Aksamitny dotyk od Lirene, czyli mineralny puder matujacy

Mineralny puder matujący City Matt






Miałyście kiedykolwiek pudry w kamieniu od Lirene? Ja niestety nie. Zazwyczaj wybieram ich fluidy i bardzo sobie chwale, np. matujący, rozświetlający lub ostatnią nowość No Mask. Ale dzisiaj nie o tym tylko właśnie o mineralnym pudrze City Matt, który jest małą perełką w moich zbiorach kosmetycznych. Zacznijmy od szczegółów.


Opis produktu:

Puder zapewnia matowe i aksamitne wykończenie makijażu. Lekka konsystencja sprawia, że kosmetyk równomiernie się rozprowadza i dopasowuje do koloru skóry, a makijaż wygląda naturalnie i świeżo. Zawarta w pudrze alga koralowca nie tylko absorbuje sebum, matując skórę, ale również chroni ją przed wolnymi rodnikami. Puder jest odpowiedni dla każdego rodzaju cery.


Cena: ok. 23 zł za 9 g w np. Rossmann


Skład:





Talc (talk - matuje), Mica (mika - wchłania sebum, nadaje jedwabistość i połyskujące drobinki), Aluminum Starch Octenylsuccinate (matuje, absorbuje nadmiar sebum, może uczulać), Magnesium Stearate (emulgator/wypełniacz), Nylon-12 (redukuje błyszczenie skóry, zapobiega rolowaniu się produktu na skórze, hipoalergiczny), Caprylic/Capric Triglyceride (poprawia konsystencje preparatu), Ethylhexyl Palmitate (nadaje elastyczność, zapobiega kruszeniu), Phenoxyethanol (konserwant), Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1 (emolient - poprawia konsystencję), Caprylyl Glycol (humektant - nawilża, natłuszcza), Benzyl Alcohol (zapach), Hexylene Glycol (konserwant), Parfum (zapach), Dimethicone (emolient - wygładza), Lithothamnium Calcareum Extract (ekstrakt z alg czerwonych - działanie nawilżające, łagodzące), Mannitol (zmniejsza łojotok i stany zapalne, działa bakteriobójczo), Hexyl Cinnamal (zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant), Alpha-Isomethyl Ionone (zapach), Benzyl Salicylate (zapach), Butylphenyl Methylpropional (zapach), Diatomeaceous Earth (ziemia okrzemkowa - posiada właściwości oczyszczające, rewitalizujące, przywracające blask, wygładzające), Linalool (zapach), Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde (zapach), Limonene (zapach), Hydroxycitronellal (zapach), Benzyl Benzoate (zapach), Maltodextrin (stabilizator), Zinc Sulphate (substancja wiążąca, poprawiająca przyczepność), Geraniol (zapach), +/- CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77891, CI 77007, CI 75470 (barwniki).


Opakowanie i konsystencja:





Puder mieści się w klasycznym, otwieranym na zatrzask, opakowaniu. Przy kilku pierwszych otwarciach należy uważać na paznokcie, bo można je połamać :-D. Przy kolejnych kilku razach wieczko otwiera się z gracją bez problemu. Opakowanie odporne na upadki - wypróbowałam co prawda niespecjalnie i z niezbyt dużej wysokości, ale na szczęście nie ucierpiał ani puder ani opakowanie. Co do konsystencji, jest ona typowa dla pudrów prasowanych. Lekkie muśniecie pędzla uwalnia dużą mgiełkę pyłku. Produkt dobrze trzyma się pędzla, lecz mimo wszystko pyłu jest bardzo dużo, co nie każdemu będzie odpowiadało.


Działanie:

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to to, że puder matujący ma drobinki rozświetlające. Do tej pory nie spotkałam się, aby te kwestie były łączone. Mi osobiście w ogóle to nie przeszkadza, bo dzięki tym drobinkom mogę zrezygnować z rozświetlacza przez co skóra nie jest zanadto obciążona, a mimo to matowa i promienna. Ale zdaje sobie sprawę, ze nie każdemu będzie to odpowiadało. Osoby nastawione na idealny mat bez połysku powinny zrezygnować z zakupu tego właśnie pudru.

