Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty

Moja pielęgnacja włosów - włosing - olejowanie jedwabnym olejkiem Ecolab

Odświeżam kategorię z pielęgnacją włosów



Dawno nie było nic włosowego, więc postanowiłam troszeczkę odświeżyć tę kategorię wpisów na moim blogu. Cztery miesiące temu ponownie skróciłam włosy, o czym Wam nie wspomniałam, wiec przy okazji pokaże Wam również mają aktualizację włosową.

Swoją pielęgnację zaczęłam od olejowania na sucho nowym produktem. Mowa o jedwabnym olejku (intensywne wzmocnienie i wzrost) marki Ecolab (bądź też Eo Lab lub Eco Laboratorie - znalazłam ten produkt pod różnymi nazwami i nie wiem, która jest poprawna), który w zapasach mam już jakiś czas, ale dopiero dzisiaj będzie miał swoją premierę.

Olej zemulgowałam po upływie 2 h maską Kamilla Wax Colour Care Laboratorium Pilomax do włosów farbowanych na blond (o której już szykuje oddzielny post). Niewtajemniczonym w "emulgowanie" polecam wpis o tym jak krok po kroku olejować włosy. Następnie spłukałam maskę i rozprowadziłam normalizujący szampon Tołpa do włosów tłustych (nowość dla mnie) tylko na skórze głowy. Spłukałam i ponownie rozprowadziłam maskę na włosach na długości od ucha w dół na odciśnięte z wody włosy i dokładnie wmasowałam. Spłukałam wszystko i pozostawiłam do wyschnięcia. Zdjęcia zrobiłam następnego dnia w świetle dziennym bez użycia lampy.




Nie da się nie zauważyć, że są suche na końcach. Walczę z tym od kiedy zaczął się sezon noszenia kurtek. Są trochę odgniecione po spaniu, ale nie zwracajmy na to uwagi. Zauważyłam, że po użyciu olejku są bardziej błyszczące i sprężyste oraz zdecydowanie bardziej miękkie.




Moja aktualna długość totalnie mnie nie satysfakcjonuje. Mniej więcej od razu po ostatnim strzyżeniu stwierdziłam, że popełniłam błąd. Długość włosów do ramion, która jest bardzo wygodna niestety znudziła mi się na tyle, że jestem na etapie zapuszczania. Chciałabym powrócić do długości sprzed moich skrajnych cięć np jak w tym poście.


Może ktoś z Was poleci wcierkę na szybszy porost i zahamowanie wypadania ? :)


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - olejowanie Your Natural Side masło migdał i kokos

Wielki powrót do olejowania kokosem 



Olej kokosowy sam w sobie potrafi zrobić niezłe spustoszenie na mojej głowie. Bardzo często olejowanie nim kończyło się u mnie szopą i włosy wyglądały znacznie gorzej niż przed aplikacją... Nie pamiętam kiedy ostatnio stosowałam go solo, więc musiało to być dawno temu. Dzisiaj sobie o nim przypomniałam, ale z racji że akurat w zapasach nie mam go w czystej postaci, postanowiłam użyć mieszanki dwóch olejków. Mam na myśli masło od Your Natural Side migdał i kokos. Jak nazwa wskazuje poza olejem kokosowym znajduje się w nim również olej migdałowy, który na prawdę bardzo lubię i świetnie sprawdza mi się w pielęgnacji włosów.




Zaczęłam od nałożenia olejku na suche włosy prawie od nasady aż po końce. Pominęłam skórę głowy. Włosy zawinęłam w koka i tak paradowałam przez jakieś 2 h. Po tym czasie zmoczyłam klaczki, odcisnęłam z wody i wmasowałam maskę Kallos banana. Następnie spłukałam i umyłam tylko skórę głowy szampanem Equilibra. Spłukałam pianę z włosów i po odciśnięciu wody ponownie wmasowałam odrobinkę maski. Spłukałam i pozostawiłam by wyschły.

