno napisane jest, żeby najpierw umyć głowę, następnie nałożyć wcierkę i ponownie umyć włosy, jednak tyle czasu zazwyczaj nie mam, więc maksymalnie jak się da skracam cały zabieg. 

Na tą chwilę mogę powiedzieć, że włosów leci sporo mniej niż na początku. Nie udało mi się zatrzymać wypadania, ale nawet przed ciążą nie było takiego okresu w moim życiu, żeby włosy przestały wpadać całkiem. W każdym razie teraz nie wypada ich, aż tyle, żebym musiała panikować. Podczas mycia wypada bardzo niewiele, w ciągu dnia także stosunkowo mało. Zdecydowanie więcej znajduje na szczotce po wyczesaniu włosów po myciu. Tak było przed ciążą także myślę, że sytuacja opanowana :)


Może ktoś z Was zaproponuje mi jeszcze jakąś godną polecenia wcierkę? :)


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - wcierka Banfi Hajszesz, szampon Anwen, maska Delia

Tuning maski



Moja dzisiejsza pielęgnacja opiera się głównie na masce Delia, którą postanowiłam urozmaicić. Zamiast nakładać same proteinki doszłam do wniosku, że czas na równowagę PEHową :D. Ale od początku...

Zaczęłam od nowej wcierki Lady Banfi Hajszesz. Ostatnio znalazłam ją w promocji w drogerii Pigment i od razu wrzuciłam do koszyka razem z wersją łopianową. Nie wiem jak ta łopianowa, ale Lady śmierdzi tak okropnie, że po wmasowaniu w skórę silnie walczyłam z mdłościami ;O. Zasmrodziłam cale mieszkanie... Ledwo co upłynęło 40 minut, a ja z ręką na ustach biegłam do łazienki... Na szczęście już po spłukaniu jest niewyczuwalna :D.

Gdy wcierka została spłukana umyłam skórę głowy szamponem peelingującym od Anwen. Dopiero później przyszło mi do głowy czy jest sens nakładać wcierkę, a potem umyć głowę szamponem oczyszczającym... Ale już przepadło...

Po spłukaniu szamponu nałożyłam na długość włosów przygotowaną wcześniej maskę z półproduktami. Co tam dodałam ? Poniżej przepis:


- 3 łyżki maski Delia keratin
- 1 solidna pompka olejku Wellness & Beauty 
- 10 kropli gliceryny



Same proteiny ostatnio mocno puszą mi włosy, więc szukając równowagi dorzuciłam jeszcze emolient i humektant.

Maseczkę nałożyłam na odciśnięte z wody włosy i wmasowałam. Po 30 minutach spłukałam. Włosy zabezpieczyłam na mokro olejkiem w kremie od Garnier.






Efekt mi się podoba. Włosy są miękkie, puszyste i bardzo gładkie. Lśnią i odbijają światło. Blogger niestety okrutnie rozjeżdża mi zdjęcia :(. Załączam Wam nawet mój pierwszy movie hair ;D. 




Jak Wam się podoba ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu :D. A może jakieś rady ? Co byś zmieniła w mojej pielęgnacji ?


Czytaj dalej

Podsumowanie dwóch kuracji

 Złocień Maruna na migrenę i domowa wcierka przeciw wypadaniu włosów







W maju dobiegły końca moje dwie dwumiesięczne kuracje, o których wspomniałam w tym poście. Przyszedł czas na podsumowanie, a zacznę od kuracji wewnętrznej mąjcej na celu złagodzić moje bóle migrenowe.

Złocień Maruna to tak zwana średniowieczna aspiryna. Jest surowcem zielarskich o charakterystycznym korzennym zapachu. Wykorzystywany jako środek niwelujący bóle migrenowe, menstruacyjne, artretyczne, reumatyczne, zębów. Zawiera witaminę B2, która odpowiedzialna jest za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego oraz witaminę B5, która zmniejsza uczucie zmęczenia i znużenia. Więcej ciekawych informacji na ten temat możecie przeczytać w TYM i w TYM artykule. 





Wpadł mi w oko przez przypadek w jakiejś aptece internetowej, zaciekawił mnie opis, który jednoznacznie stwierdzał, że to substancja wspomagająca w walce z migreną. Później już nie przypadkiem udałam się do apteki po to cudeńko, które dawało wielką nadzieję, a jak się spisało? 

Mój pojemnik zawierał 60 kapsułek preparatu, zażywałam jedną tabletkę dziennie o stałej porze. Po pierwszych dwóch tygodniach zupełnie nic się nie zmieniło. Bóle pojawiały się standardowo od 2 do 4 razy w tygodniu. Byłam już skutecznie zniechęcona i miałam zaniechać dalszego faszerowania się tym wynalazkiem aż nagle po 3 tygodniu coś drgnęło. Bóle zaczęły stopniowo cichnąć.