City Matt stanowi świetne wykończenie makijażu. Twarz jest aksamitnie gładka, matowa i rozpromieniona. Używałam go z podkładem No Mask i stanowił świetne połączenie. Z kolei teraz, w upalne dni, rezygnuję z podkładu i na twarz kładę tylko mineralny puder matujący po uprzednim nałożeniu kremu nawilżającego. I wiecie co? Jestem bardzo zadowolona ! Nic nie spływa, puder jest dobrym podkładem dla różu czy brązera, który nie rozpływa się po buzi tylko tworzy delikatną mgiełkę na niej, mimo panującego gorąca i 30 stopniowego upału. Nie daje efektu maski i nie podkreśla zmarszczek.





Natomiast jeśli chodzi o mat... Mogę z czystym sumieniem przyznać, że jest na prawdę przyzwoity ! Puder bez poprawek utrzymuje się w całkiem niezłym stanie nawet do 6 h. Co w moim przypadku jest fenomenem, bo cera w strefie T potrafiła "zabłysnąć" już po 2 h od nałożenie jakiegoś innego produktu. Później wystarczy użyć bibułek matujących i na nowo "przypudrować nosek".

Kolor jest transparentny. Dopasowuje się do koloru mojej twarzy i współgra zarówno z cera bladą (przed opalaniem) jak i muśnięta słońcem.

Byłam do niego trochę sceptycznie nastawiona, ale ogólna ocena jest bardzo pozytywna i ja osobiście jestem z niego bardzo zadowolona.








Znacie? Lubicie? Co polecacie? :)




Czytaj dalej

Poradnik Blondynki - len na włosach

Jak korzystać z właściwości siemienia lnianego? Jak silnie nawilżający może być len? Przykłady zastosowania siemienia lnianego...





Siemię lniane można pić, jeść, nakładać, wcierać... Jego szerokie właściwości i zastosowanie są dobrze znane. 

Siemię zalecane jest przy problemach z żołądkiem. Stosowany jest w leczeniu szeregu dolegliwości układu pokarmowego i oddechowego. Wspomaga pracę mózgu i serca, poprawia pamięć. Wykazuje działanie antynowotworowe, głównie w walce z rakiem piersi. Obniża poziom cholesterolu. Jest bardzo dobrym źródłem błonnika, witaminy B1 i miedzi, fosforu, selenu i magnezu. 

To tylko kilka z drogocennych właściwości ziarenek lnu :-) ale dzisiaj nie o tym, tylko o tym jak len wpływa na nasze włosy.

W tym kierunku przetestowałam 3 formy podania ziaren, jedna jest wewnętrzna, pozostałe dwie są zewnętrzne. 


1. Napar z siemienia lnianego - do picia




O piciu wywaru z lnu przeczytałam po raz pierwszy kiedy szukałam informacji na temat przyspieszonego porostu. Jedną łyżeczkę (niemielonych) nasion lnu zalać gorąca woda (niewrząca) odczekać 15 min. Wychodzi z tego ciecz nieco gęściejsza niż woda. O mącznym smaku, mi osobiście bardzo odpowiada.

Przeprowadziłam miesięczna kuracje, która wykazała że nie przybyło mi więcej centymetrów niż zwykle lecz... Pojawiły się nowe włosy ! A wiec warto? Oczywiście że tak :-)



2. Płukanka z siemienia lnianego.




O płukance już kiedyś wspominałam na blogu. Przeważnie gotuje 2 łyżeczki ziarenek w 1 szklance wody przez 15 min. Wytwarza się żel, który od razu bezpośrednio po zdjęciu z ognia przecedzam przez sitko. Później byłoby to niemożliwe. Taka porcja wystarcza mi na dwa, czasem trzy użycia.