Zdjęcia wykonałam następnego dnia rano w naturalnym świetle bez użycia lampy.




Spójrzcie tylko jak wyglądają włosy! Ja jestem zachwycona ! 💚 Są niesamowicie miękkie, lśniące, sprężyste i mięsiste. Połączenie tych dwóch olejków to po prostu bomba! Olej migdałowy wygładza i nadaje piękny połysk, a kokosowy zwiększa ich objętość dwukrotnie.


Ja jestem milion razu na TAK 💕 mieszanka kokos migdał od Your Natural Side zostaje wdrożona na stałe do mojej pielęgnacji 😻.


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - czerwona maseczka z Lidla - CIEN PROFFESSIONAL maseczka odbudowująca włosy osłabione

Tym razem jest lepiej !



Idę za ciosem 😺 dziś przedstawiam Wam kolejny eksperyment maseczkowy. Pamiętacie ostatnią szopę po zielonej masce z Lidla? Tym razem w użyciu mam jej czerwoną siostrę, czyli maseczkę odbudowującą z keratyną i jedwabiem do włosów osłabionych. Jak się sprawdziła? O tym już za chwilę!

Maseczka ma sprawić, że włosy osłabione staną się bardziej odporne, sprężyste i podatne na układanie. Zawarta w produkcie keratyna i jedwab mają spełniać funkcję ochronną i regenerującą. Po użyciu włosy powinny lśnić zdrowym blaskiem. Zaraz się przekonamy 😼.  

Zaczęłam od dokładnego umycia włosów szampanem Equilibra. Zazwyczaj myje tylko skórę głowy i tym razem było tak samo. Nie stosowałam ostatnio nic mocno obciążającego, więc mycie długości włosów mogłam sobie odpuścić. Po wypłukaniu szamponu i odciśnięciu nadmiaru wody nałożyłam czerwoną maseczkę z Lidla mniej więcej od ucha w dół ku końcówkom. Zawinęłam w ręcznik i odczekałam 15 minut.

Po upływie czasu wzięłam się za płukanie czupryny. I w tym momencie zauważyłam pierwszą różnicę między czerwoną maską, a zieloną. Włosy podczas płukania były bardzo miękkie i nie wydawały się splatane, co miało miejsce przy użyciu tej zielonej.

Następnie odcisnęłam włosy z wody i nałożyłam olejek w kremie od Garnier ze szczególnym uwzględnieniem końcówek. Włosy schły naturalnie, a zdjęcia wykonałam następnego dnia po południu, a więc kłaczki były już nieco "zużyte", jeśli mogę to tak określić 😸.





Efekt okazał się na prawdę bardzo fajny. Czerwona maska z Lidla nie sprawi, że włosy będą jak z reklamy, ale uważam że jest zdecydowanie lepsza niż jej poprzedniczka, czyli ta wersja zielona. Włosy są zdecydowanie bardziej gładkie i puszyste, ale nie spuszone! To już ogromny plus. Błyszczą się i pięknie mienią w słońcu. Jedynce co mogę zarzucić to fakt, że są nieco sztywne. Na zdjęciach tego nie widać, ale w dotyku da się to wyczuć.


Spokojnie, to już moja ostatnia maska z Lidla, więc już ich u mnie nie zobaczycie 😺. Szukam produktów, które mnie zachwycą, a efekty po lidlowych produktach do włosów są niestety przeciętne.


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - olejowanie pewniakiem, czyli makadamia i awokado od Loton SPA Beauty Oil Therapy

Good hair day today



Obiecałam Wam, że maj będzie miesiącem intensywnej pielęgnacji włosów i... nic się nie zmieniło 😹. Wybaczcie, że nie wrzucam Wam tutaj miliona postów, ale po prostu mój plan regeneracji opiera się na tych samych krokach, więc nie widzę sensu, żeby pokazywać Wam cały czas to samo. Nie wykluczam przedłużenia planu pielęgnacji na kolejny miesiąc. Postaram się na koniec podsumować efekty i pokazać zdjęcia przed i po.