Pojawiały się nie tylko rzadziej, ale były też mniej nasilone. Doświadczyłam też tego, że ból się pojawiał i samoistnie przechodził. Zdarzało mi się to też wcześniej, ale znacznie rzadziej niż teraz. 
Bólom migrenowym przeważnie towarzyszy wstręt na światło, dźwięki, często też nudności i ogólne rozdrażnienie. Rownież te dolegliwości w drugim miesiącu stosowania były złagodzone.



Nie potwierdzę, że jest to złoty środek i wielki krok dla ludzkości, ale suplement, który jest w stanie bóle średniego nasilenia złagodzić. I nie "od ręki", ale dopiero przy dłuższym stosowaniu.
Podczas kuracji nie odczułam żadnych skutków ubocznych, także uważam, że preparat wart jest wypróbowania, bo osobom bardzo cierpiącym może przynieść ulgę.

Złocień Maruna znajdziecie:
Tu

Cena w internecie waha się między 15-30 zł także warto popytać w swoich aptekach, ja zakupiłam go u siebie w mieście, dostępny był od ręki w cenie 16 zł.



Czas na recenzje kolejnej kuracji tym razem zewnętrznej. Moją wcierkę przeciw wypadaniu i na porost włosów przedstawiałam już w tym poście i tam znajdziecie informacje co i dlaczego użyłam, a teraz przypomnę tylko skład i proporcje.



Przepis na domową wcierkę przeciw wypadaniu włosów:

--> 250 ml wody
--> jedna saszetka skrzypu polnego
--> jedna saszetka pokrzywy
--> jedna płaska łyżeczka zielonej herbaty liściastej
--> 4-5 kropelki olejku rozmarynowego
--> pół łyżki wody brzozowej





Wcierkę o niezachęcającym wyglądzie i nieciekawym zapaszku stosowałam przez dwa miesiące. Przyznam się, że podczas pierwszego miesiąca było to na prawdę regularne. Przed każdym myciem wcierałam specyfik na 2-5 h po czym spłukiwałam i myłam włosy szamponem. W drugim miesiącu moja kuracja delikatnie się rozlazła... Moje chęci rozpłynęły się chyba z nasilonymi w tym miesiącu opadami deszczu :-D. Wcieranie było nieregularne i znacznie rzadsze od pierwszego miesiąca. Ale żeby nie być gołosłownym dokonałam pomiaru pasemka kontrolnego zarówno przed kuracja jak i po. I co się okazało?

W pierwszym miesiącu stosowania wcierki włosy urosły tylko standardowy 1 cm. Następnie w drugim miesiącu przybyło 1,5 cm co wskazuje na to, że informacja o stosowaniu wcierki dotarła do cebulek z lekkim opóźnieniem :). Ale najważniejsze, że w ogóle dotarła i przez dwa miesiące mniej lub bardziej intensywnego wcierania przybyło mi 2,5 cm. Jak na mnie to całkiem niezły wynik, bo standardowo bez wspomagaczy włosy rosną mi 1 cm na miesiąc.

Jeśli chodzi o zmniejszenie wypadania włosów... tutaj trochę się zawiodłam. Specyfik nawet w najmniejszym stopniu nie zmniejszył wypadania, a więc dalej borykam się z utratą włosów.




Mimo wszystko jednak spodziewałam się bardziej spektakularnych efektów i do wcierki raczej już nie wrócę. Myślę teraz nad aktywatorem wzrostu z Babuszki Agafii lub maską drożdżową.





A co u Was najlepiej wpływa na porost włosów i zmniejszenie wypadania?? :)




Czytaj dalej

Tuning masek cz. XIV Bogata pielęgnacja...

... trochę inaczej niż zwykle





Zazwyczaj bogatą pielęgnację stosuję przed myciem, aby nie obciążyć zanadto włosów. Tym razem jednak postanowiłam zafundować włosom dogłębną regenerację już po myciu i sprawdzić jaki będzie efekt. Głównie chodziło mi o to, żeby sprawdzić, czy włosy będą bardziej obciążone niż zwykle i czy przyspieszy to przetłuszczanie włosów.
 
A zaczęłam od wcierki domowej roboty i naolejowania włosów olejkiem kokosowym Vatika. 




Tak spędziłam 2 h. Po tym czasie spłukałam dokładnie włosy i zemulgowałam olej maską Serical Crema al latte. Spłukałam i spieniłam szampon Kativa Macadamia. 