Po wystudzeniu, rozpuszczam ok. 1/4 szklanki żelu w 1,5 litra zimnej wody i w tym mocze włosy przez 1-2 minuty. Oczywiście po uprzednim ich umyciu i pielęgnacji złożonej lub nie. Na sam koniec stosuje taka płukankę i już jej nie spłukuje. Efekty jakie uzyskuje możecie zobaczyć poniżej.








Włosy są lejącą się tafla. Pięknie błyszczą i są nawilżone aż po same końce !

Żel można wykorzystać na wieloraki sposób. Słyszałam że jest świetny w stylizacji i utrwalaniu loków, ale próbowałam wykorzystywać go w ten sposób. Z kolei mogę potwierdzić, że po takiej płukance włosy chętniej się kręcą. Zostając przy żelu przedstawiam Wam moja 3 propozycje...



3. Maska z żelem z siemienia lnianego.




Taką maseczkę funduje sobie, gdy widzę ze włosy potrzebują dogłębnego nawilżenia. Do stworzenia maseczki przeważnie używam jako bazy maski emolientowej, która dobrze łączy się z nawilżaczami i zatrzymuje je na dłużej we włosach. Na 1 łyżkę maski przypada jedna łyżeczka glutka. Dokladnie mieszam. Można dodać również inne półprodukty. 

Zazwyczaj, gdy szukam nawilżenia, rezygnuje z dodawania do maski protein i zastępuję je kolejnymi humektantami, np. aloesem lub mocznikiem. Taka mieszanke nakladam na włosy po myciu i trzymam ok 20-30 min. Spłukuje i gotowe. 











Włosy po masce z lnem wyglądają obłędnie :) są mięciutkie, wygładzone, dociążone, ale mimo to puszyste ! Nie widać ani jednej rozdwojonej końcówki !




Jakie są Wasze doświadczenia z nasionami lnu? ;)






Czytaj dalej

Etno Summer

Etno Summer





Zdjęcia były robione w dzień, kiedy pogoda nas rozpieszczała :-)  przynajmniej w moim mieście i okolicach temperatura utrzymywała się powyżej 25 stopni. Dzisiaj mam dla Was taka własnie letnia, zwiewna, wakacyjną propozycje. Kolorowa sukieneczka w azteckie wzory jest wręcz wskazana na upalne dni. Dobrałam do niej biało szare sandałki i mała szara torebkę. Nieodłącznym elementem tego lata są moje ulubione różowe okulary :-)






WŁOSY :D :D :D


Sukienka - Olika
Sandały - CCC
Zegarek - W. Sagan
Torebka - No Name
Okulary - No Name




Czytaj dalej

Krem do twarzy pod prysznic Eveline - cera normalna i wrażliwa

Express Face Care - mleczko oczyszczające & krem do twarzy





Opis produktu: 

Express Face Care krem do twarzy pod prysznic dla cery normalnej i wrażliwej to produkt, który zapewnia pielęgnację dla skóry, która źle reaguje na większość tradycyjnych produktów. Kosmetyk zawiera tylko łagodne i nie uczulające skórę produkty pielęgnacyjne. Łączy w sobie cechy mleczka do demakijażu, nawilżającego kremu i odżywczego serum. Kobiety borykające się z problemem wrażliwości skóry zwykle mają duży problem z doborem kosmetyku do mycia i oczyszczania cery. Krem pod prysznic spełnia wszystkie wymagane kryteria pielęgnacyjne – delikatnie oczyszcza, nawilża bez ryzyka podrażnienia i poprawia właściwości skóry.