Od razu mogę Wam powiedzieć, że tym razem nie stawiam na zagęszczenie i walkę z wypadaniem. Mam wrażenie, że to w moim przypadku walka z wiatrakami. Im bardziej chce i się staram tym efekt jest mniejszy niż jeśli o tym zapomnę i nie zwracam uwagi... dziwne prawda ? 🙀

Ale do sedna... dzisiaj postawiłam na olej dobrze mi znany i ceniony, a mianowicie Loton SPA Beauty Oil Therapy makadamia i awokado. Uważam, że to jeden z lepszych produktów do olejowania włosów. Nie przebił moich ukochanych olejków od Wellness & Beauty (w tych linkach możecie zobaczyć efekty jakie wyciągam z włosów po olejowaniu wspomnianym produktem TU i TU i TU), ale jest bardzo bliski ideału.

P.S. dla tych co o olejowaniu wiedzą niewiele zapraszam na mój wpis dotyczący tego zagadnienia, wyjaśniający krok po kroku co i jak należy robić TUTAJ.

Olejek nałożyłam na suche włosy od ucha w dół ku końcówkom na 2 h. Po tym czasie zemulgowałam olej maska Kallos banana. To mój drugi słój tego wynalazku i na prawdę go sobie chwale 😻. Po dokładnym wmasowaniu maski we włosy spłukałam ją ciepłą wodą, po czym odcisnęłam włosy. Następnie umyłam skórę głowy szampanem Equilibra. Spłukałam i ponownie nałożyłam maskę mniej więcej od ucha w dół ku końcówkom. Wmasowałam przez moment i spłukałam. Odciśnięte włosy z wody potraktowałam moim ulubionym olejkiem w kremie z firmy Garnier.





Włosy schły naturalnie. Zdjęcia wykonałam dnia następnego w świetle dziennym. Kosmyki są nieco odgniecione po koczku, ale myślę, że to nie zaburzy efektu jaki uzyskałam. Spójrzcie tylko jak błyszczą... są cudownie miękkie w dotyku i tak aksamitne ! Jestem zachwycona 😻 Olej i tym razem mnie nie zawiódł !


Macie swoje sprawdzone sposoby na #goodhairday ? 😺


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - maseczka z Lidla - Cien Proffessional maseczka wzmacniająca / włosy pozbawione witalności i objętości

Totalne rozczarowanie 



Moje włosy ostatnio trochę "podupadły" (jeśli mogę to tak nazwać) na kondycji i obiecałam sobie, że miesiąc maj wykorzystam maksymalnie na to żeby poprawić ich stan. Swój plan wcieliłam od razu 1 maja i na włosach wypróbowałam maseczkę z Lidla, która w moich zapasach leży już jakiś czas.




Maska przeznaczona jest do włosów pozbawionych objętości i witalności. Zawiera olej awokado i ekstrakt z korzenia bambusa oraz olej z nasion słonecznika. Według producenta ma pogrubiać  i zregenerować włosy. Co ciekawe ma także zagęszczać... nie bardzo wiem jakim sposobem skoro nie nakłada się jej na skórę głowy (takie zalecenie zamieszczone jest na saszetce).




Zaczęłam od dokładnego umycia  włosów szampanem Equilibra (wzmacniający szampon przeciw wypadaniu aloes olej arganowy keratyna). Ten szampon trafił do moich ulubieńców w 2017 roku. Jakiś miesiąc temu kupiłam drugą butelkę, żeby sprawdzić czy zmieniły się moje odczucia co do niego. Na nowo odkryłam jego cudowne działanie ❤. Jest po prostu idealny do codziennej pielęgnacji. Pachnie obłędnie, co dodatkowo umila aplikacje. Ale... dość o nim ! Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii sięgnijcie do recenzji sprzed 2 lat - nic się nie zmieniło 😍.