Na umyte dwukrotnie włosy nałożyłam mój regenerujący mix:



--> 1 łyżeczka maseczki Serical Crema al latte (proteiny)

--> 1 mała płaska łyżeczka odżywka ziołowej Fitomed (ziółka)

--> 1 łyżeczka soku z miąższu aloesu (humektant)

--> kilka kropli oliwki Baby Dream (emolient)


Wszystko zmieszałam przed myciem, aby nałożyć bezpośrednio po myciu i odsączeniu włosów.




Następnie wprasowałam we włosy od ucha w dół pomijając skalp i zakręciłam włosy w ręcznik. Tak spędziłam 25 minut.

Po tym czasie spłukałam dokładnie włosy. Zabezpieczyłam końcówki odżywka ziołowa do włosów blond firmy Fitomed. 





Z efektów jestem zadowolona, lecz mam wrażenie że końcówkom czegoś brakuje. 





Włosy są miękkie,  błyszczące i gładkie. Zupełnie nie czuć zapachu maski na włosach. 




Nie miałam problemu z rozczesaniem włosów. Początkowo nie zauważyłam aby włosy były obciążone. Dało się wręcz zauważyć, że są odbite od nasady, lecz już na następny dzień zauważyłam, że o kilka godzin skróciła się świeżość włosów. Niby nie w jakimś wielkim stopniu, ale jednak. 





Mimo to mam zamiar dalej stosować pielęgnację po myciu, bo zauważyłam, że efekt końcowy jest o wiele lepszy niż w przypadku pielęgnacji przed myciem. 




 A jakie są Wasze odczucia? :)



 
Czytaj dalej

Testuję - domowa wcierka i nowy suplement

Domowa wcierka na porost włosów

i

Złocień Maruna na migrenę






Ostatnio głośno jest na temat samoróbek, więc stwierdziłam, że nie będę gorsza i także ukręcę coś dla siebie. Padło na wcierkę. Przeczytałam gdzieś jakiś przepis, trochę go zmieniłam (czy ulepszyłam to się okaże) i tak oto wyszedł mój przepis na...


Domową wcierkę przeciw wypadaniu włosów i przyspieszającą ich porost:

--> 250 ml wody (szklanka)

--> 1 saszetka skrzypu polnego

--> 1 saszetka pokrzywy

--> mała płaska łyżeczka zielonej herbaty liściastej

--> 4-5 kropelek olejku rozmarynowego

--> pół łyżki wody brzozowej (ponoć ma zakonserwować wcierkę i przedłużyć jej trwałość)



Zagotowałam szklankę wody, do wrzątku wrzuciłam saszetki ze skrzypem i pokrzywą. Na małym ogniu gotowałam 10 min. Po tym czasie do trochę ostygniętej wcierki wrzuciłam jeszcze zieloną herbatę i wlałam kilka kropelek olejku rozmarynowego. Gdy wcierka wystygła odcedziłam zioła, dodałam wodę brzozową i całość zamieszałam... I... Stworzyłam potwora ... Zapach jest okropny :D.




Następnie przelałam do buteleczki z pompka i schowałam do  lodówki. W czasie gotowania, część wody odparowała, a zioła też naciągnęły swoje. Ostatecznie z pełnej szklanki zostało pół :).

A teraz kilka słów dlaczego wybrałam te, a nie inne składniki. 

Pokrzywa zawiera kwas foliowy, żelazo, mnóstwo witaminy C, wapń, krzem – to tylko kilka z jej bezcennych składników, które wzmacniają, oczyszczają i regenerują ludzki organizm.
Duża ilości chlorofilu zawartego w liściach pokrzywy zapobiega niedokrwistości organizmu. Pokrzywa zawiera też w sobie sole mineralne oraz mikroelementy, takie jak: magnez, wapń, potas oraz doskonale przyswajalne żelazo, szczególnie ważne w leczeniu osłabienia, apatii lub anemii.

Wyciąg z liści pokrzywy i sporządzone z niej napary pomagają w pozbyciu się toksyn (zwłaszcza mocznika) z organizmu, a także ułatwiają trawienie i łagodzą dolegliwości związane ze stanem zapalnym przewodu pokarmowego. Aplikowanie ekstraktu z pokrzywy miejscowo na skórę głowy poprawia wzrost włosów i hamuje wypadanie.


Dzięki zawartemu w skrzypie polnym krzemowi włosy są lśniące i mocne, paznokcie się nie rozdwajają, a proces starzenia się skóry zostaje zahamowany.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/skrzyp-polny-wlasciwosci-i-zastosowanie_39856.html
Dzięki zawartemu w skrzypie polnym krzemowi włosy są lśniące i mocne, paznokcie się nie rozdwajają, a proces starzenia się skóry zostaje zahamowany.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/skrzyp-polny-wlasciwosci-i-zastosowanie_39856.html
Skrzyp polny zawiera duże ilości krzemionki, flawonoidy, saponiny oraz kwasy organiczne, garbniki. Spośród składników mineralnych zaś – potas, fosfor, żelazo, mangan. Ma właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne, wpływa na wzmocnienie układu odpornościowego organizmu.