Cena: ok. 16 zł za 100 ml w Rossmann



Skład: 




Aqua (water) woda, Petrolatum (wazelina - emolient otrzymywany z ropy naftowej, tworzy warstwę okluzyjną, czyli film, zapobiega odparowywaniu wody, może zatykać pory), Glycine Soja Oil (olej sojowy - zawiera witaminę E i nienasycone kwasy tłuszczowe, nawilża, chroni przed utratą wody, działa przeciwstarzeniowo), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea - tworzy film, zapobiega odparowywaniu wody, regeneruje, nadaje połysk), Glycerin (humektant - nawilża), Cetearyl Alcohol (emolient - nawilża, zmiękcza i wygładza), Corn Starch Modified (modyfikowana skrobia kukurydziana - absorbuje sebum, nie zatyka porów, wygładza), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów - zawiera witaminę A, B1, B2, B6, D, E, a także kwas oleinowy i linolowy; nawilża, zmiękcza, natłuszcza), Sodium Hyaluronate (humektant - nawilża, zapobiega zasychaniu kosmetyku), Butylene Glycol (odpowiada za nawilżenie skóry, ułatwia penetrację innych substancji w głąb skóry, pełni rolę rozpuszczalnika), Laminaria Hyperborea Extract (wyciąg z brunatnicy - zawiera aminokwasy, witaminy i mikroelementy; działa nawilżająco, antyoksydacyjnie i ochronnie), Disodium Cetearyl Sulfosuccinate (emulgator - ułatwia powstanie emulsji), Glucose (glukoza - koi i nawilża skórę), Sodium Polyacrylate (chroni kosmetyk przed rozwarstwianiem, przedłuża jego trwałość), Polysorbate 20 (emulgator - bezpieczny dla skóry, zapobiega rozwarstwianiu się produktu), PEG-20 Glyceryl Laurate (ułatwia powstanie emulsji, przedłuża trwałość kosmetyku), Tocopherol (antyoksydant - przeciwutleniacz, opóźnia procesy starzenia), Linoleic Acid (witamina F - nawilża, reguluje pracę gruczołów łojowych, odżywia, zmiękcza), Retinyl Palmitate (witamina A - działa przeciwstarzeniowo, regenerująco, walczy z wolnymi rodnikami), Tocopheryl Acetate (witamina E - hamuje procesy starzenia, wzmacnia barierę naskórka, zapobiega podrażnieniom i powstawaniu stanów zapalnych), DMDM Hydantoin (konserwant, powoduje trądzik), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Butylparaben (konserwant), Parfum (zapach), Linalool (zapach), Benzyl Salicylate (zapach, konserwant), Butylphenyl Methylpropional (Lilial) (zapach - może uczulać), Hexyl Cinnamal (zapach), Citronellol (zapach), Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene Carboxyaldehyde (Lyral) (zapach - może uczulać), Coumarin (zapach). 



Opakowanie i konsystencja:

Krem mieści się w miękkiej tubce z zatrzaskiem o pojemności 100 ml. Zatrzask jest sprawny i bez obaw można krem zapakować i zabrać na wakacje. Konsystencja kremu jest aksamitna i gęsta, kolor kremu - biały.





Działanie:

Do wyboru są trzy kremy z tej serii. Ja wybrałam ten do cery normalnej i wrażliwej. I już sama nazwa była dla mnie zagadką. Krem do twarzy pod prysznic? Co najmniej dziwne :-D  Od razu zabrałam się za czytanie informacji na opakowaniu i bogatsza o tą wiedzę przystąpiłam do pierwszej próby.

Mój krem można stosować na dwa sposoby. Rano jak baza pod makijaż, czyli na zwilżona twarzy nakładamy krem, masujemy, spłukujemy i osuszamy. Nie trzeba później nakładać już dodatkowo kremu, żeby nawilżyć twarz. Lub wieczorem jak produkt do demakijażu, czyli również zwilżamy twarz, nakładamy krem i masujemy, po czym spłukujemy i osuszamy. Również nie trzeba nakładać już nic żeby nawilżyć twarz.






Czy krem sprawdził się w obu przypadkach?