Po umyciu i odciśnięciu włosów z wody nałożyłam maseczkę z Lidla. Produkt wytwarza poślizg i rozprowadza się bardzo przyjemnie. Po czym zawinęłam turban i odczekałam przepisowe 15 minut. Po tym czasie spłukałam maskę i osuszyłam ręcznikiem włosy. Podczas płukania zniknął efekt śliskich włosów, a pod palcami dało wyczuć się splątanie. Po spłukaniu maski, na jeszcze wilgotne kosmyki wmasowałam odrobinkę sprawdzonego olejku w kremie od Garnier.




Nie wiem co poszło nie tak... może to że poszłam spać w lekko wilgotnych włosach? Rano obudziłam się z wielką szopą... włosy były suche, matowe i spuszone. Nie był to efekt puszystości i miękkości, a spuszenia... ogromnie się zawiodłam. Myślałam, że włosy będą gładkie i lekko puszyste, bo po maskach rzadko mam włosy pełne objętości. Raczej ten efekt jest subtelny. Czegoś podobnego się nie spodziewałam.


Nie bardzo rozumiem zachwyt na maskami z Lidla na innych blogach. U mnie ta zielona okazała się totalna klapą. Myślicie, że inne wersje będą lepsze? 


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - wcierka Banfi Hajszesz, szampon Anwen, maska Delia

Tuning maski



Moja dzisiejsza pielęgnacja opiera się głównie na masce Delia, którą postanowiłam urozmaicić. Zamiast nakładać same proteinki doszłam do wniosku, że czas na równowagę PEHową :D. Ale od początku...

Zaczęłam od nowej wcierki Lady Banfi Hajszesz. Ostatnio znalazłam ją w promocji w drogerii Pigment i od razu wrzuciłam do koszyka razem z wersją łopianową. Nie wiem jak ta łopianowa, ale Lady śmierdzi tak okropnie, że po wmasowaniu w skórę silnie walczyłam z mdłościami ;O. Zasmrodziłam cale mieszkanie... Ledwo co upłynęło 40 minut, a ja z ręką na ustach biegłam do łazienki... Na szczęście już po spłukaniu jest niewyczuwalna :D.

Gdy wcierka została spłukana umyłam skórę głowy szamponem peelingującym od Anwen. Dopiero później przyszło mi do głowy czy jest sens nakładać wcierkę, a potem umyć głowę szamponem oczyszczającym... Ale już przepadło...

Po spłukaniu szamponu nałożyłam na długość włosów przygotowaną wcześniej maskę z półproduktami. Co tam dodałam ? Poniżej przepis:


- 3 łyżki maski Delia keratin
- 1 solidna pompka olejku Wellness & Beauty 
- 10 kropli gliceryny



Same proteiny ostatnio mocno puszą mi włosy, więc szukając równowagi dorzuciłam jeszcze emolient i humektant.

Maseczkę nałożyłam na odciśnięte z wody włosy i wmasowałam. Po 30 minutach spłukałam. Włosy zabezpieczyłam na mokro olejkiem w kremie od Garnier.






Efekt mi się podoba. Włosy są miękkie, puszyste i bardzo gładkie. Lśnią i odbijają światło. Blogger niestety okrutnie rozjeżdża mi zdjęcia :(. Załączam Wam nawet mój pierwszy movie hair ;D. 




Jak Wam się podoba ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu :D. A może jakieś rady ? Co byś zmieniła w mojej pielęgnacji ?


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - olejowanie Wellness and beauty mango papaja

Regeneracja -> czas... start !





W ostatnim poście z wizyty w salonie fryzjerskim (TU) wspomniałam Wam, że moje włosy po koloryzacji wymagają intensywnej pielęgnacji. Nie czekałam długo i za ich naprawę wzięłam się od razu. Oczywiście z pomocą przyszły mi jak zawsze oleje. A dokładnie jeden - Wellness & Beauty mango i papaja. Żeby mieć pewność powodzenia misji sięgnęłam po produkt dobrze mi znany i tolerowany. Testuje go już dłuższy czas i wiem, że moje włosy go uwielbiają :D. 