Skrzyp doskonale radzi sobie z wypadaniem włosów, sprawia, że stają się mocne, lśniące i wolniej matowieją.

Zielona herbata zapobiega wypadaniu włosów, nawilża, wzmacnia włosy i poprawia ukrwienie skóry głowy.

Olejek rozmarynowy dodałam ponieważ ma właściwości rozgrzewające, a więc ułatwi moim drogocennym substancjom wnikanie w skórę. Jak wspomniałam wyżej wodę brzozową dodałam, aby zakonserwować wcierkę.


Tak przygotowaną wcierkę mam zamiar stosować przez 2 miesiące przed każdym myciem minimum na 10 min, a maksimum na 1 h.





Poza tą wcierką będę stosowała także Złocień Maruna, ale z innych względów niż włosy. Złocień Maruna zagości u mnie również przez najbliższe dwa miesiące z racji nawracających bólów migrenowo-napięciowych.


Złocień Maruna:



Liść złocienia maruna jest surowcem zielarskim, o charakterystycznym korzennym zapachu. Występujący w liściach złocienia partenolid uważany jest za główny składnik, decydujący o aktywności biologicznej ekstraktu. Od lat złocień wykorzystywany jest jako środek niwelujący bóle migrenowe, menstruacyjne, artretyczne, reumatyczne, zębów oraz dolegliwości żołądkowo - jelitowe.

Pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Przyczynia się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia. Pomaga w utrzymaniu sprawności umysłowej na prawidłowym poziomie.




Jeśli kogoś ciekawi to zerknijcie sobie na TĄ STRONĘ. Wszystko jest bardzo ciekawie wyjaśnione.



A więc od dziś zaczynam moje kuracje ;-)  za dwa miesiące możecie spodziewać się recenzji na ten temat ;-) ;-)


Poza wyżej wspomnianymi kuracjami chciałabym Wam pokazać nad czym aktualnie pracuję :)





Otrzymałam te dwa cudeńka dzięki uprzejmości Pana Dominika z firmy Fitomed. Jesteście ciekawe ?? Ja już mogę powiedzieć, że kosmetyki bardzo mnie zaciekawiły :)



Znacie asortyment Fitomed? :-) 




Czytaj dalej

Olejek Jaśminowy Chameli


Czas na emolienty










Zima ... zimno ... mróz... wiatr... duża wilgotność...
to wszystko ostatnimi czasy przysporzyło mi sporo problemów. 









Przesuszone końcówki nie dają mi spokoju. Zmiana szamponu trochę pomogła (pisałam o tym tutaj), ale nie wystarczyła. Idąc za radą Wiedźmy, która poleciła mi ograniczenie humektantów i silikonów i uderzenie w emolienty, postanowiłam porządnie naolejować włosy. Założyłam sobie, że będę nakładała olej 2 razy w tygodniu.




Wybrałam metodę na sucho (o metodach pisałam tutaj) w czyste formie dlatego, że w ubiegłym miesiącu często stosowałam serum olejowe, które chyba jednak jest słabsze niż zwykłe olejowanie na sucho. A z uwagi na to, że na jakiś czas ograniczam humeknanty, które dodawałam do serum postanowiłam z niego na razie zrezygnować.






Na suche włosy nałożyłam olejek jaśminowy Chameli ok 2 łyżki stołowe. Zawinęłam w koczek, nałożyłam czepek i turban. 






Po 3h zmoczyłam włosy nałożyłam maskę Kallosa również jaśminową (staram się ją wykończyć, bo się nie sprawdziła) i lekko wmasowałam po czym spłukałam.





Spieniłam szampon NIVEA fresh energy do włosów przetłuszczających się (dalej testuje szampony i ten też staram się wykończyć) spłukałam, nałożyłam na 1-2 min odżywkę Nectar of Nature (kupiłam ją w Carrefourze na przecenie za 4zł i jestem w szoku --> więcej napiszę w recenzji) i też spłukałam.







Odsączyłam włosy i w skalp wtarłam Wodę brzozową z Isany, a w koncówki kropelkę olejku jaśminowego Chameli.



Gdy wyschły przeczesałam grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami.








Włosy są pięknie nawilżone, odżywione i dociążone. Olejek ujarzmił końcówki, które teraz są wygładzone i lśniące. Włosy nabrały blasku, ale nie straciły na objętości. 

Olejek Chameli jak zwykle mnie nie zawiódł :).





Jak Wam się podoba efekt?? :)





Czytaj dalej