Rzeczywiście życie staje się prostsze przy użyciu tego produktu, szczególnie na wakacjach. Ja akurat, gdy go otrzymałam wybierałam się na urlop i ten produkt okazał się bardzo przydatny. Mogłam darować sobie zabieranie żelu do twarzy, kremu do twarzy, mleczka do demakijażu i wacików, bo wszystko to zastąpiłam jedną, mała tubka z kremem.

Poranna toaleta jest bardzo ułatwiona. Wystarczy zwilżyć buzie i rozprowadzić krem. Oczywiście nic się nie pieni, krem jest aksamitny i dobrze współpracuje z wodą na naszej facjacie. Po wsmarowaniu wystarczy delikatnie spłukać i ostrożnie osuszyć twarz ręcznikiem. Buzia jest gotowa do dalszych zabiegów np. makijażu. Krem stanowi dobra bazę pod make up. Nic się nie wałkuje, ani nie roluje.





Do wieczornego demakijażu również wystarczy zwilżyć buzie i wmasować krem. Należy nieco dłużej pomasować okolice oczu, żeby dokładnie zmyć tusz do rzęs, cienie, eyeliner itd. Na szczęście nic nie piecze, nie podrażnia oczu, ani delikatnej skóry wokół oczu. Jeśli ktoś używa olejku do demakijażu nie powinien mieć problemu z użyciem tego kremu, bo sposób użycia jest identyczny. Lecz w przypadku oleju ja zawsze musiałam jeszcze dodatkowo przemyć twarz tonikiem i nałożyć krem. Gdybym zostawiła olej i zmyła go tylko wodą, rano obudziłabym się z tłusta grzywka. W przypadku kremu wystarczy go opłukać, delikatnie osuszyć twarz i gotowe.

Cenie sobie ten krem właśnie za funkcjonalność, sprawdza się idealnie na wyjazdach. Oszczędzamy czas, miejsce w bagażu i pieniądze. Nie podrażnia, całkiem nieźle nawilża, nie zatyka porów, nie sprzyja powstawaniu zaskórników. Od czasu do czasu oczywiście należy dogłębniej oczyścić twarz żelem, wykonać peeling, aby pozbyć się nagromadzonych substancji.



Ktoś już testował nowości Eveline?? :) jakie jest Wasze zdanie? :)








Czytaj dalej

Tuning masek cz. XVI - Jak obciążyć włosy...

Seri Farcom z olejem arganowym





Znacie maskę Seri z olejem arganowym? Mi towarzyszy już bardzo długo. Zazwyczaj po jej użyciu moje włosy są lekko spuszone, ale uspokajają się po kilku godzinach. Dzisiaj zachciało mi się eksperymentów i postanowiłam spróbować zapobiec spuszeniu i trochę dociążyć włosy. Czy mi się udało? ... Po tytule chyba łatwo się domyślić, że nie :), ale o tym dokładnie poniżej. 

Zaczęłam od dokładnego umycia włosów szamponem Agafii (stymulator wzrostu) metodą kubeczkową. Następnie spłukałam i nałożyłam uprzednio przygotowana maskę.


- 1 czubata łyżka maski Seri Farcom z olejem arganowym
- 1 pompka olejku Wellness & Beauty z masłem shea i olejkiem jojoba
- 15 kropli d-panthenolu


Wszystko wymieszałam, nałożyłam na wilgotne włosy i zawinęłam w ręcznik. Po 20 minutach spłukałam i już czułam, że włosy są bardzo miękkie i śliskie. Schły naturalnie.

Gdy wyschły już wiedziałam, że eksperyment w jakimś stopniu się powiódł. Włosy były jedwabiście miękkie, lśniące i nawilżone. Ale... Zdjęcia zrobiłam drugiego dnia, żeby pokazać Wam efekt w świetle dziennym i bez lampy.