Takim oto sposobem dzisiaj zafundowałam moim włosom olejowanie wspomnianym wyżej olejkiem, który nałożyłam na suche włosy od nasady aż po końce, pomijając skórę głowy. Olej zemulgowałam maską jagodową Kallos po około 3 h. 





Następnie skórę głowy umyłam szamponem Delia Cameleo Anti Damage, spłukałam i nałożyłam ponownie na długość włosów maskę Kallos, aby mieć pewność, że olej został dokładnie usunięty. Na koniec wszystko spłukałam.





Włosy zabezpieczyłam jedwabiem z Delia i pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia. Zdjęcia zrobiłam na drugi dzień od mycia w świetle naturalnym bez użycia lampy. Włosy są miękkie, lśniące, puszyste, ale dociążone. Może jeszcze niepowalające, ale to kwestia czasu :D trzymajcie kciuki !





W ruchu :)




Wydaje mi się, że końcówki kwalifikują się już do podcięcia, ale wstrzymam się jeszcze chwilę :). Jak Wam się podoba efekt ? :D


Czytaj dalej

Jak wyglądają moje włosy po użyciu kosmetyków Delia Cameleo Anti Damage? - szampon, odżywka, maska, płynna keratyna, jedwab

Poczuj zapach luksusu




Nową serię kosmetyków do włosów z keratyną od Delia testuje już jakiś czas i myślę, że to dobra chwila na opisanie mojego pierwszego wrażenia. W skład nowego boxu od Delia wchodzą: szampon, odżywka, maska, mgiełka oraz serum.




Moje włosów SPA wygląda następująco. Skórę głowy oraz włosy u nasady myje szamponem, który niezbyt mocno się pieni. Dlatego też potrzebuje dwóch pompek, aby mieć pewność, że skóra i włosy są czyste. Produkt nie plącze włosów, a dłonie suną gładko i bez przeszkód.




Spłukuję szampon i na odciśnięte z wody włosy nakładam odżywkę. Wydajność jest dość dobra, bo specyfik nadaje lekki poślizg, co ułatwia dokładną aplikację. Odżywka dyscyplinuje włosy i nadaje im gładkość, którą daje się wyczuć już przy płukaniu.




Dwa razy w tygodniu zamiast odżywki nakładam maskę. Nadaje znacznie lepszy poślizg i mocno wygładza włosy. Nie zauważyłam, by obciążała kłaczki.




Po spłukaniu odżywki lub maski osuszam włosy ręcznikiem, po czym psikam dość obficie mgiełką keratynową.




Dopiero gdy wyschną naturalnie lub podsuszę je suszarką nakładam na końcówki serum z jedwabiem. Muszę przyznać, że to właśnie serum okazało się moim wiosennym must have. Rewelacyjnie panuje nad puchem i elektryzowaniem się włosów podczas kapryśnej wiosennej podchody. Wygładza włosy, nadaje im połysk, zmiękcza i zabezpiecza przed uszkodzeniami.





Zdjęcia wykonane w świetlne naturalnym, bez użycia lampy.

Reasumując... włosy po użyciu całego zestawu są odbite od nasady, miękkie, sprężyste, sypkie, gładkie i lśniące na długości. Efekt końcowy bardzo mnie zadowala. Na dokładne recenzje z rozpisanym składem trzeba będzie trochę poczekać :). A Wy co sądzicie ?


Cała seria niesamowicie pięknie pachnie i tak jak w tytule... można poczuć zapach luksusu ❤.