Włosy rano okazały się bardziej obciążone niż myślałam. Dodatkowo moja nadgorliwość doprowadziła do jeszcze większej katastrofy, bo stwierdziłam, że nie wyjdę z domu bez zabezpieczenia końcówek... Co skutkowało jeszcze większym obciążeniem :-D. I tak oto mamy włosy zbijające się w strączki...






Nie ulega jednak wątpliwości ze włosy są mega miękki i lśniące, a także zdyscyplinowane (aż nadto) :-D :-D


Przy następnym tuningowaniu tej maski zmienię proporcje i może efekt będzie lepszy :-)



A jak tam Wasze włosowe szaleństwa? :-)



Czytaj dalej

Dzika fuksja od Eveline, czyli matowa pomadka w płynie

Eveline Velvet Matt matowa pomadka w płynie





Jakiś czas temu pokazywałam Wam moje nowości od Eveline. Jak zobaczyłam te cudeńka byłam pewna, że pomadka w płynie będzie pierwszą, którą przetestuje. Kolor wręcz wymarzony... Wild Fuchsia 416.



Opis produktu:




Pomadka VELVET MATT w płynie to gama matowych pomadek do ust, w intrygujących, ultra nasyconych pigmentami kolorach w połączeniu z wyjątkową formułą pielęgnacyjną.
Kosmetyk bogaty w witaminy A, E i F zadba o optymalny poziom nawilżenia, odżywienia, ujędrnienia i ochrony ust.

Pomadka ma lekką i przyjemną konsystencję, która daje poczucie ekstremalnego komfortu i długo utrzymuje się na ustach. Smakowity zapach żurawiny sprawia, że jej aplikacja jest przyjemnością.


Po więcej ciekawych informacji dotyczących matowej pomadki zapraszam na stronę Eveline.



Cena: ok. 15 zł za 9 ml np. w Rossmann



Skład:





Opakowanie i konsystencja:





Matowa pomadka w płynie znajduje się w jaskrawo różowej tubce ze złotą nakrętka. Pojemność to 9 ml. Do aplikacji mamy wygodną szpatułkę zakończona miękka włochata gąbeczka. Gąbka jest bardzo precyzyjna i operuje się nią bardzo wygodnie. Konsystencja pomadki jest oczywiście płynna, aksamitna i niezbyt gęsta, ale też nie lejąca się. Kolor - intensywny mi przypomina soczystą fuksje.



Moje odczucia:





Matowa pomadka w płynie przypomina mi trochę błyszczyk lecz konsystencja jest zupełnie inna i różni się od błyszczyków, które znam. Po pierwsze nie skleja ust ! Możemy swobodnie rozmawiać i uśmiechać się, a szminka nie krepuje nam ruchów i współpracuje z nami.

Po drugie nie zasycha. W początkowej fazie nieco się błyszczy, lecz po chwili przysycha i matowieje. Gdy jej używam to zupełnie zapominam, że mam ją na ustach. Na pewno nie wysusza warg. Pomadka nie gromadzi się w zakamarkach ani małych zmarszczkach ust.





Utrzymuje się na ustach do kilku godzin. Po czym powoli znika. Nie przechodzi próby jedzenia. Po posiłku makijaż należy poprawić.

Zapach... Tak pysznego kosmetyku do ust dawno nie miałam ! Mi kojarzy się właśnie z żurawina, czarną porzeczka i czymś bardzo słodkim. Po prostu ma się ochotę od razu oblizać wargi :D. Kolor wyrazisty i idealnie na pigmentowany, zdecydowanie dla odważnych :)

Płynne matowe pomadki Eveline dostępne są w 6 pięknych kolorach.





Ktoś już testował??? :)









Czytaj dalej

Dobry i tani szampon oczyszczający

Barwa Ziołowa, szampon brzozowy do włosów normalnych i suchych






Opis produktu:




 
Szampon do włosów normalnych i suchych. Zawiera naturalny ekstrakt z liścia brzozy. Regularnie stosowany poprawia kondycję suchych włosów, nadaje im miękkość i elastyczność.