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - olejowanie olejem ryżowym

Olejowanie - emulgowanie - zabezpieczanie




Dawno nie było moich eksperymentów i codziennego cudowania z włosami, a więc nadrabiam :). Dzisiaj pokażę Wam efekty olejowania moim ryżowym ulubieńcem. Wspominałam już o nim TUTAJ, a TU i TU pokazywałam jak sprawdza się w połączeniu z innymi olejami, a także z substancjami nawilżającymi. Mam nadzieję, że Wam się nie znudził, bo ja go wręcz uwielbiam !

Od czego zaczęłam? Naolejwałam włosy od skóry aż po same końce olejkiem ryżowym. Tym razem nie pominęłam skóry głowy i wykonałam delikatny masaż palcami z odrobiną olejku. Następnie przez 2 h przysiadłam do laptopa i naskrobałam dla Was aż dwa posty ;D. 

Po tym czasie udałam się do łazienki zmyć z głowy tłuszczyk. Zaczęłam od emulgowania oleju i do tego zadania świetnie posłużył mi Kallos Omega. Kolejnym etapem było dwukrotne mycie (tylko) skóry głowy szamponem Alterra. Po spłukaniu szamponu jeszcze raz wprasowałam w długość włosów maskę Kallos Omega. Po czym również spłukałam i odsączyłam włosy z wody. Same końcówki zabezpieczyłam moim ulubionym serum do włosów od Eveline, o którym pisałam TU. Gdy włosy lekko podeschły spryskałam je czarną mgiełką Gliss Kur, którą dopiero zaczęłam testować. Schły naturalnie i rozczesałam je dopiero po całkowitym wyschnięciu.





Moim zdaniem włosy prezentują się świetnie :) bardzo łatwo się rozczesały (to pewnie zasługa maski) i są niezwykle miękkie w dotyku. Ładnie błyszczą i mienią się w słońcu czego chyba nie uda Wam się dostrzec, bo zdjęcia zrobiłam dopiero późnym popołudniem :/. 







Mimo to włosy fajnie się układają, są gładkie, a końcówki zdyscyplinowane. Da się zauważyć, że kłaczki są dobrze nawilżone i nabłyszczone. Od razu uprzedzę Wasze pytania - nie, taka pielęgnacja nie obciążyła i nie przyspieszyła przetłuszczania włosów :).


Dzisiejszy post jest trochę zaległy, bo aktualnie moje włosy przeszły "niewielką" metamorfozę, ale zobaczycie ją dopiero za jakiś czas :). Póki co zostawiam Was z postami, które naprodukowałam na czas mojej zbliżającej się nieobecności :)


Czytaj dalej

Małe SPA dla skóry - Marion oczyszczająca maseczka i plaster na nos z aktywnym węglem bambusowym

Prawdziwy detox !




Nie pokazałam Wam jeszcze wszystkich nowości z Marion! Zatem pędzę z relacją z mojego wczorajszego SPA ;)

Zaczęłam od oczyszczającego peelingu do twarzy, o którym pisałam Wam już TUTAJ. Kolistymi ruchami masowałam twarz ze szczególnym uwzględnieniem czoła i nosa. Po czym spłukałam.




Kolejnym punktem pielęgnacji było użycie oczyszczającego plasterka na nos z aktywnym węglem bambusowym. Wystarczy wyjąć go z foli, odkleić zabezpieczanie i przykleić do zwilżonego wodą nosa. Plaster przylega bardzo dokładnie i mocno trzyma. Jeśli tak nie jest wystarczy dodatkowo zwilżyć go z zewnątrz wodą, żeby się nie odklejał. Po 10 minutach usunęłam plaster.




Trzeba przyznać, że na prawdę mocno trzyma ;) miałam pewne trudności, żeby go odkleić, ale udało się bez wzywania pogotowia (taki żarcik :D). Oczywiście po odklejeniu zmuszona byłam przemyć twarz wodą, bo została na niej spora ilość węgla.





Aqua (woda), Polyvinyl Alcohol (zagęstnik, może podrażniać), Glycerin (gliceryna - nawilża), Propylene Glycol (glikol propylenowy - nawilża, nośnik substancji aktywnych), Dipotassium Glycyrrhizate (nawilża, nośnik substancji aktywnych, łagodzi podrażnienia, obrzęki i zaczerwienienia), Charcoal Powder (węgiel - oczyszcza, zwęża pory, absorbuje toksyny, zanieczyszczenia, nadmiar łoju, matowi, działa antybakteryjnie, łagodząco), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water (hydrolat z liści oczaru wirginijskiego - działa przeciwbakteryjnie, antyoksydacyjnie), Metyl Acetate (rozpuszczalnik), Metylparaben (konserwant).





Co do składu. Z ważniejszych substancji znajdziemy tutaj oczywiście węgiel, hydrolat z liści oczaru i kilka substancji nawilżających. Powiem szczerze, że nawet nie wiem jakie składniki powinny się tam znaleźć, więc skład plastra zostawiam w spokoju.





Ostatnim już etapem było nałożenie na twarz maseczki oczyszczającej z aktywnym węglem bambusowym. Jedna saszetka z powodzeniem wystarczy na dwa użycia. Zatem równomiernie rozprowadziłam połowę produktu i odczekałam kolejne 10 minut. W tym czasie odczuwałam lekki dyskomfort, pieczenie nosa  (podejrzewam że to za sprawą plastra, którego użyłam wcześniej i skóra zareagowała obronnie przed kolejną porcją oczyszczenia węglem) i mocne ściąganie twarzy, bo maska zwyczajnie zaschła.





Po wyznaczonym czasie zmyłam wszystko ciepłą wodą i nałożyłam krem. Skład maseczki przedstawia się na prawdę ciekawie. Bazą jest biała glinka i węgiel, ponadto znalazłam także glicerynę, betainę, prowitaminę B5 i ekstrakt z peonii. 





Aqua (woda), Kaolin (biała glinka - ma działanie matujące, ściągające, antybakteryjne, kojące, pochłania nadmiar sebum), Glycerin (gliceryna - nawilża), Magnesium Aluminium Silicate (zagęstnik, wypełniacz), Charcoal Powder (węgiel - oczyszcza, zwęża pory, absorbuje toksyny, zanieczyszczenia, nadmiar łoju, matowi, działa antybakteryjnie, łagodząco), Trehalose (pochodzenie naturalne, nawilża), Betain (betaina - pochodna gliceryny, nawilża), Panthenol (prowitamina B5 - nawilża, łagodzi podrażnienia, ułatwia gojenie), Paeonia Lactiflora Root Extract (ekstrakt z peonii białej - działa kojąco), Phenoxyethanol (konserwant), Glycereth-18 Ethylhexanoate (lekki emolient, rozpuszczalnik), Glycereth-18 (lekki emolient, rozpuszczalnik), Xanthan Gum (zagęstnik), Parfum (zapach), Allantoin (alantoina - działa przeciwzapalnie, ściągająco), Citric Acid (kwas cytrynowy - rozjaśnia, naturalny konserwant), Ethylhexylglycerin (łagodny humektant, naturalny konserwant), Diazolidinyl Urea (konserwant).

Efekty, moim zdaniem, są satysfakcjonujące. Buzia jest odświeżona, miękka, sprężysta, pory oczyszczone i niewidoczne. Nie zauważyłam podrażnienia, zaczerwienienia, czy uczulenia poza lekkim pieczeniem podczas trzymania maski. Z całego zabiegu jestem bardzo zadowolona.





Została mi jeszcze saszetka z przyspieszaczem do opalania, ale z racji tego, że się nie opalam to saszetka razem z innymi produktami już wkrótce trafi do kogoś z Was :) czekajcie na rozdanie, które pojawi się jeszcze dziś na moim fesje ;) tylko tam będzie można wziąć udział, więc zachęcam do polubienia strony :).






Czytaj dalej