Cena: ok. 5 zł za 250 ml w supermarketach Carrefour, Kaufland, Drogeriach Natura



Skład:




Aqua (woda), Sodium Laureth Sulfate (silny detergent - myje, usuwa zanieczyszczenia), Lauramidopropyl Betaine (antystatyk - mający właściwości oczyszczające i odżywcze), Cocamide DEA (substancja myjąca i pianotwórcza), PEG-75 Lanolin (emolient - zmiękcza i wygładza), Sodium Chloride (wpływa na konsystencje, powoduje wzrost lepkości), Cocamidopropylamine Oxide (antystatyk - zapobiega elektryzowaniu się włosów), Hydrolyzed Keratin (keratyna - nawilża, regeneruje, nabłyszcza), Propylene Glycol (humektant - nawilża), Betula Alba Leaf Extract (ekstrakt z brzozy - działa ściągająco, antyseptycznie i dezynfekująco), Citric Acid (kwas cytrynowy - naturalny konserwant), Parfum (zapach), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant),  Hexyl Cinnamal (imituje zapach jaśminu),  CI 19140 (barwnik), CI 42080 (barwnik).



Opakowanie i konsystencja:



 
Szampon znajduje się w przezroczystej, plastikowej butelce z nakrętką o pojemności 250 ml. Buteleczka jest poręczna i dobrze leży w dłoni, ale szkoda, że nie ma pompki. Trzeba uważać podczas wylewania szamponu, żeby nie wydobyć zbyt dużo. Konsystencja szamponu jest standardowa, odpowiednia. Kolor - przezroczysto zielony. 





Działanie:
 
Przedstawiam Wam prawdziwego zdzieracza ! Jeśli szukacie porządnego oczyszczenia to dobrze trafiliście. Szampon bardzo mocno oczyszcza i doskonale usuwa zanieczyszczenia. Nagromadzone pozostałości masek i oleju zmyje przy pierwszym podejściu, a mycia nie trzeba powtarzać. 

Włosy po użyciu są tępe i skrzypiące, czyli dobrze oczyszczone. Są odbite od nasady i bardzo puszyste. Ja muszę koniecznie użyć po nim odżywkę, a najlepiej maskę, bo inaczej mam ogromny problem z rozczesaniem. Plącze włosy, ale nikogo nie powinno to dziwić, bo szampon nie ma w składzie silikonów, a tylko jeden emolient daleko w składzie. 

Dobrze się pieni i jest dość wydajny. Ja swój egzemplarz mam chyba od 2 (?!) lat i właśnie dobiega końca jego data ważności także używam go nieco częściej. Takie produkty na ogół nie zużywają się zbyt szybko, bo szampony oczyszczające używa się tylko wtedy, gdy substancje nagromadzone na włosach obciążają je. W moim przypadku to raz na tydzień, a czasem nawet raz na 2 tygodnie. 

Zapach jest typowo ziołowy, niezbyt intensywny, ale utrzymuje się na włosach po myciu. 

Skład jest przejrzysty i krótki tak jak przystało na szampon oczyszczający. Nie można się do niczego przyczepić. Na początku króluje silny detergent, bardzo pożądany w szamponach tego typu, kilka substancji myjących. Ekstrakt z brzozy jest daleko w składzie, więc nie ma co oczekiwać świetnego działania brzozy na nasze włosy. Trzy konserwanty w tym jeden naturalny - to na prawdę niewiele.

Myślę, że cena jest na tyle przystępna, że każdy pozwoli sobie na taki szampon oczyszczający. A warto go mieć, bo często się przydaje.



Barwa Ziołowa, szampon brzozowy oceniam: 8/10.



Znacie go? Jakich Wy używacie szamponów do oczyszczania?? :-) 




Czytaj dalej